„Jako dziecko spędziłem godziny w Muzeum Sztuki w Hadze. To właśnie tu nauczyłem się, jak patrzeć, marzyć i rozumieć”. Tymi słowami zaczynał się tekst Jana Taminiau, holenderskiego projektanta mody i jednego z kuratorów wystawy, którą oglądałem w te wakacje w Hadze. Jak wielu z nas mogłoby powiedzieć coś podobnego? Jak wielu z Państwa tego, jak widzieć, marzyć i rozumieć świat nauczyło się w muzeach, w otoczeniu dzieł sztuki, w przestrzeniach, w których negocjuje się znaczenie pojęć?

Humanistyka w wiecznym odwrocie 

Nie twierdzę, że wszyscy mieszkańcy Niderlandów dniami i nocami przesiadują w muzeach albo kształcą się w sztukach pięknych. Nie można im jednak odmówić większej od choćby Polaków biegłości w designie. Proste, a zarazem niebanalne formy otaczających Holendrów przedmiotów i mebli to owoc pracy rzeszy wybitnych projektantów. Jednak zwycięstwo tego, co piękne nad tym, co krzykliwe, banalne albo po prostu modne i nietrwałe, to już zasługa tzw. zwykłych ludzi. Wynik odziedziczonego po przodkach protestanckiego umiaru i wykładanego w szkołach zamiłowania do piękna. Na podobnej zasadzie Francuzi, a nie tylko francuscy filozofowie, przejawiają zainteresowanie humanistyką. Nie bez powodu nakłady codziennej prasy i książek są we Francji wielokrotnie wyższe niż w Polsce.

Czytaj więcej

Adam Pantak: Jak mierzy się skuteczność podnoszenia kraju z kolan?

Skąd to się bierze? Odpowiedzi nie są odkrywcze. Z wychowania i programu nauczania. Holandia stawia w szkole na edukację artystyczną, także w jej praktycznym wymiarze. Zaś kończąc francuskie liceum i to zarówno o profilu ogólnokształcącym, jak i technicznym trzeba zdać egzamin (odpowiednik polskiej matury) z filozofii.

Tymczasem w Polsce edukacja artystyczna rzadko kiedy przybiera formę wykraczającą poza tworzenie banalnych rysunków i wycinanek albo śpiewanie na ocenę patriotycznych albo infantylnych piosenek. Uczniowie plastykę i muzykę traktują jako szansę na podniesienie średniej ocen. Skąd więc później nasze zdziwienie, że względy estetyczne i ład przestrzenny to ostatnie, o co troszczą się ci, którzy śródmiejskie pierzeje „wzbogacają” o górujące nad otoczeniem szklane wieże. Z filozofią wcale nie jest lepiej. Dzięki reformie z 2018 r. dyrektor szkoły średniej może wprowadzić w kierowanej przez siebie placówce filozofię jako przedmiot obowiązkowy. Może, zatem wcale nie musi.

Uczymy historii, a nie krytycznego myślenia 

Polacy kochają za to historię. Choć to miłość raczej nieodwzajemniona. Może dlatego, że zamiast poddawać przeszłe sukcesy i porażki filozoficznemu namysłowi, wolimy kłócić się o to, komu i gdzie postawić pomnik? Inaugurując nowy rok szkolny, premier (z wykształcenia historyk) zaapelował do uczniów, by pamiętali o tragedii II wojny światowej. – Dziś powinniśmy w każdej szkole pamiętać, że nienawiść, pogarda, przemoc, agresja prowadzą do zła – powiedział Donald Tusk. Z kolei prezydent (również historyk) – jak czytamy na stronie jego kancelarii – przekonywał, że „potrzebujemy dobrej polskiej szkoły, w której na pierwszym miejscu są narodowa tożsamość, historia i pamięć, a uczniowie są gotowi do służby swojej Ojczyźnie i brania odpowiedzialności za jej losy”.

Czytaj więcej

Adam Pantak: Promocja Polski leży. Zamiast local contentu mamy LOL content

Moje życzenia są znacznie skromniejsze. Chciałbym, żeby „pamięć i tożsamość” (zbieżność z tytułem książki polskiego papieża przypadkowa) nie zwalniały z krytycznego namysłu nad przeszłością, a nauczanie historii nie zamieniało się w konkurs pt.: „Kto zna więcej dat bitew i rodzajów uzbrojenia”. Chciałbym, żeby rozmiłowani w historii mężczyźni w średnim wieku zastanowili się niekiedy, czy ze swojej wiedzy nie korzystają tylko po to, by prowadzić czcze dyskusje. A politycy zamiast patetycznych i nudnych przemów mówili o tym, co będzie, a nie było.

Do tego jednak potrzeba zmian w naszej narodowej mentalności. Wymiany wtórnych historycznych publikacji na prace kwestionujące znaczenia zastanych pojęć. Uczynienia z lekcji historii warsztatów myślenia. Zastąpienia pytania „czym walczono?” pytaniem „jak można było uniknąć wojny?”.

Czytaj więcej

Adam Pantak: Chłopomania wiecznie żywa

Może gdyby prezydent i premier zaapelowali do nauczycieli o rozwijanie w ich podopiecznych krytycznego myślenia oraz artystycznej wrażliwości, to w przyszłości poziom politycznego sporu byłby choć o odrobinę mniej żenujący niż dziś. A rządy tego kraju sprawowałaby inna grupa zawodowa niż niespełnieni historycy...