O wybór sędziów TK spierają się prawnicy, jednak dawno przestał to być przede wszystkim spór o prawo, czy nawet o przestrzeganie prawa (co w żaden sposób nie umniejsza ani nie usprawiedliwia skali towarzyszącego mu łamania prawa). Mamy do czynienia z konfliktem dwóch odmiennych wizji konstytucji. Przejęcie kontroli nad Trybunałem ma umożliwić narzucenie jednej z nich jako oficjalnie obowiązującej.

Jak uchwalano obecną konstytucję? Historia prac

Krajowi i zagraniczni badacze oraz komentatorzy – w tym prof. Bruce Ackerman (Revolutionary Constitutions: Charismatic Leadership and the Rule of Law, 2019) wysuwali pod adresem obowiązującej konstytucji zarzut zbyt późnego uchwalenia. Ich zdaniem, w 1989 r. zaprzepaszczono „moment konstytucyjny”, czego skutki ponosimy do dziś.

Argument ten nie uwzględnia faktu, że uchwalenie konstytucji dopiero w 1997 r. nie było wynikiem lenistwa, nieudolności czy braku wizji ówczesnych polityków, a fundamentalnej niezgody, jak konstytucja powinna wyglądać.

Czytaj więcej

Ewa Szadkowska: Dwoje nowych w TK i Nawrockiego szachy 3D

Komisje konstytucyjne funkcjonowały już w parlamencie wyłonionym w wyborach kontraktowych. Ich prace zakończyły się powstaniem dwóch projektów konstytucji – „sejmowego” (druk sejmowy 1058 z 24 sierpnia 1991 r.) przygotowanego pod kierunkiem prof. Bronisława Geremka i „senackiego” (druk senacki 676, 22 października 1991 r.), pod kierunkiem prof. Alicji Grześkowiak.

Preambuła projektu „sejmowego” – napisana specyficznym, archaizowanym językiem – deklarowała dbałość „aby przyrodzoną godność człowieka i wypływające z niej prawa wesprzeć powagą demokratycznego i tolerancyjnego państwa, i aby to, co cenne w naszej tradycji politycznej i prawnej połączyć z dobrymi przykładami i ustanowieniami państw europejskich i prawa międzynarodowego”. Artykuł 2 projektu wywodził władzę od „narodu” pisanego małą literą, a art. 9 określał Polskę „państwem świeckim”.

Preambuła projektu „senackiego”, znacznie bardziej zwięzła, rozpoczynała się od słów „W imię Boga Wszechmogącego!”. Artykuł 3 projektu określał, że władza pochodzi od „Narodu”, zaś zgodnie z art. 8 państwo i kościoły miały być „autonomiczne i niezależne, każde we własnym zakresie rządzi się własnymi prawami”. Artykuł 17 gwarantował prawo „każdej istoty ludzkiej do życia od poczęcia”.

Czyja Polska? Odmienne wizje i aksjologie projektów konstytucji

Co znaczące, odmienne wizje i aksjologie projektów konstytucji nakładały się na narracje tożsamościowe, eksploatowane do dzisiaj.

Stosunek sił w Sejmie wynikał wszakże z zawartego przy „Okrągłym Stole” kontraktu (Solidarność mogła uzyskać tylko 35 proc. mandatów), którego realizacja - po porażce listy krajowej – wymusiła zmianę reguł w trakcie wyborów. Przewodniczącemu Komisji Konstytucyjnej Sejmu, prof. Geremkowi, środowiska „prawdziwych Polaków” wypominały pochodzenie i przeszłość w PZPR.

Z kolei Senat I kadencji wybrano w całkowicie wolnych wyborach, a kandydaci Solidarności stanowili 99 proc. składu Izby. Przewodnicząca Komisji Konstytucyjnej Senatu, prof. Grześkowiak, uosabiała zaangażowaną Polkę-Katoliczkę.

Mówimy przy tym jedynie o podziale w środowiskach solidarnościowych, które – chociaż zdominowały narrację o czasie przełomu – bynajmniej nie wyczerpywały różnorodności ówczesnej sceny politycznej.

Czytaj więcej

Maciej Gutowski, Piotr Kardas: Czy nie obawiamy się kolejnej grupy sędziów TK „ze skazą”?

Istotnie, przesilenie, które umożliwiło w 1997 r. uchwalenie konstytucji, zawdzięczamy formacji postkomunistycznej. Zmiana ordynacji wyborczej oraz rozdrobnienie ugrupowań prawicowych doprowadziły do sytuacji, w której SLD i PSL – zdobywszy nieco ponad 35 proc. głosów - uzyskały pokaźną większość parlamentarną. W Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, kierowanej przez Aleksandra Kwaśniewskiego, wykrystalizował się kompromis pomiędzy większością rządową SLD-PSL i częścią środowisk postsolidarnościowych], które w tzw. „wojnie na górze” opowiedziały się przeciwko Lechowi Wałęsie.

Warto przypomnieć, że odpowiedzią na prace Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego była tzw. Społeczna Komisja Konstytucyjna. Opracowała ona alternatywny projekt, firmowany przez NSZZ Solidarność, pod którym zebrano ok. dwóch milionów podpisów. Zawierał on m.in. Invocatio Dei, przewidywał ochronę życia „od poczęcia do naturalnej śmierci” (art. 9) oraz gwarantował „autonomię i niezależność kościołów oraz związków wyznaniowych uznanych przez prawo” (art. 6).

Zawierał także rozbudowane przepisy przejściowe, przewidujące np. weryfikację sędziów (por. J. Majchrowski, Konstytucja Solidarności, 2018). Przewodniczący NSZZ Solidarność Marian Krzaklewski, przemawiając do Zgromadzenia Narodowego, pytał wówczas, czy „chce przejść do historii Polski jako to Zgromadzenie Narodowe, które po tysiąctrzydziestoletnim istnieniu chrześcijańskiej Polski wyrzuciło Boga z konstytucji?”.

Czytaj więcej

Konstytucjonalista: Argumenty prezydenta to dezinformacja

Ostatecznie, 2 kwietnia 1997 r. uchwalono projekt przygotowany przez Komisję Konstytucyjną Zgromadzenia Narodowego, z kompromisową preambułą opracowaną na podstawie tekstu Stefana Wilkanowicza (Moja prywatna preambuła, Tygodnik Powszechny nr 6/1995).

W referendum konstytucyjnym przeprowadzonym 25 maja 1997 r. frekwencja wyniosła 43 proc. Za konstytucją opowiedziało się 53,45 proc. głosujących – a zatem, jak podkreślali przeciwnicy - mniej niż 25 proc. uprawnionych do głosowania.

Czytaj więcej

Anatomia paraliżu. Pięć osi kryzysu, który niszczy Trybunał Konstytucyjny

Uchwalanie konstytucji. Do trzech raz sztuka

Po 1997 r. żadna ze stron nie dysponowała większością, która umożliwiałaby uchwalenie nowej konstytucji. Paradoksalnie nie wykluczało to jednak zmiany konstytucji obowiązującej. Bo ona „czasem więcej znaczy, niż mówi” (Ewa Łętowska, Konstytucja i poezja, Zeszyty Literackie 3/139), a o jej znaczeniu przesądza w praktyce orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego.

Pierwsze próby przejęcia kontroli nad Trybunałem ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego podjęło jeszcze w latach 2005-2007, w związku ze zbliżającym się zakończeniem kadencji prezesów TK: prof. Marka Safjana i Jerzego Stępnia

dr Kamil Joński

W tym kontekście warto przypominać, że pierwsze próby przejęcia kontroli nad Trybunałem ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego podjęło jeszcze w latach 2005-2007, w związku ze zbliżającym się zakończeniem kadencji prezesów TK: prof. Marka Safjana i Jerzego Stępnia (druk sejmowy 765 z 7 lipca 2006 r. oraz druk sejmowy 2030 z 29 czerwca 2007 r.). Jak wyjaśniał w wywiadzie z Jackiem Żakowskim ex-wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Andrzej Lepper, „kontrola nad Trybunałem to jest wielkie marzenie Jarosława”. Aby je zrealizować, planowano przeforsować nominata PiS na stanowisko prezesa TK, gdyż to on „ustala skład sądzący… i kolejność rozpatrywania wniosków też od prezesa zależy. Jak im jakaś sprawa będzie nie na rękę, to może czekać latami” (Polityka nr 32, 2007 r.). Marzenie to udało się zrealizować dopiero w 2016 r., kiedy prezydent Andrzej Duda powołał (w kontrowersyjnych okolicznościach) sędzię Julię Przyłębską na stanowisko prezesa TK. Trudno ocenić funkcjonowanie Trybunału pod jej rządami inaczej, niż jako potwierdzenie zapowiedzi z wywiadu Leppera.

Co znaczące, w czasie zorganizowanego w Oxfordzie sympozjum The Polish constitutional crisis and institutional self-defence prof. Lech Morawski – konstytucjonalista wybrany przez większość PiS na zajęte miejsce w TK (tzw. dubler) – wprost powiązał ówczesny kryzys z konfliktem „liberalnego” i „republikańskiego” sposobu odczytania konstytucji. W jego ocenie, „polski republikanizm silnie akcentuje przywiązanie do wartości takich jak patriotyzm, solidarność, silne państwo jako strażnik praw człowieka, rola Kościoła katolickiego i religii w życiu publicznym. W realiach politycznych oznacza to, że polscy republikanie bronią tradycyjnego modelu rodziny, silnie sprzeciwiają się aborcji itd., podczas gdy liberałowie odrzucają te wartości” (L. Morawski, A Critical Response, VerfBlog, 2017).

Rzeczywiście, obsadzenie TK przez nominatów PiS pozwoliło na tak „republikańskie” odczytanie konstytucji z 1997 r., że okazała się ona niezgodna z Traktatem o Unii Europejskiej (K 3/21) i Europejską Konwencją Praw Człowieka (K 6/21), oraz wymusiła niemal całkowity zakaz aborcji (K 1/20) – choć akurat w tym ostatnim przypadku reinterpretacja zaczęła się o wiele wcześniej (K 13/97).

Czytaj więcej

Były prezes TK Jerzy Stępień: Polski wymiar sprawiedliwości potrzebuje okrągłego stołu

Polska podzielona. Korelacja pomiędzy wynikami referendum konstytucyjnego z 1997 r. i drugiej tury wyborów prezydenckich z 2025 r.

Opisywany konflikt nie ogranicza się do elit politycznych i prawnych. Pozostaje on zakorzeniony także w preferencjach obywateli. Pomimo upływu trzech dekad, którym towarzyszyły spektakularne przemiany społeczne, gospodarcze i polityczne, na poziomie jednostek terytorialnych wciąż daje się zaobserwować korelacja pomiędzy wynikami referendum konstytucyjnego z 1997 r. i drugiej tury wyborów prezydenckich z 2025 r. Bardziej szczegółowych danych dostarczają badania opinii publicznej, prowadzone przez CBOS, które ukazują dwa interesujące zjawiska.

Po pierwsze, w badaniach prowadzonych z okazji 20. i 25. rocznicy uchwalenia konstytucji (komunikaty 37/2017 i 49/2022) tylko jeden procent (!) respondentów, którzy byli pełnoletni w czasie referendum, przyznał się do głosowania przeciw (ponad połowa zasłoniła się niepamięcią). Tym samym wokół sprzeciwu wobec konstytucji nie powstała tożsamość polityczna, do której respondenci odwoływaliby się po latach. Wydaje się, że konstytucja została niejako zaakceptowana „przez zasiedzenie”, i nie wypada przyznawać się do sprzeciwu wobec jej przyjęcia. Jednak kiedy w 2016 r. rządząca Zjednoczona Prawica toczyła wojnę z Trybunałem kierowanym przez prof. Andrzeja Rzeplińskiego, po jej stronie opowiedziało się 29 proc. respondentów (45 proc. wzięło stronę TK, komunikat 62/2016).

Po drugie, sprzeciw wobec konstytucji i poparcie dla działań przeciwko TK koncentrowały się w podobnych segmentach opinii publicznej.

Na potrzeby analizy, respondentów podzielono na osiem grup, wykorzystując samoidentyfikację na skali lewica–prawica oraz deklarowaną częstotliwość praktyk religijnych. Oczywiście na przestrzeni 20 lat rozumienie tego, czym jest lewica i prawica ulegało zmianom. Jednak uwzględniając zastąpienie podziału postkomunistycznego rywalizacją PO–PiS, wydaje się, że jest to najlepszy dostępny wskaźnik orientacji ideologicznej. Z kolei odbywanie praktyk religijnych raz w tygodniu lub częściej stanowi dobry wskaźnik przywiązania respondenta do instytucji Kościoła katolickiego (co nie musi mieć związku z głębią prywatnych doświadczeń religijnych czy poglądami na naturę filozoficznego przekazu chrześcijaństwa).

Porównanie wyników badań opinii publicznej z lat dziewięćdziesiątych i współczesnych musi być traktowane z pewną ostrożnością. Jednak zgromadzone przez CBOS dane wskazują, że zarówno sprzeciw wobec konstytucji, jak i aprobata wobec jej łamania koncentrowały się w gronie respondentów deklarujących poglądy prawicowe i regularne praktyki religijne. Nie powinno zaskakiwać, że to samo dotyczyło pozytywnych ocen TK obsadzonego przez nominatów Zjednoczonej Prawicy.

Spór wokół TK. „Wciąż jest przestrzeń do eskalacji”

Z przedstawionej analizy można wyciągnąć trzy zasadnicze wnioski.

Po pierwsze, kontrowersje wokół obsady Trybunału Konstytucyjnego stanowią jedynie kolejne pole bitwy, w toczonym od dekad konflikcie o kształt i fundament aksjologiczny konstytucji.

Po drugie, konflikt ten nie jest produktem rywalizacji Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska, choć jest przez nich sprawnie podsycany. Uwzględniając potencjał obu stron, zapewne przetrwa zakończenie przez nich kariery politycznej, angażując nowych liderów i hasła (np. Polexit), tak jak przetrwał upadek AWS i SLD.

Po trzecie, pomimo przekraczania kolejnych „nieprzekraczalnych” granic, wciąż istnieje znaczna przestrzeń do eskalacji. Być może zmierzamy w kierunku, w którym dwa odmienne sposoby odczytania konstytucji – „republikański” i „liberalny” – doczekają się ukoronowania w formie dwóch konkurencyjnych Trybunałów Konstytucyjnych, wzajemnie negujących swoje istnienie, choć zaprzysiężenie Magdaleny Bentkowskiej i Dariusza Szostka oddala taką perspektywę.

Tekst powstał na podstawie wystąpienia na seminarium European Center for Populism Studies

dr Kamil Joński, Kolegium Ekonomiczno-Społeczne SGH