– Rosja obecnie nie zareaguje, a powinna. Po śmierci „Giwiego" i „Motoroli" nie reagowała – powiedział „Rzeczpospolitej" moskiewski ekspert Siergiej Markow.

31 sierpnia „prezydent Doniecka" zginął w wybuchu bomby przy wejściu do miejscowej kawiarni „Separ" („Separatysta"), której właścicielem był szef jego własnej ochrony. Mimo początkowych oskarżeń pod adresem Kijowa o dokonanie zabójstwa, w Moskwie zapanowała konsternacja. W niedzielę w nocy do Doniecka przyleciała grupa rosyjskich śledczych, którzy mają wyjaśnić, kto i dlaczego zabił Zacharczenkę. – Grupa poważnych facetów od samego Putina – opisał przybyłych rosyjskim mediom jeden z donieckich działaczy.

W ciągu dwóch lat na terenie Donbasu w zamachach zginęło co najmniej 12 dowódców separatystów różnego szczebla, a kilku uciekło do Rosji (w tym oficer rosyjskiego wywiadu wojskowego Igor Striełkow). Największym echem odbiły się zabójstwa Arsena Pawłowa, pseudonim Motorola (16 października 2016 roku) oraz Michaiła Tołstycha, pseudonim Giwi (8 lutego 2017). Obaj byli znienawidzeni przez Ukraińców za publiczne bicie i znęcanie się nad ukraińskimi jeńcami. Motorola wyleciał w powietrze w windzie, a Giwi zginął w swoim biurze trafiony ładunkiem zapalającym.

Obecnie – tak jak i w poprzednich przypadkach – Rosja oskarżyła Kijów. Ale Ukraińcy wskazują, że od początku lipca narastał konflikt między Zacharczenką a jego moskiewskimi opiekunami. Kreml domagał się od niego rozbrojenia tzw. Gwardii Republikańskiej – ostatnich formacji w Donbasie niepodlegających rosyjskim oficerom. Zacharczenko sprzeciwiał się, nie chcąc podzielić losu „prezydenta" sąsiedniego Ługańska Igora Płotnickiego. W listopadzie 2017 roku ten ostatni został obalony w bezkrwawym zamachu stanu. Ponieważ nie podlegały mu żadne oddziały, nie miał kto bronić jego władzy i w efekcie musiał uciekać do Moskwy.

Poza niezgodą na rozbrojenie Gwardii Zacharczenko denerwował Kreml nieumiejętnością zarządzania doniecką gospodarką i rozkradaniem moskiewskich dotacji. Sytuacja gospodarcza pogarsza się tam od półtora roku (gdy Zacharczenko znacjonalizował przedsiębiorstwa należące do Ukraińców), a Rosja ma zbyt małe zasoby, by wspierać region.

20 sierpnia ogłoszono w Doniecku, że nie odbędą się tam zaplanowane na jesień wybory prezydenckie. A to oznaczało, że u władzy bezterminowo pozostanie nielubiany na Kremlu Zacharczenko.

Część rosyjskich dziennikarzy wskazuje na inny, ewentualny motyw kierujący zabójcami. Prorosyjski bloger Aleksander Szarij twierdzi, że władze w Doniecku może przejąć Aleksander Chodakowski „czystszy (tzn. nieoskarżany o dokonywanie zbrodni w czasie walk – red.), bardziej zrozumiały i wygodniejszy w rozmowach z Kijowem". Szarij sugeruje, że zabójstwo Zacharczenki jest przygotowaniem do negocjacji z Ukraińcami, ale po marcowych wyborach prezydenckich na Ukrainie. ©?

—Andrzej Łomanowski