Jeśli w trakcie czytania tekstu księdza Nęcka miałem jakieś uczucie – to było nim zażenowanie. Trudno patrzeć, jak duchowny dla obrony swojego pracodawcy sięga po argumenty ad personam. A gdy brakuje konkretów, to sięga po insynuacje. Rozumiem, że to cena, jaką ks. Nęcek jest skłonny płacić. Nic mi do tego, więc nie będę się odwoływał, jak mój adwersarz, do przykazań. Nie mogę jednak bez odpowiedzi zostawić zarzutów, które rzecznik prasowy krakowskiej kurii mi stawia. Najmocniejsze z nich to niewiedza i/lub polityczne uwikłanie, które ma czynić mnie niewiarygodnym dla opinii publicznej.

Cóż, nie ukrywam, że jeśli chodzi o znajomość programu dnia kardynała Dziwisza, to rzeczywiście daleko mi do jego rzecznika prasowego. Dysponuję tylko wiedzą, jaką przekazują media oraz biuro prasowe. I tak się złożyło, że przed wyborami słychać było wyłącznie o spotkaniu metropolity z Donaldem Tuskiem (sygnalizował to również Bogumił Łoziński z „Dziennika”). O pozostałych spotkaniach było cicho. Nie mnie sądzić, kto ponosi za to odpowiedzialność. Być może politycy PiS byli bardziej dyskretni i nie chcieli wciągnąć kardynała w partyjną wojenkę.

Dla mnie nie ulega jednak wątpliwości, że w okresie przedwyborczym metropolita w ogóle nie powinien się spotykać z politykami. Szczególnie zaś powinien unikać – na dwa dni przed wyborami – spotkania z liderem jednej z dwóch głównych partii rywalizujących o zwycięstwo. Takie spotkanie siłą rzeczy nabiera bowiem polityczno-partyjnego charakteru. Podobnie jak – wcześniejsze – ale równie nagłośnione spotkanie kardynała z Ryszardem Krauzem. Tylko człowiek zupełnie nieznający się na mediach może tego nie zauważać.

Podobnie trzeba potraktować uwagi na temat Hanny Gronkiewicz-Waltz i powszechnej ponoć w Rzymie wiedzy o sympatii dla niej Jana Pawła II. Otóż, nie każdy Polak – choć ks. Nęcek zdaje się tego nie zauważać – miał okazję studiować w Rzymie i obracać się w kręgach kurii rzymskiej. Nie każdy musi też o tej sympatii wiedzieć. Ale nawet gdyby każdy to wiedział, to przypominanie tego akurat w czasie kampanii wyborczej trudno interpretować inaczej niż jako poparcie.

Nie sposób także poważnie traktować porównania spotkań kardynała Dziwisza z politykami (które zresztą, także na łamach „Rzeczpospolitej” krytykowałem) z rekolekcjami dla posłów PO. Materiałem do adekwatnych porównań mogłyby się stać dopiero rekolekcje dla innych partii. Takich zaś nie było. Być może to przypadek, ale połączony z innymi przypadkami może służyć do wyciągania publicystycznych wniosków.

I wreszcie ostatnia kwestia: powodów, dla których te wnioski są formułowane. Odpowiedź jest prosta. Są one próbą – nie mnie oceniać, na ile udaną – opisania polskiego Kościoła. Podobnie prosta jest odpowiedź na pytanie o to, jakie jest źródło opinii wyrażanych przez ks. Nęcka – jest nim fakt bycia rzecznikiem prasowym.