Materiał przygotowany przez firmę Da Grasso

Prawdziwy biznes zaczyna się jednak dzień później.

Kiedy trzeba ułożyć grafik, sprawdzić koszty, odpowiedzieć na opinię klienta, zamówić towar i zastanowić się, dlaczego wtorkowy wieczór był słabszy, niż zakładaliśmy. Właśnie wtedy okazuje się, czym naprawdę jest franczyza.

Da Grasso zna tę codzienność od 30 lat. Dziś sieć liczy ponad 200 lokali w całej Polsce. Za tą skalą stoi doświadczenie lokalnych przedsiębiorców działających w bardzo różnych miastach, warunkach i modelach biznesowych.

Franczyza ma przy tym ciekawy paradoks. Z jednej strony przedsiębiorca chce działać na własny rachunek. Z drugiej – właśnie po to wybiera sieć, żeby nie wymyślać wszystkiego od początku. Dobry model powinien te potrzeby pogodzić.

„Franczyza to dla nas relacja, a nie tylko umowa. My dajemy markę, doświadczenie i zaplecze, ale partner zna swoje miasto, swoich klientów i swój zespół. Najlepszy efekt pojawia się wtedy, gdy obie strony naprawdę wnoszą coś do tego biznesu” – mówi Magdalena Niewiadomska-Piróg, prezes Da Grasso.

Własny biznes, ale nie samotny

Po stronie sieci są marka, know-how, zakupy, technologia, marketing i standardy. Partner odpowiada za to, czego żadna centrala nie zrobi za niego: zespół, lokalne relacje, codzienną jakość i wynik.

Dlatego współpraca zaczyna się przed dniem otwarcia. Da Grasso pomaga ocenić lokalizację, ruch, konkurencję i warunki najmu, przygotowuje projekt i aranżację, wspiera inwestycję, rekrutację, szkolenia oraz start restauracji. Po otwarciu dochodzą POS, sprzedaż online, własne call center, centralni dostawcy, marketing i koordynator regionalny.

To właśnie wtedy widać różnicę między zakupem licencji a wejściem do działającego systemu. Prawdziwym testem franczyzy nie jest dzień otwarcia, tylko zwykły wtorek kilka miesięcy później, kiedy trzeba rozwiązać problem z personelem, poprawić wynik albo zareagować na coś, czego nie było w planie.

O pieniądzach bez drobnego druku

Franczyza jest biznesem, więc wcześniej czy później rozmowa schodzi na liczby. I dobrze.

Według aktualnej oferty Da Grasso inwestycja w format Ekspres zaczyna się od 200 tys. zł netto, a w restaurację klasyczną – od 350 tys. zł netto. Jednorazowa opłata licencyjna wynosi 15 tys. zł netto, marketing – około 1600 zł netto miesięcznie, a prowizja 6,5 proc. dotyczy zamówień realizowanych przez stronę dagrasso.pl i call center. Miesięczna stała opłata franczyzowa wynosi 0 zł.

Istotnym elementem modelu jest wsparcie inwestycyjne. Da Grasso komunikuje możliwość pokrycia do 50 proc. kosztów otwarcia – m.in. poprzez projekt i aranżację, część sprzętu kuchennego i POS, gwarancję kaucji najmu oraz leasing pozostałego wyposażenia. Ostateczny poziom inwestycji zależy od formatu, lokalizacji i stanu lokalu.

Nie chodzi jednak o to, by franczyzę sprowadzić do tabeli w Excelu. Ważniejsze jest, żeby kandydat jeszcze przed podpisaniem umowy rozumiał, za co płaci, co otrzymuje i gdzie jest odpowiedzialność każdej ze stron.

Ten sam sos, różne miasta

Da Grasso od dawna rozwija się również poza największymi aglomeracjami. I właśnie tam szczególnie dobrze widać sens franczyzy.

Restauracja w Warszawie, Świeciu czy niewielkim mieście działa pod tą samą marką, ale w innym lokalnym rytmie. Inne są okazje, zwyczaje klientów, konkurencja i sposób budowania relacji z gośćmi. Centrala nie musi tego wiedzieć lepiej od człowieka, który prowadzi restaurację na miejscu.

Dlatego standard i lokalność nie powinny się ze sobą kłócić. Jakość produktu, bezpieczeństwo, kluczowe procesy czy identyfikacja marki muszą być powtarzalne. Ale lokalny marketing, relacje ze społecznością i sposób wykorzystania miejscowych okazji wymagają przedsiębiorczości partnera.

To także powód, dla którego wybór franczyzobiorcy jest równie ważny jak lokalizacji. Najlepszy system niewiele pomoże bez właścicielskiego myślenia. Z kolei dobry przedsiębiorca potrzebuje przestrzeni, by wykorzystać znajomość własnego rynku, zamiast jedynie odtwarzać centralne instrukcje.

Nie po to wchodzisz do sieci, żeby zostać sam

Największa wartość franczyzy ujawnia się wtedy, kiedy coś trzeba poprawić. Słabsza sprzedaż. Problem z personelem. Zmiana zachowania klientów. Potrzeba lokalnej akcji. Decyzja o drugim lokalu.

W pojedynczej restauracji każda taka sytuacja może być nowym doświadczeniem. W sieci zazwyczaj ktoś już wcześniej przez podobny problem przeszedł. Przy ponad 200 lokalach ta wiedza staje się jednym z mniej oczywistych, ale bardzo praktycznych aktywów systemu.

Dla części franczyzobiorców pierwszy lokal staje się początkiem większego biznesu. Da Grasso wspiera partnerów także przy analizie kolejnych lokalizacji i rozwoju wielolokalowym. To potwierdzenie, że model współpracy działa na tyle dobrze, by skalować go dalej.

I być może właśnie na tym polega dziś najbardziej

dojrzała franczyza. Nie na kopiowaniu jednego schematu, lecz na połączeniu skali dużej organizacji z energią lokalnych przedsiębiorców. Franczyzobiorca nadal prowadzi własny biznes, podejmuje decyzje, zarządza ludźmi i odpowiada za wynik. Po prostu nie musi wszystkiego odkrywać sam.

„Nie interesuje nas rozwój za wszelką cenę. Chcemy otwierać lokale tam, gdzie marka, partner i lokalizacja mają realny potencjał. Franczyza działa wtedy, gdy obie strony myślą długofalowo” – podsumowuje Magdalena Niewiadomska-Piróg.

Materiał przygotowany przez firmę Da Grasso