Nimr an-Nimr przewodził buntowi szyickiej mniejszości w superkonserwatywnym królestwie wtedy, gdy przez świat arabski przetaczały się rewolucje; wzywał do wywrócenia tronu rodziny Saudów.
Iran nie jest krajem, w którym nie wykonuje się kar śmierci. Ale tam już nie eliminuje się w ten sposób przywódców opozycji. Ajatollahowie z Teheranu nawet bez wielkiej hipokryzji mogli się więc przyłączyć do głosów oburzenia na Zachodzie wywołanych egzekucją An-Nimra. Ale poszli dalej: przewidują „zemstę Boga". A to oznacza, że wojna prowadzona do tej pory przez Arabię Saudyjską i Iran na terenach innych państw, korespondencyjnie i przez pośredników, wchodzi w nową fazę. Na razie toczyła się zwłaszcza w Jemenie, gdzie Saudyjczycy interweniują przeciwko proirańskim rebeliantom na czele większej sunnickiej koalicji (i z poparciem USA), oraz w Syrii.
Bezpośrednie starcie jest bardziej prawdopodobne niż kiedykolwiek. Kilka lat temu poprzedni saudyjski król Abdullah, przyrodni brat obecnego – Salmana, namawiał Amerykanów, by „obcięli głowę wężowi", czyli zbombardowali irańskie instalacje nuklearne i zmniejszyli tym samym zagrożenie dla monarchii Półwyspu Arabskiego ze strony szyickiego mocarstwa regionalnego. Trudno o dowód na większą wrogość wobec jakiegoś kraju. Teraz Saudyjczycy już na Amerykanów nie liczą i coraz bardziej dystansują się wobec wielkiego sojusznika. Sytuacja w regionie bardzo się zresztą zmieniła. To Iran jest krytykowanym, wzbudzającym podejrzenia i obawy, ale jednak sojusznikiem Zachodu w najważniejszej walce – z Państwem Islamskim – i przy okazji daje nadzieje na nowe interesy gospodarcze.
Obama nie może poprzeć Iranu, z którym USA nie utrzymują stosunków dyplomatycznych, ale nie może też zniszczyć negocjowanego długo porozumienia z tym krajem (zniesienie sankcji w zamian za ograniczenie programu jądrowego). Zgładzenie przez Saudyjczyków Nimra an-Nimra jeszcze bardziej komplikuje układ sił na Bliskim Wschodzie, a to tam ma źródło większość międzynarodowych problemów, z którymi styka się teraz Zachód.
Już można się niepokoić. Bo czy się to komu podoba czy nie, wydarzenia w dalekim Rijadzie i nieco bliższym Teheranie mają na nas wpływ.