Pamiętamy aferę zegarkową jednego z ministrów i kłopoty innego, który wił się, nie chcąc zdradzić, kto udzielił mu prywatnej pożyczki opiewającej na dużą sumę. Były pojawiające się i znikające mieszkania o ruchomym metrażu, wyjątkowo tanie samochody i dokumenty świadczące o tym, że ludzie po latach zawodowego posłowania mają puste konta niczym studenci tuż przed pierwszym.
Możemy dworować z kalibru tych historii, ale łączy je jedno – wątpliwości dotyczące majątków rządzących w ogóle by się nie pojawiały, gdyby nie publikowane w internecie oświadczenia majątkowe przedstawicieli władz.