Na i tak już przepełnionym rynku wizji związanych ze sztuczną inteligencją pojawiły się w ostatnich miesiącach dwa zwracające uwagę głosy. Pierwszy należący do papieża Leona XIV zwraca uwagę na wyzwanie, jakim jest zachowanie ludzkiej godności w epoce wszechwiedzących maszyn. Drugi to głos przedsiębiorcy, właściciela m.in. serwisu X Elona Muska. W jego wersji AI przyniesie nirwanę w ciągu pięciu do dziesięciu lat, stając się mądrzejsza od ludzi, podczas gdy praca stanie się opcjonalna, a pieniądze znikną. Staniemy się „domowymi labradorami” (sformułowanie użyte w wywiadzie z Neilem deGrasse Tysonem – red.) superinteligencji, która będzie podejmować za nas wszystkie istotne decyzje.
Badania pokazują różnice geograficzne
Skoro dyskurs o AI zdominowany jest przez coraz bardziej stanowcze twierdzenia, warto przyjrzeć się obrazowi, jaki wyłania się z badania firmy Mandate przeprowadzonego w dziewięciu krajach. Międzynarodowy ośrodek badania opinii zapytał w nim prawie 14 tys. respondentów w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i siedmiu krajach europejskich o ich stosunek do AI.
Wyniki wskazują na uderzający podział geograficzny. Podczas gdy 50 proc. Amerykanów i 46 proc. Brytyjczyków twierdzi, że wpływ AI na społeczeństwo jest już negatywny, w Europie kontynentalnej odsetek ten sięga jedynie 35 proc.
Tibor Dessewffy?
Nawet gdy w grę wchodzą kwestie światopoglądowe, to i tak decydujący pozostaje właśnie czynnik geograficzny. Wśród wyborców o poglądach progresywnych w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii aż 57 proc. postrzega AI jako szkodliwą. Jeżeli spojrzymy na podobne grupy polityczne na Węgrzech, w Polsce i w Hiszpanii, przeważają odpowiedzi pozytywne i neutralne. Wrogość wobec AI po lewej stronie sceny politycznej nie jest, jak dotąd, zjawiskiem europejskim, lecz wyraźnie anglo-amerykańskim.
Skąd ta różnica? Jednym z powodów jest to, że Europa nie przoduje w wyścigu technologicznym. Lokalny sprzeciw wobec gigantycznych centrów danych nie ogarnął kontynentu w takim stopniu jak Stany Zjednoczone. Około 63 proc. Amerykanów twierdzi, że centrum danych w sąsiedztwie byłoby złą wiadomością. Dla porównania w krajach europejskich odsetek ten sięga od połowy do jednej trzeciej tej wartości w krajach europejskich.
Europa inaczej odczuwa skutki AI niż Stany Zjednoczone
Trzeba tu wziąć pod uwagę, że fala utraty miejsc pracy przypisywana AI jeszcze się w Europie nie rozpoczęła. Łatwiej jest zaakceptować technologię, której koszty pozostają w dużej mierze hipotetyczne, niż taką, której skutki już daje się odczuć. Na ten sam kierunek wskazują dane dotyczące korzystania z AI. Anglojęzyczni korzystają z niej najrzadziej: tylko 37 proc. Brytyjczyków i 47 proc. Amerykanów używa chatbota AI co tydzień, podczas gdy w Hiszpanii odsetek ten wynosi 65 proc. Biorąc pod uwagę, jak głośno AI dominuje w brytyjskich i amerykańskich mediach oraz polityce, wygląda na to, że luka ta przypomina bardziej sceptycyzm niż niewiedzę.
Czytaj więcej
Mark Zuckerberg już rozumie, że przyszłość zależy nie od technologii, ale od przyjętych rozwiązań moralnych czy politycznych.
Niższy poziom sceptycyzmu nie musi jednak oznaczać entuzjazmu. W dużej części Europy kontynentalnej znaczna liczba osób pozostaje neutralna lub niezdecydowana co do zalet AI: 45 proc. respondentów na Węgrzech i we Włoszech, 44 proc. we Francji, 43 proc. w Polsce i 41 proc. w Niemczech udzielają odpowiedzi neutralnej lub „nie wiem”. Europejski kontrast nie przebiega więc po prostu między optymizmem a pesymizmem, lecz między społeczeństwami, które już wyrobiły sobie zdanie, a tymi, które jeszcze tego nie zrobiły.
Drugi ważny wniosek dotyczy płci. We wszystkich badanych krajach mężczyźni oceniają AI bardziej pozytywnie niż kobiety. Może to częściowo tłumaczyć ciemną stronę tej technologii: kobiety są w przeważającej mierze ofiarami deepfake’ów, pornografii bez zgody oraz nękania napędzanego przez sztuczną inteligencję.
Piszący z Doliny Krzemowej w zeszłym tygodniu felietonista „Guardiana” Timothy Garton Ash zastanawiał się, czy nawet katastrofa związana z AI na skalę Hiroszimy wystarczyłaby, by skłonić ludzkość do obrony. Doszedł do wniosku, że prawdopodobnie nie. Garton Ash szuka brakujących hamulców wobec katastrofy w działaniach elit, traktatach i innych podobnych mechanizmach. Nie bierze jednak pod uwagę samych społeczeństw, pełnionej przez nie roli ani siły oddziaływania.
Badanie Mandate sugeruje obraz bardziej przyziemny i może też bardziej użyteczny. Ludzie nie tęsknią za losem labradora, ale też nie czekają na apokalipsę z założonymi rękami. Korzystają z technologii, dostrzegają jej korzyści i domagają się zasad, odpowiedzialności oraz ochrony, czyli tego, czego można by oczekiwać od dojrzałego społeczeństwa.
To, co odróżnia świat anglosaski od Europy kontynentalnej w kwestii zasad, to punkt wyjścia. W pierwszym przypadku chodzi o ograniczenie technologii już uznanej za szkodliwą, w drugim zaś o wypracowanie zabezpieczeń dla technologii, której ocena wciąż nie została ostatecznie ukształtowana.
Wydaje się, że nie jest to bunt, a konstruktywne działanie. Prawdziwa luka w zarządzaniu AI nie przebiega między lekkomyślnymi społeczeństwami a odpowiedzialnymi elitami. Przebiega między społeczeństwami, które już chcą regulacji, a instytucjami, które wciąż nie przełożyły tego żądania na politykę.
Sam strach tej luki nie zasypie. Żadna technologia w historii nie rozprzestrzeniła się tak szybko, a ludzie nie przyjmują czegoś w takim tempie z naiwności. Widzą jej zastosowania. Całkowity zakaz łatwo byłoby postulować, ale byłaby to zła polityka – taka, która przegrywa z życiową rzeczywistością w ciągu jednego cyklu wyborczego. Nawet papież Leon wzywa do zasad, nie do zakazu.
AI stanowi więc dla Europy zarówno szansę, jak i wyzwanie. Zapotrzebowanie na poważne zabezpieczenia już istnieje, ale to, co trudniejsze, dopiero nadchodzi. Mam na myśli napisanie dobrych przepisów, a następnie jeszcze trudniejsze zadanie ich egzekwowania.
Czytaj więcej
Dyskusja na temat sztucznej inteligencji nabrała charakteru religijnego. Nie tylko z powodu najnowszej encykliki papieskiej i wykładów Petera Thiel...
Dla europejskich progresistów ostrzeżenie jest jasne: nie należy importować anglo-amerykańskiej wojny kulturowej wokół AI, w której lewica przypisuje sobie strach, a prawica przyszłość. Stanowisko, które widać obecnie w danych, jest prostsze: przyjąć technologię, chronić pracowników i ustalać reguły prawne.
AI pozostaje tematem o niskiej widoczności, ale wysokiej intensywności. Nie da się na nim zbudować koalicji, ale bardzo łatwo można ją przez niego stracić. Europa ma jeszcze trochę czasu do momentu, aż jej społeczeństwa podejmą ostateczną decyzję. Lepiej więc je wysłuchać, zanim nadejdzie rachunek. Tym razem to one wyprzedzają swoich proroków.
Pełne podsumowanie badania Mandate dostępne jest (w języku węgierskim) na stronie internetowej Digital Sociology Research Centre