Sąd Okręgowy we Wrocławiu nakazał usunięcie „bilbordów zawierających zakrwawione płody ludzkie” (pisownia oryginalna). Chodzi oczywiście, wbrew (dość makabrycznej) literalnej treści sentencji, o usunięcie drastycznych zdjęć. To pierwszy taki wyrok w Polsce. Orzeczenie jest nieprawomocne, a pozwani już zapowiedzieli apelację.

Precedensowy charakter rozstrzygnięcia zachęca do pochylenia się nad tematyką, która od wielu lat budzi emocje. Nie chodzi jednak o spór o aborcję, ale o wolność wypowiedzi i sposób wyrażania poglądów. Co ciekawe, w tej kwestii podział opinii przebiega w poprzek podziału na zwolenników i przeciwników przerywania życia w okresie prenatalnym. Istotna część przeciwników aborcji jest krytyczna wobec działań polegających na publicznym eksponowaniu drastycznych zdjęć. Jednakże sprzeciw wobec takich kampanii odbierany jest często jako przyzwolenie na aborcję. Zabranie głosu jest więc ryzykowne.

Czytaj więcej

Jakub Sewerynik: Słuszna sprawa, fałszywa narracja. Przypadek działaczki pro-life

Dopuszczalność aborcji

Zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego życie ludzkie jest święte od chwili poczęcia do naturalnej śmierci. Aborcja jest złem moralnym o największym ciężarze, ponieważ stanowi zamach na bezbronną osobę. Jan Paweł II w encyklice Evangelium Vitae stwierdził wprost, że jest „świadomym i bezpośrednim zabójstwem istoty ludzkiej” (EV 58). Papież celowo używał tak mocnego słownictwa, aby ukazać rzeczywisty wymiar moralny czynu, który łagodzony jest przez stosowane powszechnie eufemizmy: „zabieg”, „przerywanie ciąży”. Dla katolików aborcja powinna być zatem niedopuszczalna, niezależnie od regulacji prawnych. Jednak czy dopuszczalne są wszelkie środki, które mogą ją ograniczyć, niezależnie od kosztów i krzywd osób postronnych?

Papież wskazał, że do prawa dopuszczającego aborcję nie wolno się nigdy stosować, a nawet „uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu” (EV 73). Sprzeciw wobec aborcji może być wyrażany pozytywnie, choćby poprzez udział w „Marszach dla życia” lub wspieranie fundacji organizujących działania edukacyjne i pomoc dla matek i rodzin w trudnej sytuacji. Część środowisk katolickich uważa takie działania za niewystarczające. Wobec doniosłości czynów i skali zjawiska konieczne są różne inicjatywy, które realnie wpłyną na ograniczenie moralnie niedopuszczalnego zjawiska. Jednym z takich działań jest eksponowanie w przestrzeni publicznej drastycznych zdjęć abortowanych dzieci – czy to w postaci billboardów, wystaw, czy mobilnych nośników.

Za dopuszczalnością takich działań można wskazać szereg argumentów. W pierwszej kolejności wskazuje się na wolność słowa i debaty publicznej. Działaczom chodzi o urealnienie abstrakcyjnej dyskusji i pokazanie realiów „zabiegu”, który kończy życie konkretnej istoty. Także o sfalsyfikowanie tezy, że chodzi jedynie o „usunięcie tkanki” czy innego, bezosobowego „materiału biologicznego”. Dzięki podobnym działaniom ofiary aborcji przestają być „niewidzialne” i zyskują podmiotowość. Chodzi też o uświadomienie osobom, które potencjalnie mogą podjąć decyzję o aborcji, rzeczywistej istoty takiego działania. Wreszcie, skoro przeciwdziałanie zbrodniom wojennym czy brutalnym przestępstwom uzasadnia pokazywanie drastycznych zdjęć czy nagrań, to przeciwdziałanie aborcji, w szczególności nielegalnej, również takie działania uzasadnia.

Lista argumentów przeciwnych jest nawet dłuższa. Zdaniem krytyków podobne działania nie mieszczą się w granicach konstytucyjnych wolności, ponieważ dochodzi do naruszenia moralności publicznej. Przekraczane są normy obyczajowe przyjęte w danym społeczeństwie. Treści, które muszą być cenzurowane w telewizji, mogą być prezentowane w przestrzeni publicznej bez ograniczeń i bez ostrzeżeń. Co więcej, działanie oparte na szokowaniu odbiorcy niekoniecznie przynosi zamierzone skutki. Wręcz przeciwnie, może uprzedzić do środowisk pro-life, zniechęcić do dyskusji i choćby wysłuchania argumentów. Zresztą ulega normalizacji czy nawet wyśmianiu, co przejawia się choćby w powszechnym nazywaniu jeżdżącej po Warszawie furgonetki eksponującej przedmiotowe zdjęcia „płodobusem”. Tym samym przeciwskuteczna jest również próba przywrócenia podmiotowości ofiarom.

Plakaty wzmacniają obawy młodych kobiet przed ciążą i możliwymi powikłaniami. Mogą też krzywdzić osoby, które już dokonały aborcji. I choć może to być celem organizatorów akcji jako forma „zasłużonej kary”, to efekt ten może dotknąć również osoby, które uznały swój czyn za błąd, a jednocześnie okupiły go chorobą i cierpieniem. Kontakt z drastycznymi zdjęciami może w szczególnych przypadkach być triggerem, powodującym retraumatyzację i nawrót choroby. Kwestie zdrowia, w tym zdrowia psychicznego, są tu ważkim argumentem – w przestrzeni ogólnodostępnej makabryczne zdjęcia są widoczne dla przypadkowych, nieprzygotowanych na taki widok osób, w tym małoletnich.

Czytaj więcej

Jakub Sewerynik: Granice nieposłuszeństwa w Kościele

Konkretny przypadek

Właśnie małoletni Franciszek został powodem w sprawie rozstrzygniętej przez wrocławski sąd. Jako jedenastolatek, a jednocześnie osoba z niepełnosprawnością, widywał przedmiotowe zdjęcia na billboardach ustawionych przy trasie wylotowej z Opola. Wywołało to u niego silne przeżycia emocjonalne, które skutkowały diagnozą zespołu PTSD (zespół stresu pourazowego). Kampania miała negatywny wpływ na jego zdrowie, a więc naruszyła dobro osobiste. Jednak czy umieszczanie zdjęć na billboardach można uznać za bezprawne?

Dr Olgierd Pankiewicz stwierdził w obszernym opracowaniu dla Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, że prezentowanie podobnych banerów jest realizacją praw i wolności. Na podobnym stanowisku stanął w 2019 r. Prokurator Krajowy, który wskazał, że takie działania mieszczą się w granicach wolności manifestowania przekonań, a przez to nie powinny spotykać się z reakcją prawnokarną władz publicznych.

Czytaj więcej

Jakub Sewerynik: Zagubieni w procedurach, czyli komisja ds. pedofilii w Kościele

Rozbieżności w orzecznictwie

Powyższą tematyką zajmowały się dotychczas w Polsce sądy karne. Orzecznictwo Sądu Najwyższego wykazuje w tej kwestii daleko idące rozbieżności. W wyrokach z 22 października 2021 r. (sygn. akt IV KK 247/21) i 30 czerwca 2022 r. (sygn. akt II KK 116/22) SN uznał, że nie mamy tu do czynienia z wykroczeniem. Podobne zdjęcia nie mogą być uznane za „nieprzyzwoite” w rozumieniu art. 141 k.w., ponieważ znamię to oznacza tyle co „nieskromny, bezwstydny”, ma więc konotacje seksualne. Również późniejsze orzeczenia SN wyrażają pogląd, zgodnie z którym wstrząsający czy drastyczny charakter ekspozycji nie stanowi złamania norm obyczajowych czy moralnych, a mocne środki ekspresji są usprawiedliwione doniosłością tematu debaty. Ta linia zdaje się przeważać.

Jednak mniejszościowy pogląd SN zasługuje na uwagę. Został wyrażony w dwóch postanowieniach: z 16 lutego 2023 r. (sygn. akt I KK 471/22) i 12 października 2023 r. (sygn. akt I KK 50/23). SN stwierdził sprzeczność eksponowania zdjęć „z normami kulturowymi, zasadami współżycia społecznego, przyjętymi zwyczajami i obyczajami zachowań w miejscach publicznych”. Uznał, że znamię „nieprzyzwoitości” obejmuje sprzeczność z obowiązującymi w społeczeństwie normami obyczajowymi lub etyczno-moralnymi, których nie można ograniczać wyłącznie do sfery seksualnej. Co istotne, SN podkreślił, że główny argument przemawiający za karalnością eksponowania przedmiotowych zdjęć „wynika z naruszenia godności przynależnej przedstawionym na fotografiach płodom”.

Prof. Marta Soniewicka, filozof prawa, wskazuje, że „w naszym kręgu kulturowym dominuje podejście godnościowe”, co oznacza, że ludzkie zwłoki mają „wartość osobową – a zatem z istoty niewymierną i nieutylitarną”. Nie mogą więc być „przedmiotem” kampanii społecznej. Podobnie, w kontekście zakazu prezentowania wystawy przedstawiającej ludzkie ciała, francuski sąd kasacyjny w wyroku z 16 września 2010 r. przyjął godnościowe uzasadnienie ochrony zwłok ludzkich przed komercjalizacją. Nie ma tu więc sprzeczności między podejściem laickim i religijnym. Katechizm Kościoła Katolickiego wskazuje, że „ciała zmarłych powinny być traktowane z szacunkiem i miłością” (KKK 2300) – różnicę stanowi jedynie źródło tych zasad – w przypadku religii jest to wiara i nadzieja zmartwychwstania.

Zdaniem SN publiczne prezentowanie wielkoformatowych zdjęć nie realizowało w jakikolwiek sposób nakazu traktowania osoby z szacunkiem, rażąco przekraczając normy obyczajowe. Sąd podkreślił, że podstawowym argumentem nie jest negatywna reakcja odbiorców ekspozycji, ale kwestia bardziej fundamentalna: brak „wymaganego społecznie respektu dla godności ciała osoby, która była nośnikiem wartości konstytucyjnych”. SN trafnie zauważył również istotną sprzeczność: „w kampanii, w której deklarowano przywiązanie do idei przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka w fazie prenatalnej, w sposób instrumentalny traktuje się martwe płody, którym ta godność przysługuje”.

Ingerencja w wolność ekspresji uzasadniona była moralnością publiczną (art. 31 ust. 3 Konstytucji RP), a ograniczenie to spełnia kryteria standardu strasburskiego (art. 10 ust. 2 EKPC). Nie tylko nie każda treść, ale też nie każda forma wypowiedzi korzysta z ochrony prawnej. Warto zauważyć, że orzecznictwo ETPCz w sprawach związanych z agitacją przeciw aborcji dopuszcza ograniczenie wolności ekspresji ze względu na ochronę praw i wolności innych osób (tak w: Van den Dungen przeciwko Holandii, skarga nr 22838/93, Hoffer i Annen przeciwko Niemcom, skargi nr 397/07 i 2322/07, Annen przeciwko Niemcom skargi: nr 3682/10, 3687/10, 9765/10, 70693/11). Opierając się więc na argumentacji przedstawionej w tej linii orzeczniczej SN, naruszenie dóbr osobistych małoletniego powoda należy uznać za bezprawne. Wszystko zależy więc od interpretacji znamienia „nieprzyzwoitości”.

Warto zauważyć, że w zachodniej sztuce religijnej, przedstawiającej niewątpliwie okrutną i drastyczną mękę Jezusa, zazwyczaj zachowywano normy obyczajowe i zasady decorum. Choć można odnaleźć obrazy czy rzeźby epatujące fizycznym cierpieniem, to jednak dominują przedstawienia alegoryczne lub powściągliwe w formie, podobnie jak biblijny opis pasji. Nie chodzi tu jednak o fałszywy komfort odbiorcy sztuki. Przecież dzieła tak subtelne jak choćby „Pieta” Michała Anioła w sposób najbardziej doskonały przedstawiają głębię cierpienia, zmuszają do refleksji, a także zbliżają do transcendencji, nie naruszając godności przedstawionych postaci. Tak w sztuce, jak i w komunikacji społecznej, czasem powiedzieć mniej, znaczy więcej.

Autor jest radcą prawnym, mediatorem.