Jaka będzie armia po rządach Mariusza Błaszczaka

Nie ma mowy o przywróceniu poboru, planowana jest weryfikacja zakupów dla wojska. Nowa większość parlamentarna nie będzie się też trzymała planu Mariusza Błaszczaka dotyczącego budowy 300-tysięcznej armii, ale zapowiada utrzymanie wysokich wydatków na siły zbrojne.

Publikacja: 18.10.2023 13:48

Mariusz Błaszczak nie będzie już wkrótce ministrem obrony

Mariusz Błaszczak nie będzie już wkrótce ministrem obrony

Foto: PAP, Tomasz Gzell

Poseł Paweł Bejda z PSL apeluje do Prawa i Sprawiedliwości, aby nowe, wieloletnie kontrakty zbrojeniowe były wcześniej konsultowane z obecną opozycją, która wkrótce będzie odpowiadać za modernizację techniczną armii. - To dobry i demokratyczny zwyczaj – dodaje.

Nie wiadomo jak zachowa się jednak minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

Armia pod rządami opozycji: Modernizacja, ale bez doktryny Antoniego Macierewicza

W dokumencie programowym Platformy Obywatelskiej „100 konkretów na sto dni rządów” znalazła się zapowiedź przedstawienia w przyszłości programu modernizacji polskiej armii. „Pozyskamy kolejnych 6 baterii Patriot, znaczącą liczbę śmigłowców wielozadaniowych i bojowych, dronów najnowszej generacji i innych elementów obrony powietrznej” – czytamy w tym dokumencie.

Generał Mirosław Różański z Trzeciej Drogi wskazywał podobnie: priorytetem będzie zbudowanie silnej obrony powietrznej.  Będziemy dążyli do tego, aby we wszystkich dywizjach, tam, gdzie są pułki przeciwlotnicze, były one rozwinięte do brygad przeciwlotniczych, tak żeby chroniły nie tylko jednostki wojskowa, ale także infrastrukturę krytyczną. To bezpieczeństwo na terenie całego naszego kraju – opisywał w trakcie jednej z konwencji wyborczych.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Morawiecki. Twarz porażki

Tomasz Siemoniak, jeden z liderów Platformy Obywatelskiej wielokrotnie powtarzał, że nie będzie masowego zrywania już podpisanych kontraktów zbrojeniowych, ale będą one dokładnie analizowane przez nową ekipę, bo w zasadzie „nie wiadomo co w tych dokumentach jest”. PO zapowiedziało też przeprowadzenie kontroli procedur „dotyczących awansów i zakupów w polskim wojsku od 2015 roku”. „Stworzymy białą księgę dokumentującą wszystkie decyzje pociągające znaczne skutki finansowe, szczególnie poza procedurami przetargowymi i rozliczymy nieprawidłowości” – czytamy w tym dokumencie.

Poseł Nowej Lewicy Marcin Kulasek jakiś czas temu zadeklarował, że po przejęciu władzy modernizacja nie wyhamuje. Skończymy z „Doktryną Macierewicza”, według której każdy nowy minister obrony unieważnia wszystkie najważniejsze kontrakty zbrojeniowe – powiedział. Będą zatem kontynuowane programy modernizacji wojska np. Wisła, Narew, Pilica, Homar. Politycy partii Razem stawiają na wyposażenie indywidualne żołnierza, „to kluczowa potrzeba, która ma wpływ na warunki pełnienia służby i morale armii”.

Zdaniem Szymona Hołowni, jednego z liderów Trzeciej Drogi priorytetowo powinny być traktowane inwestycje w polski przemysł zbrojeniowy. Nie może być mowy o bezpieczeństwie Polski bez silnego polskiego przemysłu zbrojeniowego. Koniec z nieprzemyślanymi zakupami od innych państw, gdy dużą część tych zamówień możemy realizować w Polsce. W przypadku zakupu uzbrojenia za granicą wymogiem będzie, aby w to w Polsce budowane były zdolności serwisowe i amunicja używana przez wszystkie typy Sił Zbrojnych RP – stwierdził na spotkaniu wyborczym w Łowiczu.

Czytaj więcej

Szymon Hołownia o dymisjach generałów: Został tylko ulubiony generał Błaszczaka

Jak liczna będzie armia? Co z planem Mariusza Błaszczaka, by zbudować 300-tysięczne siły zbrojne?

Członkowie opozycyjnej koalicji kwestionują plan budowy trzystutysięcznej armii. Politycy, podobnie jak wielu ekspertów nie wiedzą jakie są przesłanki ustalenia takiego limitu żołnierzy i wątpią w realną możliwość budowy tak licznej armii. Ale wszystkie ugrupowania mówią jednym zdaniem: nie zostanie przywrócony pobór.

Ministerstwo Obrony Narodowej podaje teraz, że armia liczy ok. 180 tysięcy żołnierzy „pod bronią”. Zdaniem Tomasza Siemoniaka w ostatecznym kształcie powinna się ona składać ze „150 tys. najwyższej klasy żołnierzy zawodowych, 30 tys. żołnierzy obrony terytorialnej, 30 tys. stanu zmiennego (ochotnicza zasadnicza służba)”. Ponadto zakłada on utrzymanie 250 tys. przeszkolonej rezerwy.

Jesteśmy przekonani, że docelowa liczebność armii powinna być ustalana jako wypadkowa zdolności bojowych wynikających z organizacji i uzbrojenia wojska oraz planów obrony kraju i zatwierdzonych planów ewentualnościowych NATO oraz możliwości finansowych kraju – tłumaczą zaś politycy Lewicy.

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Koalicja Obywatelska nie ma pomysłu rozbrojenia armii

Lewica chce zatrzymać odpływ żołnierzy z wojska. Zapowiada rozwijanie usług społecznych i budownictwa mieszkaniowe wokół jednostek wojskowych oraz wspierać zatrudnienie dla małżonków żołnierzy. Postuluje także, aby wojsko „stworzyło systemowe rozwiązania pozwalające na współpracę z byłymi żołnierzami i aktywnie korzystało z ich wiedzy i doświadczenia”.

Przygotowany przez Polskę 2050 Szymona Hołowni program „Bezpieczeństwo Naprawdę!” oparty na doświadczeniach gen. Mirosława Różańskiego wskazuje, że trzeba „oddać zarządzanie siłami zbrojnymi kompetentnym dowódcom wojskowym, oczywiście przy zachowaniu cywilnej kontroli nad armią”.

Tomasz Siemoniak (KO), Mirosław Różański (Trzecia Droga), Paweł Bejda (PSL), Marcin Kulasek (Nowa Lewica) i Magdalena Biejat (Lewica Razem) - ci politycy będą mieć największy wpływ na Ministerstwo Obrony?

Awanse muszą być konsekwencją polityki kadrowej, tak jak działa to w NATO. Wojska Obrony Terytorialnej powinny zostać włączone w system dowodzenia Sił Zbrojnych, a nie być prywatnym wojskiem ministra obrony – opisywał Szymon Hołownia. Jego zdaniem potencjał obronny trzeba budować od batalionów, dywizjonów i eskadr, a nie  jak robi to dziś minister Mariusz Błaszczak  przez tworzenie kolejnych dowództw.

„Powinniśmy armię rozwijać jakościowo, a nie liczebnie” – wielokrotnie powtarzał gen. Mirosław Różański.

Jakie będą wydatki na zbrojenia po wyborach?

Politycy wszystkich ugrupowań koalicji opozycyjnej wskazują, że wydatki na Siły Zbrojne powinny być w zasadzie utrzymane na tym poziomie, jaki realizuje PiS. Zdaniem Trzeciej Drogi Polska powinna przeznaczyć na obronę narodową 4 proc. PKB, z kolei Platforma Obywatelska odsyła do ustawy o obronie Ojczyzny, która zakłada stopniowy wzrost wydatków na obronność do poziomu 3 proc. PKB.

Czytaj więcej

Polska 2050: mniej pikników i polityki w wojsku

Zgodnie z komunikatem resortu finansów planowane wydatki budżetowe na obronę narodową w 2024 r. mają wynieść 113,349 mld zł, czyli właśnie 3 proc. PKB. Resort obrony zakłada też przeznaczenie na zbrojenia środków z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych.

Nie zmienią się sojusze, zostanie zbudowana Obrona Cywilna

Wszystkie partie uważają, że w Polsce nadal powinny stacjonować wojska sojusznicze, a to w oczywisty sposób wynika z zagrożenia ze strony Białorusi i Rosji. - Stacjonowanie wojsk sojuszniczych w szczególności armii USA jest w interesie Polski. Im więcej, tym lepiej. Powinniśmy dążyć do stałego stacjonowania dwóch ciężkich brygad armii USA, obrony przeciwrakietowej i utrzymywania w Polsce magazynów sprzętu – uważa Tomasz Siemoniak.

Zgodność jest też w tym, że powinna zostać odbudowana Obrona Cywilna. Formacja ta została zlikwidowania po wejściu w życie ustawy o obronie Ojczyzny, a obecnej władzy nie udało się stworzyć formacji, która realizowałaby takie zadania. Jednak poszczególne ugrupowania inaczej widzą szczegółowe rozwiązania dotyczące jej powstania. - W ramach ochrony ludności powinna funkcjonować Obrona Cywilna oparta o Straż Pożarną i Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy, ze szczególnym uwzględnieniem roli samorządu terytorialnego – uważa Tomasz Siemoniak. Z kolei politycy Lewicy twierdzą, że „służbę w OC należy oprzeć na dobrowolności i systemie zachęt powiązanych ze zobowiązaniem do czynnej lub rezerwowej służby”.

Warto zaznaczyć, że Lewica Razem w swoich dokumentach programowych wskazała m.in. na budowanie odporności państwa, nie tylko na zagrożenia konwencjonalne, ale także ataki hybrydowe oraz działania dezinformacyjne skierowane m.in. na destabilizację systemu politycznego i opinii publicznej. Proponuje zatem m.in. powołanie struktur STRATCOM, których zadaniem będzie monitorowanie otoczenia informacyjnego, diagnoza zagrożeń dezinformacyjnych oraz odpowiedź na nie, a także dbanie „o konsekwentną komunikację w zakresie strategicznych interesów państwa”.

Gdybym miał wskazać kto dzisiaj mógłby wejść do swoistego „dyrektoriatu”, który miałby mieć wpływ na politykę nowego resortu obrony narodowej wskazałbym: Tomasza Siemoniaka (KO), Mirosława Różańskiego (Trzecia Droga), Pawła Bejdę (PSL), Marcina Kulaska (Nowa Lewica) i Magdalenę Biejat (Lewica Razem).

Poseł Paweł Bejda z PSL apeluje do Prawa i Sprawiedliwości, aby nowe, wieloletnie kontrakty zbrojeniowe były wcześniej konsultowane z obecną opozycją, która wkrótce będzie odpowiadać za modernizację techniczną armii. - To dobry i demokratyczny zwyczaj – dodaje.

Nie wiadomo jak zachowa się jednak minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

Pozostało 96% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Wojsko
Ilu jest żołnierzy w Polsce? MON utajnia niektóre dane
Publicystyka
Paweł Kowal: W sprawie Ukrainy NATO w połowie drogi
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Przez logikę odwetu Donald Tusk musi za wszelką cenę utrzymać się u władzy
Publicystyka
Groźny marsz Marine Le Pen
Publicystyka
W Małopolsce partia postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy porażkę można przekuć w sukces?