Po upadku reżimu Honeckera byli obywatele NRD, aby uzyskać pracę (np. wykładowcy akademickiego), z urzędu musieli zostać zlustrowani. Nigdy jednak nie doszło do lustracji zachodnioniemieckich członków Bundestagu, choć bywali oni nieporównanie bardziej szkodliwi niż wielu agentów Stasi donoszących na kolegów z pracy w świecie enerdowskiej szarzyzny.
Choć zlecenie dla instytutu Gaucka formalnie nie jest lustracją, lecz kwerendą archiwalną, na jaw mogą wyjść różne grzeszki polityków RFN. Trzeba było na to czekać 20 lat. Aż tyle czasu "koalicja wstydu" skutecznie wymuszała milczenie w tej sprawie. Żadna z liczących się partii nie chciała się kompromitować przypadkami współpracy ze Stasi swoich zasłużonych polityków.