To niepojęte, że przez tyle lat nie potrafili oni zapewnić przynajmniej przyzwoitego tempa rozpatrywania zwykłych ludzkich spraw.

Z powodu wakatów w Izbie Cywilnej SN, która rozpatruje m.in. sprawy frankowe, spadkowe, powypadkowe, brakuje sędziów do orzekania, a zaległości rosną. I prezes SN zmuszona była przesunąć przejściowo do tej izby sędziów cywilistów z dwóch innych izb, nie pytając zainteresowanych o zgodę, do czego formalnie ma prawo.

Gdyby to zdarzyło się nagle, to można by pomyśleć, że to jakiś strajk włoski sędziów, ale problem narastał od dawna. Dlaczego, mimo kilku lat reform, nie udało się zapełnić wakujących stanowisk nowymi sędziami, o czym przecież PiS marzył?

Czytaj więcej

Pojęcie „sprawy” dzieli Sąd Najwyższy. Chodzi o wyłączanie sędziów

Prezes Izby Cywilnej SN mówi, że próbowała do tej izby ściągnąć na razie jednego sędziego sądu apelacyjnego (a są oni znakomicie przygotowani), lecz minister sprawiedliwości nie odpowiedział nawet na jej wniosek. To, że minister Zbigniew Ziobro najchętniej by zmniejszył – i to poważnie – SN, wiemy, bo zgłaszał już dwa takie projekty. Jednak prezydent, który najwyraźniej nie podziela tej wizji, przeciwnie – zwiększył liczbę etatów w SN. Nie wiadomo jednak, dlaczego ich nie zapełnia sędziami, i skutek jest taki, że w Izbie Cywilnej na 43 etaty nieobsadzonych jest 18. Nie wierzę, że nie można usprawnić tego naboru, że nie ma chętnych cywilistów przy tylu tysiącach prawników.

Na razie trzeba pochwalić starania obu pań prezesów SN, że w tej zakręconej prawnie i politycznie sytuacji, w jakiej znalazł się Sąd Najwyższy, szukają rozwiązań służących jego podstawowemu zadaniu – rozwiązywaniu sporów i zagadnień prawnych.

Wszyscy zdają sobie sprawę, że takie czasowe przesuwanie sędziów odrywa ich od obecnych obowiązków, gdzie też są zaległości. Tym bardziej że współpraca sędziów w SN ze względu na spór „starzy”–„nowi” kuleje (to mało powiedzieć). Ale sędziowie na tak wysokim szczeblu na co dzień przydzielani są, także w losowaniu, do różnych spraw oraz składów i pewnie dadzą sobie radę z nowymi wyzwaniami.

Nie zmienia to faktu, że będzie to jednak sądowa przejściówka, która powinna zawstydzać – po pierwsze – reformatorów sądownictwa, po drugie – blokujących współpracę sędziów w rozpoznawaniu także codziennych zupełnie niepolitycznych spraw pod hasłem „praworządności” bez liczenia się ze skutkami spowolnienia sądu.