Podsumowaniu pierwszego tygodnia działania Zintegrowanego Informatora Pacjenta (ZIP) była poświęcona wczorajsza konferencja prasowa zorganizowana wspólnie przez centralę Narodowego Funduszu Zdrowia i generalnego inspektora ochrony danych osobowych.
Chodzi o serwis uruchomiony 1 lipca przez NFZ. Każdy pacjent może w nim sprawdzić, z jakich usług korzystał od 2008 r. w publicznej służbie zdrowia i ile one kosztowały.
– Uruchomiliśmy informator po to, by obywatel wiedział, jak płatnik wydaje jego pieniądze – podkreślała Agnieszka Pachciarz, prezes NFZ.
W ZIP pacjent znajdzie również informacje o tym, do jakiego lekarza rodzinnego jest zapisany, jakie recepty refundowane zrealizował oraz ile fundusz dopłacił do jego leków.
Rafał Wiewiórowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych, zapewniał, że informacje te są w pełni zabezpieczone w ZIP.
– Dostęp do serwisu ma tylko chory i nikt nie może go zmuszać, aby przekazywał dane osobom trzecim – mówił.
NFZ i GIODO zwracali uwagę, że na serwerze ZIP urzędy nie przechowują danych osobowych pacjentów, tj. nazwiska, adresu, numeru PESEL. Dlatego na podstawie informacji zawartych w ZIP nie da się zidentyfikować osoby, której dotyczą. Dostęp do serwisu ma tylko zainteresowany za pomocą bezpiecznego hasła i loginu przekazywanego w siedzibie NFZ.
Trzeba jednak podkreślić, że w ZIP nie ma dzieci i młodzieży do 18. roku życia. GIODO i NFZ zastanawiali się, jak rozwiązać problem dostępu do konta dzieci i czy do obejrzenia tych danych mogliby być upoważnieni np. rodzice.
Z danych, które zaprezentował NFZ, wynika, że do funduszu w ciągu tygodnia zgłosiło się 23 tys. pacjentów, którzy chcą mieć dostęp do swojego konta.