Urodzony w 1976 roku Masterson wystąpił w serialu telewizyjnym "Różowe lata 70.", który był emitowany w latach 1998-2006.
Czyny, za które był sądzony, Masterson popełnił w latach 2001-2003.
Prokuratorzy argumentowali, że 47-letni Masterson oparł się na swoim statusie wybitnego scjentologa, aby uniknąć odpowiedzialności.
Masterson został uznany winnym w maju podczas ponownego procesu, po tym jak pierwsza ława przysięgłych nie była w stanie wydać werdyktu w 2022 roku.
Czytaj więcej
Niektóre niemieckie media odnotowują oburzenie polskiego rządu sprawą zgwałcenia 18-latka z Polski na stacji metra w Monachium.
Aktor został skazany po tym, jak trzy kobiety zeznały, że dopuścił się napaści na tle seksualnym w jego hollywoodzkim domu w latach 2001–2003, czyli u szczytu jego telewizyjnej sławy. Przed dokonaniem gwałtu Masterson miał podać swoim ofiarom narkotyki.
Uznano go za winnego gwałtu na dwóch z trzech kobiet. Po skazaniu uznano, że istnieje ryzyko ucieczki i Mastertona osadzono w areszcie.
W czwartek aktor usłyszał wyrok - został skazany na 30 lat więzienia.
Scjentolodzy zastraszali ofiary
Masterson został po raz pierwszy oskarżony o gwałt w 2017 r., w szczytowym okresie ruchu #MeToo. Zaprzeczył oskarżeniom i zapewnił, że do wszystkich spotkań doszło za obopólną zgodą.
Zarzuty postawiono po trzyletnim dochodzeniu prowadzonym przez policję w Los Angeles. W dwóch pozostałych sprawach prokuratorzy nie postawili zarzutów ze względu na niewystarczające dowody i przedawnienie.
W czasie napaści Masterson i wszystkie trzy jego ofiary były scjentologami. Kobiety stwierdziły, że zajęło im lata, zanim zgłosiły się na policję, ponieważ urzędnicy Kościoła scjentologicznego zastraszali je przed zgłaszaniem gwałtu.
Według prokuratorów scjentolodzy powiedzieli jednej z ofiar, że zostanie wyrzucona z Kościoła, jeśli nie podpisze umowy o zachowaniu poufności i nie przyjmie płatności w wysokości 400 000 dolarów.
W swoim oświadczeniu wydanym po majowym wyroku Kościół stwierdził, że „nie ma ani odrobiny dowodów na poparcie skandalicznych zarzutów, jakoby Kościół nękał oskarżycieli”.