Order ten wręczył mu w kwietniu 2023 r. ówczesny Prezydent RP Andrzej Duda. A był to już drugi rok wojny wszczętej przez Rosję. Zełenski dzielnie kierował oporem przeciw rosyjskiemu najeźdźcy, czym zdobył podziw i szacunek. Putin rozpoczynając wojnę przeciw Ukrainie był pewien, że zajmie Kijów bardzo szybko. Było to zresztą dość powszechne wówczas przekonanie na podstawie porównań potencjału militarnego obu państw.

Wołodymyr Zełenski mógł bezpiecznie się ewakuować z rodziną przy pomocy Amerykanów. Jednak odmówił i stanął na czele oporu. Stał się prawdziwym przywódcą ukraińskiego narodu. Otrzymał wsparcie polskiego społeczeństwa, a także ówczesnego rządu i Prezydenta RP. Było oczywiste, że Ukraina walcząc z rosyjską nawałą jednocześnie chroni Polskę.

Przez rok urzędowania nie zdobył się Pan na to, aby odwiedzić Kijów i symbolicznie złożyć hołd walczącej Ukrainie

Mówi Pan, że Pańska decyzja nie jest wymierzona przeciwko ukraińskiemu narodowi. Jednak prezydent, tak jak i Pan, jest symbolem, uosobieniem, najważniejszym reprezentantem wybranym właśnie przez naród. A zatem Pańska decyzja dotyczy każdego Ukraińca.

Odwzajemnianie. Współpraca lepsza jest niż wrogość

Podstawową relacją w stosunkach między ludźmi jest odwzajemnianie. Wynika z ewolucyjnych procesów behawioralnych. W teorii gier optymalną strategią w relacjach między dwoma partnerami jest wet-za-wet (ang. tit-for-tat). Polega ona na szybkim odwzajemnianiu działań partnera: nagradzaniu za kooperację i karaniu za nieprzyjazne działania. Podobnie jest w relacjach między narodami, ponieważ decydujące są reakcje ludzi-przywódców. A ponieważ w długim okresie współpraca daje lepsze rezultaty niż wrogość, to mądrość przywódców powinna kierować narody do kompromisów: stopniowego wybaczania sobie win i nawiązywania współpracy na możliwie wielu polach aktywności.

Czytaj więcej

Jarosław Myjak: Karol Nawrocki zamknął sprawę. I otworzył przepaść

Przez wieki ziemie ukraińskie były dla Polski naturalnym obszarem kolonizacji. Spójrzmy na stosunki polsko-ukraińskie tylko od początku XX wieku, kiedy po I wojnie światowej Polska odzyskiwała niepodległość i pojawiła się taka szansa także dla Ukrainy. Piłsudski zawarł z Petlurą (kwiecień 1920) porozumienie. Wspólnym wrogiem była bolszewicka Rosja. Piłsudski uważał, że Polska będzie bezpieczniejsza w sojuszu z Ukrainą. Potem jednak Polska podpisała traktat ryski (marzec 1921), skutkiem którego ziemie ukraińskie zostały podzielone między Polskę i Rosję. Ukraińcy mieli poczucie zdrady przez Polskę.

Rzeczpospolita dwudziestolecia międzywojennego nie była łaskawa dla Ukraińców. Polskie władze podejmowały wiele działań, które miały na celu zniszczenie tożsamości ukraińskiej. W efekcie rozbudzonego poczucia odrębności narodowej pojawiły się organizacje nacjonalistyczne jak UPA walcząca o własną państwowość. Wrogiem była i Rosja, i Polska, i także Niemcy. W reakcji na rzeź wołyńską rząd polski przeprowadził czystkę etniczną: masowo przesiedlono Ukraińców i Łemków na odległe zachodnie tzw. ziemie odzyskane. Mamy zatem klasyczną wersję relacji „wet-za-wet”.

Czy wypada mieć roszczenia do sąsiada, nawet bardzo uzasadnione, któremu akurat dom się pali i ginie rodzina? A w dodatku ogień może się przenieść na nasz dom?

Koncepcja Mieroszewskiego i Giedroycia, że Ukraina jako niepodległe i zaprzyjaźnione państwo może być „buforem” przed Rosją, łączyła wszystkich prezydentów trzeciej RP: od Wałęsy po Dudę. Żaden z polskich prezydentów nie koncentrował się na sporach historycznych, ale też ich nie lekceważył. W centrum polityki były sprawy bezpieczeństwa i przyszłość nie tylko Polski, ale i całego naszego regionu. Polska była pierwszym państwem, które uznało niepodległość Ukrainy 2 grudnia 1991 r., a potem wspierała dążenia Ukrainy do integracji z Europą. Polska stała się w jakiś sposób wzorem dla Ukraińców, pokazując jak wiele można w krótkim czasie osiągnąć.

Agresja Rosji zapoczątkowała nowy rozdział w polsko-ukraińskich stosunkach: polskie społeczeństwo spontanicznie przyjęło setki tysięcy idących w miliony uchodźców. Ukraińcy pracując powiększają polskie bogactwo narodowe. Jednakże nacjonalizmy odradzają się dynamicznie. Starzejąca się Europa w sposób naturalny potrzebuje migrantów. Ujawniają się zagrożenia dla tradycyjnych wartości.

Czytaj więcej

Michał Dworczyk: Przeraża mnie krótkowzroczność Ukraińców

I jak się okazuje, najskuteczniejszym paliwem do pozyskiwania wyborców jest kreowanie konfliktów, szczególnie efektywne, jeżeli można odwołać się do historycznych traum. Ruchy populistyczne żerują na naturalnych ludzkich odruchach behawioralnych: poczuciu zagrożenia, lękach i strachu przed obcymi, którzy rzekomo odbierają pracę, zajmują miejsca w kolejce do lekarza, roznoszą zarazki, wyciągają pieniądze z opieki społecznej, zwiększają przestępczość, nie szanują naszej pamięci narodowej, itp. Strachów jest wiele i można je dowolnie wyciągać jak króliki z kapelusza. A efekt antagonizmu jest zapewniony: rosnąca niechęć do cudzoziemców, nawet jeżeli uciekają przed wojną.   

Polityczna mądrość i dojrzałość nakazuje działać w duchu przebaczenia

Przykładem mądrości i dojrzałego politycznego myślenia ponad utartymi schematami jest List biskupów polskich do biskupów niemieckich napisany w listopadzie 1965 r., zaledwie 21 lat po zakończeniu II wojny światowej, która była ciągle traumatycznym doświadczeniem polskiego narodu, a w której napastnikiem i oprawcą byli Niemcy. List ten zawierał zaproszenie biskupów niemieckich do udziału w obchodach Milenium Chrztu Polski w 1966 r. Nie było to jednak standardowe zaproszenie, jakie wysłano do ponad 50 innych episkopatów. Biskupi polscy przypomnieli zarys złożonej tysiącletniej historii sąsiedztwa obu narodów.

List jest uważany za akt chrześcijańskiego pojednania narodu polskiego i niemieckiego po II wojnie światowej za sprawą frazy „udzielamy wybaczenia i prosimy o nie”. Ten wspaniałomyślny gest spotkał się z gwałtowną krytyką ze strony ówczesnych władz pod przywództwem Władysława Gomułki. Tę krytykę podzielała także znacząca część polskiego społeczeństwa oburzona listem. Miałem wtedy 11 lat, ale pamiętam rodzinne spory co do postawy biskupów w mojej przecież katolickiej rodzinie.

Czytaj więcej

Sławomir Sowiński: Polska i Ukraina są konkurentami. Ale potrzebują języka pojednania

Podobne orędzie „przebaczenie i pojednanie” jako symbol pojednania polsko-ukraińskiego powstało w 80. rocznicę „rzezi wołyńskiej”, w 2023 r. Zostało odczytane i podpisane przez ówczesnego przewodniczącego Episkopatu Polski abp. Stanisława Gądeckiego i abp. Światosława Szewczuka, zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. W orędziu wskazano, że rosyjska inwazja na Ukrainę „uświadamia nam na nowo, że pojednanie między naszymi narodami i współpraca wolnej Polski z wolną Ukrainą stanowią niezbędne warunki pokoju w naszej części Europy”. A był to drugi rok agresji Rosji na Ukrainę.

W orędziu tym znajdujemy takie oto stwierdzenia: „Rosyjska agresja przeciwko Ukrainie rozpoczęta w 2014 r., (…) uświadamia nam na nowo, że pojednanie między naszymi narodami i współpraca wolnej Polski z wolną Ukrainą stanowią niezbędne warunki pokoju w naszej części Europy. W przeciwnym przypadku rozgrywającym zawsze będzie »ten trzeci«. (…) Miliony Polaków otwarły swoje domy i swoje serca dla uchodźców z Ukrainy. Polski rząd okazuje konkretną pomoc zarówno ukraińskim uchodźcom, jak i ukraińskiemu państwu. Czynimy to z powodu nakazu Ewangelii, ale także ze świadomością, że tym razem to Ukraińcy walczą „za wolność naszą i waszą”.

Strachów jest wiele i można je dowolnie wyciągać jak króliki z kapelusza. A efekt antagonizmu jest zapewniony: rosnąca niechęć do cudzoziemców, nawet jeżeli uciekają przed wojną.

Autorzy Orędzia uczynili patronem pojednania św. Jana Pawła II przypominając jego słowa: „Niech przebaczenie – udzielone i uzyskane – rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu” (św. Jan Paweł II, Homilia wygłoszona podczas Mszy św. beatyfikacyjnej, Lwów, 26 czerwca 2001).

Czy to jest dobry czas na roszczenia? Nie nakręcajmy spirali

Panie Prezydencie, w swoich wystąpieniach często odwołuje się Pan do nauki Kościoła katolickiego. Powyższe fakty z życia polskiego Kościoła powinny być Panu dobrze znane. Tym bardziej, że jest też Pan doktorem historii.

Przez rok urzędowania nie zdobył się Pan na to, aby odwiedzić Kijów i symbolicznie złożyć hołd walczącej Ukrainie. W tym samym czasie wizyty w Kijowie składało wielu światowych przywódców.

W stosunkach międzyludzkich, a także między narodami ważna jest empatia. Ukraina walczy. Każdego dnia giną na froncie żołnierze. Giną też cywile, dzieci i starcy w efekcie rosyjskich bombardowań. Nikt nie jest bezpieczny, kładąc się wieczorem do snu. To zmienia „postrzeganie rzeczywistości”. Czy wypada mieć roszczenia do sąsiada, nawet bardzo uzasadnione, któremu akurat dom się pali i ginie rodzina? A w dodatku ogień może się przenieść na nasz dom?

Na reakcję prezydenta Zełenskiego nie trzeba było długo czekać: demonstracyjnie odesłał Order Orła Białego pocztą kurierską. W geście solidarności ze swoim prezydentem polskich odznaczeń zrzekają się także ukraińscy politycy. I co szczególnie ważne, także trzej byli prezydenci Ukrainy też zapowiedzieli zwrot polskich orderów. W ten sposób nakręca się spirala wet-za-wet.

Panie Prezydencie, najwyższy czas ją zatrzymać.