W „Rz” czytamy:
Pierwszy krok to mocne akcentowanie w mediach, że nowy ruch to partia Zbigniewa Ziobry. Dlaczego? Politycy Solidarnej Polski zlecili wewnętrzne analizy, które miały wskazać, dlaczego w pierwszych sondażach ich ruch zdobył 9 proc. poparcia, a od kilku tygodni nie przekracza 2 proc. Najbardziej prawdopodobną przyczyną jest to, że o ile na początku ruch był przedstawiany jako „partia Ziobry", o tyle później jako „Solidarna Polska” – bez nazwiska lidera.
Patryk Jaki, rzecznik klubu "SP", powiedział:
Poprosiliśmy już sondażownie, by w swoich badaniach używały nazwy „Solidarna Polska” Zbigniewa Ziobry.
Prof. Wawrzyniec Konarski, politolog z UJ ocenia pomysł „SP”:
Budowanie partii przez akcentowanie przywództwa Ziobry może być dobrym posunięciem. Pod warunkiem że pójdzie on w kierunku charyzmatycznego, ale nie autorytarnego przywództwa. Jeżeli „SP” stanie się „partią jednego człowieka", przestanie się odróżniać od PiS.
Jeden z działaczy „SP” zapowiada:
Będziemy organizować happeningi, flash moby, aktywizować prawicową młodzież, która dziś nie odnajduje się w tkwiącym w marazmie PiS.
Poproszony o komentarz konsultant polityczny Eryk Mistewicz mówi „Rz”:
Ziobro wciąga piracką flagę na maszt i idzie w kierunku miejskiego, bardziej strawnego dla inteligencji i młodych ludzi, odpowiednika dawnej LPR i Samoobrony. Jego ruch staje się partią społecznego protestu. Jeśli zagospodaruje prawicowych oburzonych, może mocno przemeblować scenę polityczną.
Opozycja nie czuje się jednak zagrożona, poseł Andrzej Jaworski z PiS stwierdza:
Nic poza PiS nie ma przyszłości na prawicy. Skupiamy się na pracy pozytywnej, a nie żerowaniu na „oburzonych”.
Większość komentatorów zarzuca Zbigniewowi Ziobrze brak charyzmy – czy umieszczenie jego nazwiska w nazwie partii przyciągnie wyborców? Tego nie wiemy, ale charyzmy od tego europosłowi Ziobrze na pewno nie przybędzie.