Pod koniec 2020 r. w Alejach Ujazdowskich w Warszawie odbyła się zorganizowana przez Greenpeace Polska i Ogólnopolski Strajk Kobiet manifestacja w obronie klimatu pod hasłem: „Spacer dla Przyszłości”. W jej trakcie policjanci zatrzymali kilka osób i wywieźli je do komend na ul. Wilczą i Zakroczymską. W solidarności z zatrzymanymi zorganizowano protest. W trakcie doszło do incydentów, w czasie których jeden z funkcjonariuszy miał złamać rękę 19-letniej aktywistce.

We wtorek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba przekazał, że śledztwo w tej sprawie po raz kolejny zostało umorzone.

„Wobec braku zażalenia ze strony pełnomocnika, prawomocne stało się poprzednie postanowienie o umorzeniu w zakresie zachowań związanych ze sposobem i przebiegiem zatrzymania pokrzywdzonej” - poinformował.

Prokuratura odpowiada na zaczepkę Giertycha

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie wyjaśnił też, że pełnomocnik pokrzywdzonej mec. Roman Giertych zaskarżył poprzednio wydane postanowienie wyłącznie w zakresie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Policji. Przekroczenie polegało na nieprawidłowym zastosowaniu wobec pokrzywdzonej środków przymusu bezpośredniego, czego skutkiem było tzw. złamanie spiralne jej lewej ręki. W tym zakresie sąd uchylił poprzednie postanowienie o umorzeniu.

Skiba zastrzegł, że prokurator wykonał wszystkie czynności zlecone przez sąd – dosłuchał świadków, ponownie poddał szczegółowym oględzinom wszystkie zebrane w sprawie nagrania, a także uzyskał uzupełniającą opinię biegłego z zakresu prawidłowości stosowania środków przymusu bezpośredniego.

„Analiza tak uzupełnionego materiału dowodowego potwierdziła, że mechanizm złamania ręki pokrzywdzonej był wieloczynnikowy. Nałożyły się bowiem siły wynikające z trzymania przez funkcjonariuszy pokrzywdzonej oraz jej zachowania – nagłych zmianach pozycji ciała względem prowadzących ją policjantów. Nie stwierdzono, żeby dźwignia łokciowo-barkowa była założona w sposób nieprawidłowy, ani żeby policjant zwiększał ucisk na ramię pokrzywdzonej” - wytłumaczył.

Dodał, że zastosowane przez funkcjonariusza środki przymusu bezpośredniego były adekwatne do okoliczności, a zdarzenie było efektem nieszczęśliwego wypadku, a nie złej woli czy niedbalstwa ze strony policjanta.

Postanowienie nie jest prawomocne. Przysługuje od niego zażalenie do prokuratora nadrzędnego.

Czytaj więcej

Sprawa „dwóch wież” umorzona. Prokuratura potwierdza, będzie zażalenie

Początkowo śledczy nie dopatrzyli się znamion czynu zabronionego

Pierwotnie postępowanie zostało umorzone z powodu „braku znamion czynu zabronionego”. W październiku 2024 r. zostało ono wznowione, a następnie ponownie umorzone - z tego samego powodu, co wcześniej.

W trakcie śledztwa ustalono, że podczas manifestacji przed komendą policji funkcjonariusze wzywali do zachowania zgodnego z prawem - rozejścia się ze względu na panującą epidemię COVID-19. Informowali przy tym, że w razie niezastosowania się do poleceń mogą być stosowane środki przymusu bezpośredniego. Tego samego wieczora, po godz. 22.00 policjanci otrzymali polecenie podjęcia interwencji z zgłoszeń okolicznych mieszkańców dotyczących zakłócania ciszy nocnej.

Do złamania miało dojść, kiedy policjant, prowadząc 19-letnią aktywistkę do radiowozu, zastosował wobec niej środek przymusu bezpośredniego w postaci dźwigni łokciowo-barkowej na jej lewą rękę, a ona sama próbowała się wyszarpać z jego chwytu. W ocenie biegłych złamanie było efektem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności.