Reklama
Rozwiń
Reklama

Jan Kulczyk, biznesmen, który się nie bał

Kiedy z nim rozmawiałem po raz ostatni, podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, miałem przeświadczenie, że stoi przede mną człowiek nie do złamania. Miał w sobie tyle energii, siły i pomysłów, że – nie sposób było mieć wątpliwości – potrzeba kolejnego pół wieku, by mógł zrealizować wszystkie swoje plany.

Aktualizacja: 29.07.2015 14:50 Publikacja: 29.07.2015 14:31

Bogusław Chrabota

Bogusław Chrabota

Foto: Fotorzepa

Podczas panelu o roli państwa w gospodarce przekonywał o potrzebie wspierania przez polski rząd inwestycji w Afryce. – Afryka to dziś miliard ludzi – mówił – a przy aktualnych trendach demograficznych, jej populacja się podwoi już w roku 2050. Jakiż to rynek, ile rąk do pracy, jaki potencjał inwestycyjny...

Często powtarzam te słowa, bo w istocie, to co mi najbardziej imponowało w Janie Kulczyku, to skala jego myślenia i szerokość horyzontów. Nie wiem, czy miał to od urodzenia, czy nauczyła go tego aktywność biznesowa. Faktem jest, że wśród wyrosłych nad Wisłą ludzi biznesu jako pierwszy stał się inwestorem globalnym. Nie szukał swojej szansy wyłącznie na najlepiej rozpoznanym rynku polskim, choć od niego zaczynał. Gros jego inwestycji sięgało daleko poza kraj.

Między innymi poprzez notowaną na londyńskiej giełdzie spółkę Ophir Energy szukał ropy i gazu w Afryce, Azji, na Filipinach. Także bliżej Polski, na Ukrainie. Ileż odwagi i osobistej determinacji wymagało wejście w szranki konkurowania ze światowymi potentatami, rekinami rynku energetycznego. A jednak się nie bał. Podejmował rękawice i wygrywał. Także dla Polski.

Nie miejsce tu, by rozpisywać się na temat jego przedsięwzięć w kraju. Zaczęły się w latach 80. Nasiliły po odzyskaniu wolności. Był w tym czasie jednym z pionierów rynku motoryzacyjnego, także rynku prywatyzacji. Potem mocno zaangażował się w przecieranie szlaków partnerstwa publiczno-prywatnego. Efekt? Choćby autostrada poznańska.

Na podsumowanie jego aktywności biznesowej pewniej przyjdzie jeszcze czas. Dziś trzeba wspomnieć, że straciliśmy nie tylko ważnego animatora polskiej obecności na rynkach międzynarodowych, ale również wybitnego społecznika i filantropa. Wspierał nie tylko klasztor Paulinów na Jasnej Górze i Muzeum Żydów Polskich Polin. Był niemal wyłącznym sponsorem PKOl.

Reklama
Reklama

Poświęcał pieniądze na cele humanitarne i edukacyjne. Był obecny na wielu seminariach i konferencjach poświęconych gospodarce, pracy i ideom, wiele z nich bez jego wsparcia by się nigdy nie odbyło. Myślę, że wytyczył czytelny szlak dla swoich następców, że pieniądze, te małe i te największe muszą służyć ludziom. Odszedł w sposób szokująco niespodziewany. Nie wiem, czy zostawił formalny testament. Nie ma to dla mnie zresztą znaczenia, bo prawdziwie ważnym testamentem jest upowszechniony przez niego wzór aktywności społecznej. Wierzę, ze narodzili się już ci, którzy pójdą jego śladami.

Publicystyka
Marek A. Cichocki: Najważniejsze pytanie dotyczące programu SAFE i bezpieczeństwa Polski
Publicystyka
Estera Flieger: Pierwsza dama idzie sama. Czy Marta Nawrocka ma obowiązek podobać się feministkom?
Publicystyka
Estera Flieger: Dlaczego Donald Trump boi się Bad Bunny'ego? Bo rap z Portoryko roztapia ICE
Publicystyka
Roman Kuźniar: Ekosfera Epsteina wobec wojny Rosji z Ukrainą
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama