Kreatywna księgowość budżetowa stosowana jest od lat. Rosną tylko kwoty. Zawał wskutek stresu pewnie też ministrom nie grozi – skoro wcześniej wszyscy tak robili, to i oni mogą. Pieniędzmi nie muszą się stresować, bo tracą nie swoje, tylko nasze.

Kiedyś ZUS brał kredyt z banków komercyjnych, żeby wypłacić emerytury, ale nie obciążało to budżetu i deficyt można było pokazać niższy, niż rzeczywiście był. Potem dostawał na ten cel od Skarbu Państwa „pożyczki”, które w kolejnym roku budżetowym były umarzane i udzielane były kolejne, które potem znów umarzano. Ale „pożyczka” zaksięgowana w danym roku stanowiła „należność” budżetu, więc nie zwiększała deficytu.

Co prawda Skarb Państwa, żeby udzielić „pożyczki” ZUS-owi, sam musiał się zapożyczyć na „rynkach finansowych”. Ale jak zaciągał taką pożyczkę i sam „pożyczał” ZUS-owi, to mu się w bilansie aktywa neutralizowały z pasywami.

Dziś sposobem wypychania długu poza budżet są „fundusze” tworzone przy Banku Gospodarstwa Krajowego i w ramach tarcz finansowych Polskiego Funduszu Rozwoju. Można schować poza budżetem więcej.

Oficjalnie liczony przez rząd „po polsku” państwowy dług publiczny na koniec 2021 r. to 1 bln 150 mld zł. Ale lepiej stan finansów publicznych obrazuje liczony po europejsku dług sektora instytucji rządowych i samorządowych. A ten wynosi o 260 mld zł więcej. Łącznie mamy dług w wysokości 1 bln 410 mld zł. Na koniec 2022 r. jeszcze się zwiększy. I to znacznie.

Zła wiadomość dla PiS-u jest taka, że ci, którzy działają na rynkach finansowych, widzą to. A to nie wyborcy PiS mają pożyczać rządowi pieniądze. Liczba chętnych do pożyczania rządowi maleje, a oprocentowanie długu rośnie. Co za niespodzianka.

Jak słucham, co wygaduje o tym premier Morawiecki, to zaczynam przypuszczać, że mógł on nie kłamać tak w żywe oczy, gdy mówił, że bank, którego oficjalnie był wcześniej prezesem, nie udzielał kredytów frankowych. On po prostu mógł się nie zorientować, że udzielał.

W latach 2016–2021 za rządów PiS dług sektora instytucji publicznych wzrósł o jakieś 53 proc. Nie byłbym jednak prawdziwym symetrystą, gdybym nie przypomniał, że w latach 2008–2015, gdy rządziła Platforma, wzrósł też o jakieś 53 proc.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem Rady WEI