Wirtualna Polska – powołując się na akta sprawy i pisemne uzasadnienie wyroku – opisuje szczegóły procederu związanego z kradzionymi w Czechach samochodami. Mamed Ch. nie przyznaje się do winy i zapowiada apelację. „Od początku konsekwentnie przedstawiałem swoje stanowisko i nadal czuję się niewinny” – zaznacza.
Kradzione samochody z Czech. Jak działał proceder, z którym związany był Mamed Ch.?
Jak podaje Wirtualna Polska, sprawa dotyczyła między innymi handlu luksusowymi samochodami pochodzącymi z Czech.
Jedną z osób zaangażowanych w opisany proceder był Jakub Ś., który wcześniej zajmował się sprzedażą egzotycznych zwierząt. Dzięki swojej działalności mężczyzna miał rozległe kontakty zarówno w Polsce, jak i w Czechach.
Według ustaleń za granicą kupowano rozbite samochody wraz z ich dokumentami. Numery VIN pochodzące z wraków przenoszono następnie na luksusowe auta, które zostały skradzione. Zmieniano też dane zapisane w komputerach pojazdów i programowano kluczyki. W ten sposób powstawały tzw. samochody-klony, które na podstawie dokumentów mogły sprawiać wrażenie pojazdów o legalnym pochodzeniu.
Jakub Ś. znał czeskiego pośrednika oferującego takie pojazdy po cenach znacznie niższych od ich wartości rynkowej.
Według sądu Jakub Ś. stał się łącznikiem między dostawcami z Czech a nabywcami w Polsce. Z klientami kontaktował się telefonicznie bądź przez komunikatory, przesyłał im zdjęcia samochodów, a czasami przyjmował zamówienia na konkretne modele. Według ustaleń jednym z głównych odbiorców kradzionych samochodów od Jakuba Ś. był Mamed Ch., popularny zawodnik MMA.
Czytaj więcej
Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach uznał Mameda Ch., jedną z największych postaci polskiego MMA, za winnego kilku przestępstw. Sprawa dotyczyła m.in...
Samochód wart niemal 180 tys. zł za 5 tys. euro
Mamed Ch. i Jakub Ś. poznali się wiosną 2016 r. Drugi z mężczyzn wraz ze swoim wspólnikiem kupili wówczas w Czechach samochód za 38 tys. euro. Jak ustalił sąd, obaj wiedzieli, że pojazd był „klonem”, a więc pochodził z przestępstwa. Auto chcieli następnie sprzedać Mamedowi Ch., oferując mu go za 80 tys. euro. Do transakcji jednak nie doszło – podczas jazdy próbnej, po włączeniu trybu sportowego, przestała bowiem działać skrzynia biegów, a sportowiec zrezygnował z zakupu.
Kontakt między mężczyznami był jednak kontynuowany. Jak opisuje WP, wkrótce Jakub Ś. zaproponował Mamedowi Ch. wspólne interesy związane ze sprzedażą samochodów-klonów z Czech. Według ustaleń sądu w sierpniu 2016 r. Mamed Ch. wraz z dwoma znajomymi i Jakubem Ś. pojechał po kolejny samochód. Wartość rynkową pojazdu określono na 178,2 tys. zł, tymczasem po negocjacjach Mamed Ch. miał zapłacić za niego jedynie 5 tys. euro. Jakub Ś. otrzymał tysiąc euro prowizji.
Kolejna transakcja zakończyła się interwencją czeskiej policji. Dwa samochody kupione za około 60 tys. euro zostały zatrzymane po ustaleniu, iż zgłoszono je jako skradzione, a ich właścicielem była jedna z czeskich firm. Pieniądze na zakup miał wyłożyć Mamed Ch., który następnie domagał się od Jakuba Ś. ich zwrotu.
Jak opisuje WP, w aktach znalazły się także kolejne transakcje przeprowadzane według podobnego schematu. Jakub Ś. lub jego wspólnik kupowali samochody w Czechach, a następnie z niewielką przebitką mieli sprzedawać je Mamedowi Ch., który odsprzedawał je dalej. Różnice między ceną zakupu a wartością pojazdów były znaczne. Jeden z samochodów kupionych za 25 tys. euro został przez sąd wyceniony na 243 tys. zł, a auto kupione za 26 tys. euro – na 352,6 tys. zł.
Niskie ceny, brak dokumentów i jeden kluczyk
Według sądu Mamed Ch. przy każdej z transakcji objętych wyrokiem wiedział, skąd pochodziły samochody. W pisemnym uzasadnieniu wskazano m.in. na ich bardzo niskie ceny w stosunku do wartości rynkowej, brak pełnej dokumentacji, przekazywanie jednego kluczyka, brak umów zakupu wskazujących poprzedniego właściciela, umowy przygotowywane in blanco lub już po dokonaniu transakcji oraz fałszywe dane w dokumentach.
W uzasadnieniu wyroku zawodnika MMA określono jako „jednego z głównych nabywców” samochodów pochodzących z kradzieży i przywłaszczeń w Czechach.
Mamed Ch. przedstawiał jednak inną wersję wydarzeń. Przyznał, że brał udział w części spotkań i transakcji, ale utrzymywał, że nie wiedział o nielegalnym pochodzeniu samochodów. W przypadku części pojazdów twierdził natomiast, że nic o nich nie wie. Sąd uznał te wyjaśnienia za sprzeczne z materiałem dowodowym.
Jedna z opisanych przez WP transakcji wyszła na jaw przypadkowo. Kobieta, która kupiła samochód, otrzymała jeden kluczyk. Zapewniano ją, że drugi – wraz z książką serwisową – zostanie dosłany, ale do tego nie doszło. Gdy kobieta zgubiła posiadany kluczyk i zwróciła się do autoryzowanego salonu po duplikat, po sprawdzeniu numeru VIN okazało się, że samochód figuruje jako kradziony. Salon zawiadomił wówczas policję, a pojazd został zabezpieczony.
Czytaj więcej
Kradzieże samochodów w Polsce są dziś znacznie rzadsze niż jeszcze 20 lat temu. Mimo wyraźnego spadku problem nie zniknął całkowicie, a statystyki...
Na jakich dowodach oparł się sąd?
Istotną rolę w sprawie odegrały wyjaśnienia Jakuba Ś., który przyznał się do większości zarzutów i szczegółowo opisał między innymi handel samochodami, podrabianie dokumentów, oszustwa, przywłaszczenia, wprowadzanie fałszywych banknotów euro do obiegu na Słowacji oraz zlecenie podpalenia.
Jak podaje Wirtualna Polska, w zasadniczej części jego relacja została uznana za wiarygodną i znajdowała potwierdzenie w pozostałym materiale dowodowym. Chodziło między innymi o zeznania innych świadków, wiadomości znalezione na komunikatorach internetowych i poczcie elektronicznej Jakuba Ś. oraz zdjęcia skradzionych samochodów zabezpieczone w jego telefonie.
W przypadku ustaleń dotyczących Mameda Ch. znaczenie miały także relacje innych oskarżonych i świadków, zapisy przejazdów skradzionych samochodów, dokumenty, przepływy finansowe oraz karta jednego z aut zabezpieczona podczas przeszukania domu zawodnika MMA.
Na wniosek prokuratora wobec Jakuba Ś. zastosowano nadzwyczajne złagodzenie kary – sąd uznał bowiem, że przekazał organom ścigania istotne i wcześniej nieznane informacje o przestępstwach oraz pomógł ustalić skalę procederu i role innych oskarżonych. Jakub Ś. został skazany na karę łączną czterech lat pozbawienia wolności, której wykonanie warunkowo zawieszono na osiem lat.
Podpalenie samochodu. Co ustalono?
Osobny wątek sprawy dotyczył podpalenia samochodu. Według ustaleń opisanych przez Wirtualną Polskę w marcu 2017 r. Jakub Ś. spotkał się z Mamedem Ch. w centrum handlowym przy okazji premiery książki „Lepiej byś tam umarł”, którą zawodnik MMA napisał razem ze Szczepanem Twardochem.
Podczas rozmowy miała pojawić się informacja, że były mąż partnerki Jakuba Ś. zawiadomił policję o nielegalnym przetrzymywaniu przez niego dzikich zwierząt. Jakub Ś. miał wpaść w złość i namówić Mameda Ch. do zniszczenia samochodu mężczyzny w ramach odwetu. Ustalił markę, kolor i numer rejestracyjny pojazdu oraz adres właściciela, a następnie przekazał te informacje sportowcowi. Ten miał zlecić podpalenie auta.
W nocy z 11 na 12 kwietnia 2017 r. samochód rzeczywiście spłonął, a ogień objął również stojący obok pojazd. Nagrania z monitoringu okazały się zbyt słabej jakości, aby rozpoznać sprawców lub odczytać tablice rejestracyjne samochodu, którym przyjechali. Podpalaczy nie udało się ustalić.
Mamed Ch. zaprzeczał, aby namawiał kogokolwiek do podpalenia.
Czytaj więcej
Kradli we Francji, legalizowali w Czechach, a w Polsce lewe auta podsuwali nieświadomym klientom. Oszukany został m.in. wicepremier Krzysztof Gawko...
„Zastrzelcie mnie, strzelajcie”. Starcie z policjantami
Wirtualna Polska opisuje również zdarzenie z października 2018 r., gdy policjanci i funkcjonariusze pododdziału antyterrorystycznego zatrzymali bliskiego znajomego Mameda Ch.
Według ustaleń zawodnik MMA czekał przy wyjściu z budynku, gdy funkcjonariusze wyprowadzali zatrzymanego. Miał próbować zablokować im drogę i domagać się zdjęcia znajomemu kajdanek.
Jak wynika z opisanego przez WP uzasadnienia wyroku, Mamed Ch. wyzywał funkcjonariuszy, uderzył jednego z policjantów w klatkę piersiową i krzyczał między innymi: „To nie jest bandyta, zastrzelcie mnie, strzelajcie, kur...”.
Sportowiec przyznał przed sądem, że krzyczał i przeklinał. Zaprzeczył jednak, by dotknął któregoś z policjantów. Sąd nie dał wiary jego wersji. Przy wymierzaniu kary wziął natomiast pod uwagę, że nikt nie odniósł obrażeń oraz że sam zgłosił się później do jednostki i przeprosił.
Broń w domu Mameda Ch. W tym punkcie sportowiec został uniewinniony
W czerwcu 2019 r. funkcjonariusze Biura Operacji Antyterrorystycznych weszli do domu Mameda Ch. Podczas przeszukania znaleźli m.in. rewolwer produkcji tureckiej, na który sportowiec nie miał zezwolenia.
W tym przypadku sąd uniewinnił zawodnika. Mamed Ch. wyjaśniał, że kupił broń w sklepie z militariami jako „zabawkę”, a sprzedawca zapewniał go, że jej posiadanie nie wymaga zezwolenia. Sąd uwierzył jego wyjaśnieniom w tej części.
Nieprawomocny wyrok. Mamed Ch.: Czuję się niewinny
Mamed Ch. został uznany za winnego ośmiu czynów paserstwa – w tym jednego w fazie usiłowania – podżegania do zniszczenia samochodów oraz czynów popełnionych wobec policjantów.
Jak podaje Wirtualna Polska, przy wymierzaniu kary jako okoliczności obciążające sąd wskazał „wysoki stopień społecznej szkodliwości popełnionych czynów, wielość popełnionych przestępstw i działanie w ramach ciągu przestępstw”. Okolicznością łagodzącą była wcześniejsza niekaralność sportowca.
Wyrok nie jest prawomocny. Po jego ogłoszeniu Mamed Ch. opublikował w mediach społecznościowych oświadczenie, w którym zapowiedział odwołanie od rozstrzygnięcia.
„Od początku konsekwentnie przedstawiałem swoje stanowisko i nadal czuję się niewinny” – oświadczył zawodnik MMA. Dodał, że ma zaufanie do dalszego toku postępowania i liczy na ponowną, dokładną ocenę wszystkich okoliczności sprawy na etapie apelacji. „Chcę, żebyście wiedzieli jedno: pozostaję dokładnie tym samym człowiekiem, któremu kibicowaliście przez wszystkie te lata. Nie wydarzyło się nic, co odebrałoby mi wartości, którymi kieruję się w życiu. Wierzę, że prawda sama.” – podkreślił.