Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o wizycie Nancy Pelosi na Tajwanie

Tajwańczycy, podobnie jak do niedawna mieszkańcy Hongkongu, przywykli do swobód politycznych takich jak „pyskowanie na prezydenta”. Nowo poznani znajomi z dumą mi to często mówią, porównując swój system polityczny do tego, w którym żyją mieszkańcy Chin kontytentalnych (Chińskiej Republiki Ludowej).

Tajwan jest niezwykle sprytnie zaprojektowaną hybrydą wzorców zachodnich i wschodnich, chrześcijańskich i konfucjańskich. Kultura wstydu jest wręcz idealnym uzupełnieniem demokracji przedstawicielskiej. Azjatycka (konfucjańska) grzeczność, to dekorum z którego słyną przede wszystkim Japończycy, wygasza i moderuje codzienne konflikty, które nam, mieszkańcom krajów czysto zachodnich często doskwierają.

Tajwańczycy potrzebują nas z prostego powodu: jeśli świat o nich zapomni, jeśli ich wyspa zdryfuje na boczny tor uwagi światowej, potężny sąsiad z większą śmiałością i tupetem zagrozi egzystencji jej mieszkańców. A opinia międzynarodowa to całkiem skuteczna siła, która jest zdolna wpłynąć na bieg historii.

Tajwan przez całe dziesięciolecia realizuje aktywną i pomysłową strategię akcentowania swojej obecności w przestrzeni międzynarodowej. Jednym z jej elementów są szczodrze rozdawane stypendia dla studentów zagranicznych. Inną - wsparcie ekonomiczne dla krajów słabiej rozwiniętych. Kolejną jest inwestowanie w kształcenie inżynierów i specjalistów, którzy sprawiają, że tajwański sektor produkcji półprzewodników i ogólnie elektroniki jest jednym wielkim generatorem innowacyjności.

Czytaj więcej

Bogdan Góralczyk: Kryzys wokół Tajwanu. Przyczajony bielik, ukąszony smok

Lato inne niż wszystkie

Zwykłym ludziom nie są w głowie są geopolityczne rozgrywki toczone przez potężne siły nad ich głowami. Lato, a zwłaszcza przełom lipca i sierpnia, to sezon festiwali tutejszych aborygenów, którzy stanowią ok. 5 proc. populacji.

Fotorzepa, Piotr Plebaniak

Lato to rokrocznie także czas ćwiczeń wojskowych, w czasie których siły zbrojne pokazują się w wielu miejscach wyspy. Tu i tam widzimy przemieszczające się kolumny czołgów. Tuż obok plaż kurortu plażowego Kenting, na południu, artyleria ćwiczy strzelanie do celów nawodnych. Niektóre odcinki autostrad zmieniają się w doraźne lotniska dla myśliwców F-16. Wszystko to są widoki, do których przeciętny Tajwańczyk przywykł, tak jak do oswojonego niebezpieczeństwa przywyka ktoś mieszkający na stoku wulkanu. Ale w tym roku, przez zbieg wydarzeń, wszystko wygląda wyraźnie inaczej.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Geopolitycznie zawirowania

Tajwan należy do tzw. pierwszego łańcucha wysp. Choć de facto tajpej jest sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, to jest także rodzajem ziemi niczyjej. Jego położenie jest tak specyficzne, że zajęcie go przez któregoś z wielkich graczy geopolitycznych, dawałoby mu zbyt wielką przewagę. To naruszyłoby przewidywalne i możliwe do kontroli status quo. W traktacie "Sztuka wojny", mistrz Sun Tzu spostrzega, że pewnych specyficznych miejsc o kluczowym znaczeniu nikt nie stara się zagarnąć, gdyż taki uczynek nieuchronnie prowadzi do wojny lub co najmniej zniszczenia stabilnej równowagi sił.

Patrząc z nieco innej strony: wyspa Tajwan leży na trasach żeglugowych supertankowców, które dowożą życiodajne surowce energetyczne do północnych Chin, Korei Południowej i Japonii – przede wszystkim z rejonu Zatoki Perskiej. Inwazja na Tajwan zmieni cały rejon Tajwanu w strefę wojenną, a więc zakłóci dostawy do wszystkich wymienionych krajów. Ten mechanizm jest największą gwarancją bezpieczeństwa Tajwanu. O sile tego mechanizmu decyduje i bezpieczeństwo energetyczne samych Chin, i zdecydowana postawa Japonii, która importuje ponad 90 proc. surowców energetycznych z zewnątrz.

W publicznej percepcji Tajwańczyków te geopolityczne rozważania nie są jednak obecne. Na ich percepcję relacji między „dwoma państwami chińskimi”, wpływają takie sprawy jak przyspieszone wcielenie polityczne Hongkongu, które nastąpiło w 2019 roku. To naciski ekonomiczne takie jak embargo na tajwańskie ananasy, które władze w Pekinie nałożyły w 2021 roku. Embargo przyniosło skutek odwrotny do zamierzonego przez Pekin: sprawnie zorganizowana akcja społecznościowa sprawiła, że konsumenci tajwańscy, ale też i mieszkańcy m.in. sąsiedniej Japonii, zjedli ze smakiem i „do ostatniej sztuki” to, co miało zalegać niesprzedane.

Co przyniesie przyszłość?

Inercja niektórych trendów i tendencji jest tak potężna, że pewne sekwencje zdarzeń wydają się nieuchronne – po prostu muszą się zdarzyć. To te siły, a konkretnie aspiracje imperialne oraz wzrost potęgi Niemiec i Stanów Zjednoczonych, zadecydowały o tym, że I wojna światowa była nieuchronna. Dla Chińczyków, a więc pod względem kulturowym mieszkańców obu brzegów Cieśniny Tajwańskiej, te niepowstrzymane siły noszą nazwę „Wielkich Sił [powodujących] Wszystkim, co pod Niebem” (tianxia dashi). Decydenci i w Pekinie, i w Tajpej, ale też wykształceni Tajwańczycy, są znakomicie oswojeni z tą koncepcją i instynktownie poszukują ich przejawów bieżących wydarzeniach.

Wizyta Nancy Pelosi na Tajwanie może być traktowana jako przejaw aktywności tych sił. Wydarzenia przyspieszyły. Ktoś zmienia bieg zdarzeń i układ sił. Do jakich celów? Obecny epizod napięcia między Tajwanem a Chinami z całą pewnością wpłynie na przebieg kampanii w zbliżających się wyborach samorządowych na Tajwanie. Czy granie „chińskim zagrożeniem” zostanie włączone w zmagania wyborcze?

Podobne podejrzenia można mieć względem demokratów i republikanów, szykujących się do wyborów uzupełniających w USA. Demonstracja siły i śmiałości do bardzo skuteczne narzędzie poprawiania wyników wyborczych. Nieco inny problem mają decydenci Komunistycznej Partii Chin w Pekinie. Dla nich wchłonięcie Tajwanu to potężny lewar, potwierdzający ich legitymizację do dzierżenia władzy. Dodatkowo świetnie prosperujący, demokratyczny organizm Tajwanu, to bardzo poważny, żywy dowód, że dla komunistycznego reżimu w Chinach istnieje alternatywa polityczna, gospodarcza i ideologiczna.

Wszystkie „potężne siły rządzące światem”, które sam nazywam siłami psychohistorii ("Siły psychohistorii" to także tytuł mojej najnowszej książki), w ostatnich miesiącach gwałtownie zwiększyły swoją aktywność. Możemy tylko mieć na dzieje, że nie wyrwą się spod kontroli ludzi, którzy nimi władają.

Próby sterowania tymi nieokiełznanymi siłami Chińczycy nazywają jechaniem na grzbiecie tygrysa. To bardzo niebezpieczne.