Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak globalne zmiany na rynku narkotyków uczyniły z Francji nowy, kluczowy cel dla karteli.
  • Dlaczego kokaina przestała być narkotykiem elit i stała się powszechna w całym społeczeństwie.
  • Jak silne są organizacje mafijne, które toczą krwawą wojnę o kontrolę nad Marsylią.

Korespondencja z Marsylii 
Henri-Christian Giraud, historyk i przez wiele lat redaktor naczelny czołowego tygodnika „Le Figaro Magazine”, przeprowadził się do Marsylii w 2007 r. – Od tego czasu zmieniło się tu wiele. Tradycyjnie La Canebière (szeroki bulwar prowadzący od starego portu Marsylii) dzieliła miasto na północne i południowe dzielnice. Ale dziś i tu nie można czuć się bezpiecznie. Gdy córka wieczorem idzie spotkać się ze znajomymi, jestem po prostu przerażony – mówi „Rzeczpospolitej”.

Czytaj więcej

Kazirodztwo i małżeństwa kuzynów. Szwecja reguluje kontrowersyjną praktykę

„Dzielnice północne” – to nazwa, która u wielu budzi grozę. Autobus linii numer 38 zagłębia się w tę część miasta. Miejsce białych pasażerów zajmują kobiety z zakrytymi twarzami, nastolatki o arabskich rysach twarzy. Pojazd mija blokowiska, tzw. cités (gorsze osiedla).

– Lepiej tam nie wchodź, a już na pewno nie mów, że jesteś dziennikarzem – radzi mi Laurent d’Ancona, dziennikarz specjalizujący się w tematach kryminalnych lokalnego dziennika „La Provence”.

Kokaina na telefon

U wejścia do wielu cités stoją na straży młodzi chłopcy. Gdy zobaczą, że zbliża się ktoś podejrzany, krzyczą „ara”. To znak dla dealerów narkotykowych, że trzeba zwijać interes. Albo chwycić za broń.

Piotr (fałszywe imię), funkcjonariusz elitarnych jednostek policji CRS (Compagnies Républicaines de Sécurité) o polskich korzeniach dobrze zna te klimaty.

– W Marsylii jest wiele stref „no-go”. Tam siły porządkowe nie wchodzą inaczej niż w sile przynajmniej trzech radiowozów, w pełnym rynsztunku bojowym. Nieraz jesteśmy wzywani, bo lekarze czy mechanicy, którzy mają odblokować kogoś w windzie, nie chcą iść tam sami – tłumaczy.

Czytaj więcej

Nowa fala uzależnień. ONZ raportuje: kokaina powszednieje, ceny spadają

Marsylia to było zawsze miasto większych lub mniejszych przestępców. Wiadomo: port, i to położony blisko Afryki. Ale to, co się dziś dzieje, nie ma precedensu w historii miasta. Na miejscu pojedynczych kryminalistów pojawiły się doskonale zorganizowane mafie. W tym ta największa, DZ Mafia, której macki sięgają do wszystkich większych i mniejszych miast kraju. To z tego powodu Marsylię uważa się za „narkotykową stolicę kraju”.

Szczególnym problemem jest kokaina. Francja przeżywa prawdziwą eksplozję jej konsumpcji. Już półtora miliona Francuzów sięga po biały proszek – podają władze. Dwa razy więcej niż jeszcze kilka lat temu. Na to składa się kilka czynników. Jednym z nich jest gwałtowny wzrost podaży. Nie tylko produkcja w Kolumbii, Peru, Boliwii eksploduje, ale rynek zbytu w Stanach Zjednoczonych jest przepełniony, po części z powodu wysokiego spożycia syntetycznego narkotyku fentanylu. Południowo-amerykańskie gangi zaczęły więc penetrować rynek europejski. Francja jest tu wyjątkowo wdzięcznym klientem, bo ma drugi na świecie największy obszar wód przybrzeżnych. A to przez morze przechodzi większość przemytu.

Czytaj więcej

Dla pokolenia Z marihuana jest odtrutką na alkohol

– Chcesz zaopatrzyć się w kokainę? Podaż jest tak wielka, że nie ma dziś z tym najmniejszego problemu. Możesz pojechać do cités, jest tam przynajmniej pięćdziesiąt punktów dealerskich. Ale możesz też zamówić dostawę do domu, przez internet czy telefon – mówi Laurent d’Ancona. Jego zdaniem rozwinęły się w ten sposób we Francji dwa światy: ten teoretyczny i ten realny. Bo oficjalnie wszystko, co związane z kokainą jest zakazane: za przyłapanie na jej spożyciu grozi blisko 4 tys. euro kary i do roku więzienia. Ale to przepisy martwe. Tym bardziej, że na rynku pojawiły się bardzo małe dawki narkotyku, pastylki za 10 czy 15 euro. Wykryć je jest trudno.

– Epidemia kokainy powinna być traktowana jak problem zdrowotny, nie kryminalny – dowodzi Laurent d’Ancona.

Narkotyk, aby przetrwać w pracy

Przez lata kokaina to był narkotyk elit. Zażywany w czasie imprez weekendowych, zarezerwowany dla bogaczy, artystów. Ale to już przeszłość. Dziś konsumpcja białego proszku rozlała się na całe społeczeństwo. Jest popularna wśród rolników, mieszkańców małych miast, budowlańców, dozorców. Z używki rekreacyjnej stała się substancją zażywaną w pracy. Pomaga przetrwać codzienne życie w społeczeństwie, które coraz bardziej pesymistycznie patrzy w przyszłość. Gdy wielu Francuzów nie ma szans na stałą, dobrą pracę; nie stać ich na zakup mieszkania czy atrakcyjne wakacje; i coraz bardziej czują się nieswojo w kraju o masowej imigracji, pokusa ucieczki w alternatywny świat, a raczej jego ułudę, jaką dają narkotyki, jest wielka. 

Wartość narkotykowego rynku Francji szacuje się już na 6-7 mld euro rocznie. Z jednego punktu sprzedaży można wyciągnąć 100 i więcej tysięcy euro miesięcznie. To także wielka pokusa dla młodzieży z rodzin pochodzenia imigracyjnego, która bardzo często ma trudności z ukończeniem porządnych szkół i ze znalezieniem pracy w legalnej gospodarce. Tymczasem nastolatek stający na straży punktu dealerskiego zarabia około 100 euro dziennie. To stawki, o których mógłby tylko marzyć w legalnym świecie. Jeśli jest brutalny i bystry, może też awansować w mafijnej hierarchii. W kraju, w którym 5,3 mln osób albo nie ma żadnej pracy albo musi zadowolić się zatrudnieniem na część etatu, to są kuszące perspektywy.

Czytaj więcej

Policjanci nie tylko ścigają za narkotyki, niektórzy je biorą. Problem narasta

Tyle że mafijna kariera może okazać się krótka. Miastem regularnie wstrząsają porachunki. – Zlecenie zabójstwa to koszt od 5 do 20 tys. euro. Zależy, kogo masz na celowniku. Jeśli to będzie Amine Kessaci, stawka jest oczywiście wyższa – mówi Laurent d’Ancona. Chodzi o aktywistę, który w 2022 r. stracił w porachunkach narkotykowych swojego brata Brahima. Od tego czasu okazał się na tyle skuteczny w mobilizowaniu lokalnych społeczności przeciwko mafiom, że mianowano go zastępcą mera Marsylii. Jednak gangi uważają go za zdrajcę i wydały przeciw niemu wyrok śmierci. Jest więc stale chroniony przez policję.

Po wygranej przez DZ Mafia walce o kontrolę nad Marsylią z konkurencyjnym gangiem Yoda, sytuacja się nieco uspokoiła. Ale ostatnio walka o intratny rynek znów się nasiliła. Pojawiła się konkurencyjna struktura: DZ Nouvelle Génération. Porachunki znów przybrały więc na sile. 80 proc. zleceń na zabójstwo jest wydawanych z więzienia przez zatrzymanych bossów. Niczym hydra, obcięte macki mafii odradzają się z jeszcze większą siłą.