[b]Rz: Sędzia Sądu Okręgowego we Wrocławiu, pisząc uzasadnienie do wyroku, skopiował w 90 proc. akt oskarżenia, czyli popełnił plagiat. Czy takie praktyki w sądach są rzeczą normalną?[/b]
Przemysław Lech: Są dosyć powszechne. Nie jest to jednak plagiat, ale zachowanie niezgodne z etyką sędziowską. Dokumenty urzędowe, do których zalicza się wyroki razem z uzasadnieniami, nie są objęte prawami autorskimi.
[b]Gdzie najczęściej stykamy się ze zjawiskiem plagiatu?[/b]
Zaczyna się w szkołach ponadgimnazjalnych. Jeżeli jest to tolerowane przez nauczycieli, to uczniowie już jako studenci będą postępowali podobnie. A ktoś, kto nie zostanie złapany w czasie studiów, będzie tak robił w życiu zawodowym.
[b]Łatwo rozpoznać plagiat?[/b]
Uczelnie zaczynają wprowadzać zajęcia związane z ochroną własności intelektualnej oraz wdrażać systemy antyplagiatowe. Takie systemy są dostępne w Internecie. Trzeba się zalogować, wprowadzić daną pracę i system porównuje ją z zasobami internetowymi. Jest także system, który porównuje daną pracę z innymi pracami dyplomowymi oraz książkami, do których uczelnia ma prawa autorskie.
[b]Czy na tle Europy Polska wypada w tej dziedzinie bardzo źle?[/b]
W 2004 roku w Wielkiej Brytanii i Hamburgu przeprowadzono badania, w których co czwarty student przyznawał się do umieszczenia w pracy dyplomowej przynajmniej jednego fragmentu nie swojego autorstwa. W 2006 roku w Hamburgu badania powtórzono i okazało się, że przyznał się już co drugi student. W Polsce jest podobnie, jeśli chodzi o skalę zjawiska. Gorzej jest u nas z korzystaniem z systemów antyplagiatowych. W Polsce z tego systemu korzysta 116 uczelni na 464, czyli w skali kraju 24 proc.