Reklama

Ewa Szadkowska: Wirtualny gwałt

Zamiast utyskiwać, że prawo nie nadąża za postępem technologicznym, często wystarczy po prostu pomyśleć, wyjść poza schematy i wykazać się odwagą.
Ewa Szadkowska: Wirtualny gwałt

Foto: Adobe Stock

Gdy po raz pierwszy usłyszałam o surowym wyroku 13 lat więzienia za „wirtualny gwałt”, pomyślałam: ech, dziennikarze nieobeznani z prawem znów coś pokręcili (lub podkręcili). A potem przeczytałam cierpliwe tłumaczenia sędzi Małgorzaty Stanisławczyk-Karpiel, rzeczniczki Sądu Okręgowego w Tarnowie, wyjaśniającej, jak to się stało, że mężczyzna, który nigdy na żywo nie spotkał swoich ofiar, został skazany na podstawie art. 197 kodeksu karnego, opisującego przestępstwo zgwałcenia. W dużym uproszczeniu i skrócie: sprawca, który okazał się pedofilem, przez kilka lat nawiązywał przez internetowe aplikacje kontakty z dziewczynkami i nastolatkami, namawiał do przesyłania sobie nagich fotek, a te otrzymane wykorzystywał do szantażu i wymuszania kolejnych zachowań o charakterze erotycznym. Wpadł, gdy jedna z nękanych zgłosiła się na policję. U trzech z dziewczynek biegli zdiagnozowali później PTSD, czyli zespół stresu pourazowego.

Czytaj treści PRO.RP.PL za 39 zł miesięcznie!

Zyskaj dostęp do rzetelnych analiz, opinii ekspertów i kluczowych prognoz gospodarczych. Poznaj fakty, które kształtują biznes, prawo oraz społeczeństwo.

Buduj swoją przewagę. Subskrybuj profesjonalne treści publikowane wyłącznie w pro.rp.pl.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama