Trenera Saganowskiego jeszcze nie znamy...
To zupełnie inny dreszczyk emocji. Asystent to oczywiście nie jest pierwszy szkoleniowiec, ale jakby nie było, pomagam Aleksandarowi Vukoviciowi w prowadzeniu zespołu, jakiś tam wpływ na sytuację w drużynie mam. Gdy byłem piłkarzem, zdecydowanie mniej denerwowałem się przed meczami. Swoje robiło przyzwyczajenie do rozgrywania spotkań co weekend – przez większą część mojego życia, tak to przecież wyglądało. Natomiast teraz, pomimo tego, że trzy lata temu skończyłem karierę i zająłem się trenowaniem, to jednak wciąż nowe doświadczenie.
Dotychczas prowadził pan młodzież i rozliczany był z tego, ilu z wychowanków wejdzie do pierwszego zespołu. Teraz wymagania są inne.
W juniorach sam powtarzałem zawodnikom, że nie ma ciśnienia na wynik, wiedziałem, że najważniejszy jest indywidualny rozwój kandydatów na piłkarzy. I nagle, z dnia na dzień, to wynik stał się najważniejszy. Nie ma półśrodków, liczy się tylko pozycja w tabeli i rezultat ostatniego meczu. Po to jednak zostaje się trenerem, a moim celem jest praca z seniorami. Cieszę się, że popracuję z Vukoviciem, który do niedawna sam był asystentem, więc zna moją rolę.
W trakcie kariery współpracował pan z niezłymi trenerami, by wspomnieć Leo Beenhakkera w kadrze czy Ariego Haana w Feyenoordzie.
Albo Felixa Magatha w Hamburgu, lub Stanisława Czerczesowa w Legii... Ale nie chcę nikogo powielać. Chcę stworzyć własną formułę. Od większości szkoleniowców czegoś się nauczyłem i od każdego coś wyniosłem. Pozytywne rzeczy, które będę chciał naśladować, ale też negatywne, wiem czego nie robić, jak się nie zachowywać.
A jaki futbol pan preferuje?
Ofensywne granie. Kładłem nacisk na to, prowadząc drużynę do lat 18, a także zespół z Centralnej Ligi Juniorów. Bez względu na wynik dążyłem do ładnego dla oka stylu. Powtarzałem piłkarzom, by nie bali się rozgrywać piłki, by nie bali się popełnić błędu.
Jak poważnie traktujecie z Vukoviciem tę szansę? Obaj wiecie, że z końcem maja wrócicie na poprzednie stanowiska, czy może liczycie na więcej?
W ogóle nie zastanawiamy się nad tym, co będzie w maju. Jesteśmy skoncentrowani na najbliższych meczach. Tylko tyle i aż tyle. Oczywiście nie jesteśmy dziećmi, wiemy, na jakich warunkach Vuko dostał zespół, ale jestem szczęśliwy, że do mnie zadzwonił i zaproponował mi pozycję swojego asystenta. Cieszę się, że klub postawił w tej sytuacji na swoich ludzi, którzy znają Legię od podszewki i którzy mają ten klub w sercu.
Kto prowadzi zespół? Wy czy piłkarze?
My dajemy pewne wskazówki, nakreślamy plan. Piłkarze go wykonują.
Pytam dlatego, że podobny scenariusz mieliśmy w poprzednim sezonie. Pod koniec rozgrywek zwolniony został trener Romeo Jozak, a finiszował jego asystent Dean Klafurić. Szeptano wtedy, że tak naprawdę rządzą piłkarze.
Najlepiej, żeby piłkarze brali faktycznie odpowiedzialność za to, co się dzieje, to oni są wykonawcami poleceń trenera i jego wizji. To oni muszą wytrzymać stres. Jestem przekonany, że kilku piłkarzy skreślonych przez poprzedniego szkoleniowca może dać zespołowi jeszcze bardzo dużo.
Nie jest pan z nimi zbyt blisko? Z Miroslavem Radoviciem, Kasperem Hamalainenem czy Arkadiuszem Malarzem wiele lat pan grał w jednym zespole.
Nasze relacje nie będą stanowić problemu. Ani dla mnie, ani dla nich. Z każdym mogę pójść na kawę, porozmawiać. Ale oni zrozumieją, że na treningu będziemy z Vuko wymagać egzekwowania poleceń. Jeśli jeszcze tego nie wiedzą, to bardzo szybko o tym się przekonają. Ale myślę, że nie będzie drastycznych historii. Wiele lat grałem w piłkę, jeszcze niedawno byłem członkiem tego zespołu i zawsze okazywałem szacunek trenerom.
Piłkarze powtarzają, że po zwolnieniu Sa Pinto odetchnęli pełną piersią. I faktycznie w meczu z Jagiellonią zachowywali się, jakby im kamień spadł z serca.
Taki był nasz cel. Uwolnić tych zawodników, ich potencjał, kreatywność. Sprawić, by nie bali się podejmować ryzyka, by szukali nietypowych rozwiązań.
Sa Pinto faktycznie pokłócił się ze wszystkimi w klubie?
Nie byłem blisko pierwszego zespołu, od jakiegoś czasu mam już zdecydowanie mniejszy kontakt z zawodnikami. Oczywiście jakieś plotki słyszałem i wiedziałem, że wygląda to już bardzo źle.
Vuković ma szansę, by zostać dobrym trenerem?
Tak. Vuko zrozumiał, jak ważny jest spokój. To chyba największa zmiana, jaka w nim zaszła. I na dzień dobry poprzez rozmowy z piłkarzami wprowadził do drużyny mnóstwo spokoju.
Celem jest tylko mistrzostwo?
Oczywiście. Tylko obrona tytułu się liczy.