Greg Smith powiedział, że mężczyzna w wdrapał się na dach budynku znajdującego tuż obok wydarzenia w hrabstwie Butler. Dodał, że wskazał policjantom uzbrojonego mężczyznę. Smith powiedział, że wraz z kilkoma innymi uczestnikami wiecu zauważyli napastnika około pięciu minut po rozpoczęciu przemówienia Trumpa. - Zauważyliśmy gościa czołgającego się na dachu budynku obok nas, 50 stóp dalej – powiedział. - Miał karabin, wyraźnie widzieliśmy karabin.
- Wskazaliśmy na niego policjantom. Funkcjonariusze byli tam na dole i biegali po ziemi. „Hej, człowieku, na dachu jest facet z karabinem” - zawołaliśmy... a policja nie wiedziała, co się dzieje. Myślę sobie: „Dlaczego Trump wciąż przemawia, dlaczego nie ściągnęli go ze sceny?”. Chwilę później padło pięć strzałów — relacjonował.
Czytaj więcej
FBI zidentyfikowało napastnika, który w sobotę wieczorem strzelał do Donalda Trumpa na wiecu w Pensylwanii.
Powiedział, że później widział, jak agenci strzelali do uzbrojonego mężczyzny: „Wpełzli na dach, wycelowali w niego bronią, upewnili się, że nie żyje. Nie żył. To było wszystko – koniec”.
"Padły strzały: po prostu pstryk, pstryk, pstryk"
Kandydat Partii Republikańskiej do Senatu Dave McCormick także był świadkiem incydentu, siedział w pierwszym rzędzie. McCormick opowiedział potem telewizji CNN, że widział atak na Donalda Trumpa i słyszał „serię strzałów – około siedmiu lub ośmiu – po prostu 'pstryk, pstryk, pstryk'”. - Nagle zapanował chaos. Secret Service natychmiast osłoniło prezydenta, a tłum natychmiast padł na ziemię – powiedział McCormick.
Joseph Meyn, chirurg z Grove City w Pensylwanii, opowiada, że padło "siedem strzałów w krótkich odstępach czasu, w czasie krótszym niż dwie lub trzy sekundy".
Republikański kongresmen Dan Meuser zrelacjonował, że siedział w pierwszym rzędzie z McCormickiem i innym kongresmenem z Pensylwanii Mike’em Kellym, a widz, który został śmiertelnie postrzelony, znajdował się „nie więcej niż 20 stóp za nimi”.
Czytaj więcej
Podczas wiecu wyborczego republikańskiego kandydata na prezydenta, Donalda Trumpa, doszło do próby zamachu. Trump został lekko ranny, zamachowiec i...
Agenci „szybko zareagowali” po zamachu
Anthony Guglielmi, rzecznik Secret Service, poinformował, że agenci „zneutralizowali strzelca” i „szybko zareagowali, stosując środki ochronne”. Incydent — jak dodał - jest badany pod kątem próby zamachu.
Secret Service potwierdziło, że dwie osoby nie żyją. To strzelec i jeden z uczestników wydarzenia. Dwóch widzów zostało ciężko rannych. Policja stanowa poinformowała, że ofiarami strzelaniny byli wyłącznie mężczyźni; ich nazwiska nie zostały ujawnione.
Źródła w organach ścigania poinformowały telewizję CBS News, że mężczyzna strzelał z karabinu typu AR z odległości 200-300 stóp. Znajdował się na dachu szopy poza obwodem bezpieczeństwa ustanowionym przez Secret Service, podały źródła w organach ścigania.