Jacek Krawczyk był murowanym kandydatem na szefa Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego, ważnej instytucji doradczej reprezentującej pracodawców, pracobiorców i organizacje pozarządowe. Jednak we wtorek biuro EKES, najwyższa władza tej instytucji, zaapelowało do Polaka o ustąpienie ze stanowiska szefa grupy pracodawców i wycofanie kandydatury na szefa EKES. To efekt postępowania specjalnego organu, który badał zarzuty o mobbing, po skargach złożonych do unijnego urzędu OLAF.

Wybory nowego przewodniczącego na 2,5-letnią kadencję zaplanowano na październik i polski menedżer ma poparcie swojej grupy pracodawców, której szefuje już po raz trzeci. Niestety, jego szanse mogą zostać zniwelowane przez oskarżenia o mobbing, OLAF bada skargi 13 pracowników EKES, z czego dwie dotarły do belgijskiej prokuratury.

– Odrzucam kategorycznie te oskarżenia. Będę w stanie udowodnić, że OLAF się myli – powiedział „Rzeczpospolitej" Krawczyk.

Popierający go europejscy pracodawcy na razie stoją za nim i piszą o swoich zastrzeżeniach. Ich zdaniem wewnętrzne postępowanie w EKES jest niezgodne z prawem. Wsparcie wyrazili w ostatni piątek, kiedy wiadomo było już, jakie są rekomendacje komitetu doradczego. Długi list w tej sprawie napisał Stefano Mallia, który w zastępstwie Krawczyka (ma chwilowo kłopoty ze zdrowiem) szefuje teraz grupie pracodawców. Mallia wskazał na liczne nieprawidłowości proceduralne w postępowaniu przeciw Polakowi.

Krawczyka w obronę wziął też Markus Breyer, dyrektor generalny BusinessEurope, największej organizacji pracodawców prywatnych w UE. Jej członkiem jest Konfederacja Lewiatan, której Polak jest wiceprzewodniczącym.

Krawczyk nie chce wycofać kandydatury. – Na dzisiaj jestem jedynym kandydatem – powiedział. Według niego oskarżenia pojawiły się, dopiero gdy został kandydatem na szefa EKES. – Członkiem EKES jestem od 16 lat, trzy razy z wyboru kolegów szefem grupy pracodawców, a także wiceprezydentem komitetu ds. budżetu. Menedżerem jestem od 30 lat. Nigdy nie było żadnych zastrzeżeń – powiedział.