Nie wszyscy zapewne zwrócili uwagę, że zaplanowana w Gdańsku za kilka dni międzynarodowa konferencja na temat odbudowy Ukrainy odbędzie się dokładnie 25 lat po pamiętnej wymianie symbolicznych gestów przebaczenia między grekokatolickim kardynałem Lubomyrem Huzarem i św. Janem Pawłem II we Lwowie. Pierwszy z nich wyznawał 26 czerwca 2001 roku uroczyście: „Stało się tak, że niektórzy synowie i córki Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego wyrządzali zło – niestety, świadomie i dobrowolnie – swoim bliźnim z własnego narodu i z innych narodów”. I prosił w ich imieniu o wybaczenie. Drugi zachęcał: „Niech przebaczenie – udzielone i uzyskane – rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu. Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy będą gotowi stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli…” (cyt. za KAI).
Ta zbieżność dat, w samym apogeum sprowokowanego przez Kijów głębokiego polsko-ukraińskiego konfliktu, raz jeszcze stawia ważne pytanie, czy takie odważne religijne gesty sprzed laty mają dziś jeszcze, w twardej rzeczywistości realpolitik, jakieś znaczenie? I czy napięte relacje polsko-ukraińskie mogą kiedykolwiek pójść drogą powojennych relacji polsko-niemieckich?
Czytaj więcej
„Nic nie służy interesom Kremla bardziej, niż konflikt między Polakami a Ukraińcami” - powiedział w wieczornym wystąpieniu prezydent Karol Nawrocki...
Polska-Ukraina. Pojednanie nie może być kiczem
Dobrze dziś nad Wisłą rozumiemy, że najgorsze w tej sprawie, co w tych dniach mogłoby się wydarzyć, to próba zinstrumentalizowania odważnych religijnych gestów sprzed lat na potrzeby bieżącej politycznej gry czy relatywizowania prawdy o zbrodni wołyńskiej.
Po stronie ukraińskiej, w dyskusji z Polską, nieraz wszak padało nawiązanie do pamiętnej frazy biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 r. „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Podobnie jak chętnie nawiązuje do nich przy różnych okazjach także czasem strona niemiecka.
Byłoby więc wielkim nieszczęściem i jakimś nadużyciem, gdyby w Gdańsku czy w całym obecnym napięciu między naszymi państwami, ktokolwiek próbował wykorzystywać szlachetne gesty przywódców religijnych, jako argument we współczesnym, na wskroś przecież politycznym sporze, Polski i Ukrainy – w konflikcie, który dotyczy nie tylko godziwego uhonorowania pamięci ofiar UPA na Wołyniu, ale także całego kształtu relacji między Polską a Ukrainą, a także tego, kto będzie w przyszłości liderem naszego regionu.
Czytaj więcej
Polska musi przekonać do swoich racji i wrażliwości międzynarodową opinię publiczną. Po to są właśnie dyplomacja i polityka historyczna oraz soft p...
W odniesieniu do politycznego sporu Polski z Niemcami o powojenne odszkodowania, dobrze uchwycił to we wrześniu 2022 roku ówczesny przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki, podkreślając publicznie, że „zadaniem Kościoła jest przypominanie o wartości nawrócenia, przebaczenia i pojednania. Do decydowania o praktycznych formach przywrócenia sprawiedliwości powołane są instytucje państwowe”.
W kontekście gloryfikowania przez państwo ukraińskie pamięci o UPA warto też wszystkim, także na Ukrainie, przypominać że wielki orędownik pojednania między narodami, jakim był rzeczywiście św. Jan Paweł II, w swym Orędziu na Światowy Dzień Pokoju z 1997 roku podkreślał, że przebaczenie między narodami „wręcz domaga się prawdy” i „nie usuwa ani nie umniejsza konieczności naprawienia zła, będącej nakazem sprawiedliwości”.
Czytaj więcej
Zaognienie sporu o przeszłość może doprowadzić do obniżenia rangi gdańskiej konferencji poświęconej odbudowie Ukrainy, która odbędzie się pod konie...
Polska i Ukraina. Jesteśmy konkurentami, ale nie wrogami
Przestrzegając dziś przed potencjalnymi próbami politycznej instrumentalizacji wysiłku na rzecz pojednania między Polakami i Ukraińcami, żadną miarą nie warto go jednak lekceważyć czy dezawuować. I to także z powodów politycznych.
Jakkolwiek bowiem odpowiedzialnością polskich polityków jest dziś obrona polskiej racji stanu w nieszczęsnej awanturze, wywołanej przez Kijów, to strategicznym interesem Rzeczypospolitej pozostaje utrzymanie relacji z Ukrainą, w stanie partnerstwa i nieuchronnej między państwami rywalizacji, ale nie – żywiącej się historyczną raną – nienawiści i wrogości. Od tego zależy bezpieczeństwo Polski, jej pozycja lidera środkowoeuropejskiej stabilności i przyszłość diaspory ukraińskiej w Polsce, łączącej swój los z powodzeniem Rzeczypospolitej.
Czytaj więcej
„Prezydent Zełenski, który teraz wypomina, że Mussoliniemu, Katarzynie II i Schröderowi nie odebrano Orderu, nie narzekał, że go mają, gdy przed tr...
I w tej właśnie perspektywie wysiłki na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania, jakie po 2001 roku podejmowali także inni, choćby śp. prezydent Lech Kaczyński, czy polscy i ukraińscy hierarchowie, czytać należy nie jako przykład politycznego marzycielstwa i naiwności, ale właśnie jako przejaw myślenia i działania strategicznego. Nie jako zaklinanie politycznej rzeczywistości, ale odsłanianie szerszego jej horyzontu. Nie jako wzywanie do porzucenia narodowych interesów, ale wezwanie do szukania także ich synergii. Nie po to „aby zapomnieć o minionych wydarzeniach, ale by odczytać je w nowym duchu, ucząc się właśnie z bolesnych doświadczeń, że tylko miłość buduje, a nienawiść niesie zniszczenie i ruinę”, jak apelował św. Jan Paweł II.