Pracowników w zasadzie już nie ma. W branżowym slangu nowoczesnych działów HR zastąpiły ich talenty. O ile kiedyś talentami byli młodzi, zdolni i ambitni absolwenci, których firmy szykowały do kariery menedżerskiej, o tyle dzisiaj tym mianem coraz częściej określa się wszystkich pracowników, a także kandydatów do pracy.
Wśród pionierów tego trendu była globalna agencja zatrudnienia ManpowerGroup, która w swoich corocznych raportach dotyczących deficytu pracowników (a ostatnio kompetencji) porównuje skalę „niedoboru talentów” w różnych krajach i branżach. Jak wyjaśnia Krzysztof Kosy, psycholog biznesu, określenie talent ma w założeniu pozytywnie działać na pracowników – pokazując, że pracodawca docenia ich umiejętności i zaangażowanie.
Czytaj więcej
Chociaż rosnący wskaźnik zatrudnienia osób 50+ dowodzi, że pracodawcy otwierają się na dojrzałych pracowników, czyli tzw. silversów, to nadal nie j...
Kończy się dawny HR?
A co się stało z dawnymi talentami? Nadal są i nadal się je hołubi w firmach, lecz dzisiaj często określa się z angielska jako „high flyers”.
Zdaniem Kamila Jankowskiego, dyrektora marketingu i komunikacji Gi Group Holding, za wyrażeniami „poszukiwanie talentów” czy „zarządzanie talentami” stoi chęć znalezienia wykwalifikowanych pracowników z potencjałem, a także chęć ich rozwoju. – Jednak używanie tych wyrażeń jako zamiennika do słowa pracownicy nie jest jeszcze rozumiane przez rynek i może prowadzić do kuriozalnych sytuacji – zaznacza Jankowski.
Na słowny aspekt widocznego w korporacjach trendu podkreślania roli pracowników i doceniania ludzi zwraca uwagę Magdalena Warzybok, dyrektor zarządzająca firmy doradczej Kincentric Poland. Przejawem tego trendu (wymuszonego przez zmiany na rynku pracy, w tym niedobór talentów) jest odchodzenie od angielskiego skrótu HR, które oznacza zasoby ludzkie.
– Dzisiaj to brzmi zbyt przedmiotowo – wyjaśnia Magdalena Warzybok. Rezultaty tych zmian widać nie tylko w spółkach globalnych korporacji, ale również w dużych polskich firmach. Podczas gdy w latach 90. XX znikały tam działy kadr zastępowane przez nowoczesny HR, dzisiaj (z nazwy) znikają działy HR, a także menedżerowie HR. Ich miejsce zajmują dyrektorzy ds. ludzi i kultury organizacyjnej albo rozwoju ludzi, kultury i organizacji – nierzadko z angielską nazwą stanowiska – organisation & culture albo people & culture.
Czytaj więcej
Portale rekrutacyjne, w tym Pracuj.pl, notowały w 2023 r. duży wzrost aplikacji, który może się utrzymać.
Talenty dowożą
Zdaniem szefowej Kincentric Poland, za tą zmianą nazwy kryje się coś więcej; pokazuje ona wzrost znaczenia HR i jego bardziej strategiczną rolę. Ta rola jest związana z budowaniem kultury organizacyjnej, z odpowiedzialnością za rozwój i motywację ludzi, z wpływem na to, jak firma funkcjonuje – wyjaśnia Magdalena Warzybok.
Również słowo „firma” (budzące skojarzenia z nastawieniem na zarabianie pieniędzy) coraz rzadziej pojawia się w korporacyjnym slangu HR. Obowiązkowym zamiennikiem firmy stała się w nowych czasach „organizacja”. Na emerytury odchodzi pokolenie, któremu to słowo mogło się kojarzyć z organizacją partyjną czy młodzieżową z czasów PRL. Z kolei wśród młodych ludzi organizacje budzą raczej pozytywne skojarzenia z sektorem pozarządowym (NGO), a także z dobrowolnym uczestnictwem we wspólnej sprawie.
Nowocześni menedżerowie dbają więc dzisiaj o rozwój talentów w swoich organizacjach. A co robią talenty? Dowożą wyniki i performują. – Już nie realizujemy zadań, ani nie osiągamy wyników, lecz je dowozimy – zauważa Krzysztof Kosy. Zwraca też uwagę na popularność przenikającej do potocznego języka kalki angielskiego słowa performance, na określenie działań realizowanych we właściwej formie, według oczekiwań. Rozmowa o tym, czy i jak dany talent performuje, to nieodłączna część rocznych ocen będących koszmarem wielu menedżerów. Tych zresztą też jest coraz mniej.
Czytaj więcej
Dla prawie dziewięciu na dziesięciu pracujących Polaków brak doceniania przez przełożonego jest silnym argumentem przemawiającym za zmianą pracodaw...
Wysyp liderów
O ile wraz z nadejściem gospodarki rynkowej menedżerowie zastąpili kierowników (ci ostatni przetrwali w sektorze publicznym) o tyle teraz ich miejsce zajmują coraz częściej liderzy. Jeszcze nie tak dawno, liderami w biznesie byli szefowie firm wyróżniający się umiejętnościami zarządzania, przywództwa, a także wizją rozwoju. Dzisiaj, w świecie nowoczesnego HR, już wszystkich menedżerów, w tym zwłaszcza kadrę zarządzającą, określa się awansem jako liderów.
– Używając korpomowy pokazujemy, że jesteśmy nowocześni, na czasie z trendami w naszej branży – tłumaczy Krzysztof Kosy. Zwraca też uwagę, że każda branża i specjalizacja tworzy swoje kody językowe, których znajomość i stosowanie sygnalizuje przynależność do określonego środowiska czy grupy zawodowej. Znajomość anglicyzmów potwierdza również, że jest się częścią świata globalnej gospodarki, w której językiem biznesu i nauki jest angielski.
Nic więc dziwnego, że jego wpływ widać już nie tylko w spółkach międzynarodowych korporacji, ale także w rodzimych firmach, gdzie szefa zespołu zastępuje team leader.
– Angielskie nazwy stanowisk brzmią poważniej, nowocześniej, nadają prestiż – ocenia Karolina Popiel – principal, czyli dyrektor HR w firmie rekrutacyjnej Wyser będącej częścią Gi Group. Zaznacza jednak, że są też inne, ważniejsze powody stosowania anglicyzmów, zwłaszcza w międzynarodowych firmach (jak Gi Group), gdzie językiem codziennych kontaktów jest właśnie angielski. Tam zapożyczenia są naturalne i wynikają z obracania się w danym środowisku. I stamtąd (wraz z pracownikami) przechodzą do innych firm.
Czytaj więcej
Pomimo spowolnienia, to nie spadek popytu na pracowników, lecz ich deficyt jest teraz głównym problemem firm usług HR. Branża się obawia, że oczeki...
Praktyczny angielski
Kamil Jankowski twierdzi, że nasilający się trend stosowania w języku biznesowym anglicyzmów – nadużywany w IT, HR i marketingu – ma zarówno pozytywne jak i negatywne strony. Wyrażenia angielskie są bardziej trafne i krótsze, a więc praktyczne. Są to zwykle zapożyczenia, dla których nie udało się znaleźć odpowiedników, gdyż polskie określenia nie oddają do końca sensu lub brzmią dziwnie.
– Well-being brzmi lepiej niż dobrostan, podobnie jak brand man,ager a nie kierownik marki, co może kojarzyć się z PRL. Żadne polskie słowo nie oddaje znaczenia „agile” – oddanie sensu wiązałoby się z kilkuwyrazowym wyrażeniem, co byłoby po prostu niepraktyczne – dodaje ekspert Gi Group.