Trwająca od kilku tygodni debata polityczna i społeczna o poziomie wynagrodzeń lekarskich w ochronie zdrowia jest kulminacją pojawiających się regularnie doniesień o oderwanych od polskich realiów dochodach medyków. Jak żadna inna kwestia temat połączył klasę polityczną. Ocena sytuacji łączy również społeczeństwo. Przynajmniej tak długo, jak nie dochodzi do zamknięcia bądź ograniczenia działalności jakiegoś oddziału – wówczas dominuje pytanie, dlaczego nie zrobiono wszystkiego, żeby ściągnąć lekarzy.

Czytaj więcej

Polacy za rozdzieleniem pracy lekarzy w prywatnej i państwowej ochronie zdrowia

Dziura pokoleniowa to główny powód wzrostu wynagrodzeń lekarskich    

Praprzyczyna obecnych problemów w ochronie zdrowia jest dość banalna i wynika z podjętej ponad 30 lat temu decyzji o ograniczeniu naboru na studia medyczne. Powstała dziura pokoleniowa – choć od kilku lat wypełniana – była główną determinantą wzrostu wynagrodzeń lekarskich. Ot, banalne prawo ekonomii – przy niezaspokojonym popycie, niewystarczająca i niemożliwa do zwiększenia w krótkim okresie podaż prowadzi do wzrostu cen.

Istotnym bodźcem do wzrostu wynagrodzeń lekarskich było niewątpliwie wejście w życie w 2008 r. dyrektywy o czasie pracy. Jakkolwiek, szczególnie z perspektywy wieloletniej, przede wszystkim należy podkreślić porządkujący rynek umów o pracę charakter tej regulacji, ograniczający przynajmniej część istniejących patologii związanych z czasem pracy lekarzy. Nastąpiło urealnienie wynagrodzeń lekarskich, ale również był to sumpt do zmiany charakteru zatrudnienia – z umów o pracę na umowy kontraktowe.

Wraz z popularyzacją kontraktów lekarskich pojawił się trend opierania ich o stawki zadaniowe. A te były szczególnie atrakcyjne w obszarach procedur dobrze wycenionych. Następowała swoista „prywatyzacja zysków i uspołecznienie strat”. Dochód lekarzy częstokroć nie jest zależny od stopnia skomplikowania procedury czy też niezbędnych kwalifikacji, ale jest pochodną wyceny świadczeń przez NFZ.

Czytaj więcej

Propozycja Ministerstwa Zdrowia wydłuży kolejki do lekarzy

Jak kształtowały się oczekiwania płacowe całego środowiska medycznego

Znajdującemu się w nierównowadze popytu i podaży rynkowi medycznemu kolejne rządy fundowały rozwiązania zaostrzające walkę o kadrę lekarską i tym samym następował dalszy wzrost stawek. Brak regulacji w przedmiocie zakresu kompetencyjnego poszczególnych szpitali wygenerował nowe zjawisko „występów gościnnych”. Lekarze – najczęściej z dużych ośrodków – realizują wybrane procedury w mniejszych jednostkach. Nie trzeba dodawać, że są to najczęściej wysoce rentowne zabiegi, na których szpitale nawet przy wysokim wynagrodzeniu jednostkowym zarabiały. Skutkiem była nie tylko postępująca rywalizacja o kadrę, ale również tworzyło to analogiczne oczekiwania płacowe lekarzy w innych miejscach pracy. Jeżeli realizacja 2-3 procedur w ciągu jednego dnia mogła przynieść nawet 10 tys. zł przychodu, nikt nie jest zainteresowany takim poziomem miesięcznego wynagrodzenia. Zjawisko określane w ekonomii jako efekt punktu odniesienia kształtowało w coraz większym stopniu oczekiwania płacowe całego środowiska medycznego.

Towarzyszyło temu często drugie zjawisko – ambicje polityczne organów założycielskich i poszczególnych jednostek ochrony zdrowia do prowadzenia specjalności bądź realizacji procedur, które ze względu na specyfikę lub wolumen świadczeń powinny być realizowane w jednostkach do tego predystynowanych. W aspekcie finansowym oznaczało to częstokroć finansowanie świadczeń powyżej istniejących stawek i tym samym nakręcanie inflacji wysokości wynagrodzeń.

Czytaj więcej

Wizja milionowych zarobków nasila szturm chętnych na medycynę

Zaskakująca skuteczność lobby radiologicznego

Brak limitów na usługi medyczne jest co do zasady marzeniem nie tylko pacjentów, ale również świadczeniodawców na rynku medycznym. Ale nie każde marzenie powinno się spełniać. Szczególnie takie, które wygeneruje dodatkowy popyt na kadrę, przy jej niewystarczającej podaży.

Zniesienie limitów w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej wygenerowało falę popytu na usługi lekarskie. Ze względu na wyższe stawki, a także brak konieczności dyżurowania, wiele osób zdecydowało się na ograniczenie bądź rezygnację z pracy w szpitalach. Nie trzeba dodawać, że załatanie dziur oznaczało bądź rywalizację z poradniami ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, bądź przekonanie pozostałych specjalistów do zwiększania zaangażowania. A to generowało kolejne wzrosty wynagrodzeń.

Czytaj więcej

Prezes NIL: Wojny lekarzy z rządem nie będzie. Chcemy współpracować przy reformie

Podobne zjawisko wystąpiło w obrębie ambulatoryjnej diagnostyki kosztochłonnej, czyli badań obrazowych – np.  tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego oraz badań endoskopowych. Szczególnie ten pierwszy zakres wpłynął na stawki radiologiczne i kryzys w radiologicznym zabezpieczeniu dyżurowym szpitali. Potężny popyt ze strony przede wszystkim ośrodków niepublicznych po raz kolejny zderzył się z niewielką podażą, generując szybujące wzrosty wynagrodzeń. Możliwość zdalnej, przewidywalnej, dobrze płatnej pracy musi wygrać z całodobowym zabezpieczaniem szpitali, częstokroć przy presji czasu i odpowiedzialności. Przy dołożeniu do tego zaskakującej skuteczności części lobby radiologicznego w blokowaniu uprawnień rezydentów – po ukończeniu części szkolenia specjalizacyjnego – do opisów badań tomografii komputerowej, powstał rynek głębokiej nierównowagi. Działalność prywatnych podmiotów z obszaru radiologii i teleradiologii – przez brak konieczności ujawniania informacji o poziomie wynagrodzeń – ogranicza społeczny rezon w tym zakresie.

Od ponad 20 lat system ochrony zdrowia funkcjonuje w stanie nierównowagi popytu i podaży w zakresie kadry lekarskiej. Brak racjonalizacji siatki podmiotów leczniczych, generowanie dodatkowego popytu przez niewłaściwe wyceny i likwidację limitów bez wcześniejszych analiz pogłębia niedobór kadr i tworzy warunki do walki o lekarzy. Walki przez bulwersujący opinię publiczną wzrost wynagrodzeń. Tyle że, brak walki i ograniczanie działalności szpitali bulwersuje opinię publiczną jeszcze bardziej.

Stanisław Szczepaniak

Autor jest dyrektorem Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu. W latach 2000–2001 pracował na stanowisku doradcy sekretarza stanu w Ministerstwie Zdrowia, a od 2005 r. był zastępcą dyrektora do spraw ekonomicznych Szpitala Klinicznego Heliodora Święcickiego w Poznaniu, kontynuując pełnienie obowiązków po połączeniu jednostek w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Poznaniu. Odpowiadał m.in. za przeprowadzenie postępowania restrukturyzacyjnego w latach 2005–2007, które pozwoliło na spłatę zobowiązań szpitala, a w 2012 r. za projekt przyłączenia do szpitala dawnego 111. Szpitala Wojskowego w Poznaniu