Miłosz S. z Poznania, wynajmujący lokal na escape room w Koszalinie, został skazany na dwa lata więzienia za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa w postaci pożaru. Podobny wyrok usłyszał pracownik escape roomu Radosław D., który wpuścił nastolatki do pokoju zagadek. Natomiast babcia i matka Miłosza S., na które zarejestrowana była firma, Małgorzata W. i Beata W., zostały skazane na rok w zawieszeniu na trzy lata.
Wszyscy skazani mają też zapłacić solidarnie po 200 tysięcy złotych nawiązki każdemu z rodziców nastolatek.
Czytaj więcej
Przy ul. Piłsudskiego w Koszalinie doszło do pożaru w tzw. escape roomie. Nie żyje pięć osób, a jedna została ranna.
W pokoju zagadek zginęło pięć przyjaciółek
Pożar w koszalińskim escape roomie "To Nie Pokój" w Koszalinie przy ul. Piłsudskiego 88 wybuchł 4 stycznia 2019 r. Zginęło wówczas pięć koleżanek z jednej klasy w gimnazjum. Świętowały urodziny jednej z nich. Dziewczęta zatruły się gazami pożarowymi. Ciężkich poparzeń ciała doznał też pracownik lokalu.
Jak wykazało śledztwo, w escape roomie nie przygotowano żadnych dróg ewakuacji, nagromadzono materiały łatwopalne, które były głównie w poczekalni obiektu, ale także w poszczególnych pokojach zagadek. Jedynym źródłem ogrzewania budynku były przenośne piecyki gazowe zasilane z butli. Rozszczelnienie jednej z nich miało być źródłem późniejszego pożaru, w którym zginęły nastolatki.
Po tragedii Państwowa Straż Pożarna na polecenie ówczesnego szefa MSWiA przeprowadziła kontrole 520 escape roomów w całym kraju. Wykazały one prawie 2 tys. uchybień, w 102 przypadkach wydano zakaz eksploatacji lokali.
Śmierć w escape roomie: oskarżeni nie przyznali się do winy
Proces ruszył 14 grudnia 2021 r. Oskarżeni odpowiadali z wolnej stopy. Nie przyznawali się do winy, próbowali wzajemnie przerzucać się odpowiedzialnością. Groziło im do ośmiu lat pozbawienia wolności.
- Powinniście honorowo przyznać się do winy, wziąć odpowiedzialność za siebie i ponieść zasłużoną karę. Jeżeli tego nie zrobicie, postawicie się w szeregu zbrodniarzy, morderców – mówił ojciec jednej ze zmarłych 15-latek.
Do sądu trafiło czterdzieści tomów akt, m.in. ekspertyzy oraz opinie biegłych m.in. z zakresu pożarnictwa. W procesie sąd przesłuchał ponad stu świadków.