Raul Castro i jego zmarły, starszy brat Fidel przewodzili grupie rebeliantów, która w 1959 r. obaliła dyktatora wspieranego przez USA. Doprowadziło to do trwającego dziesięciolecia kryzysu w stosunkach z Waszyngtonem.

Rewolucja na Kubie zainspirowała lewicowe ruchy w Ameryce Łacińskiej, ale obecnie region przesuwa się w prawo, a przykładem jest inauguracja skrajnie prawicowego prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro.

Niektórzy z najbliższych sojuszników Kuby, Wenezuela i Nikaragua, są pogrążeni w kryzysie, a prezydent USA Donald Trump zaostrza swoje embarga, po tym jak jego poprzednik Barack Obama próbował naprawić stosunki z Hawaną.

- Po raz kolejny rząd USA wkracza na drogę konfrontacji z Kubą - powiedział Castro. 

Przemówienie Castro, który ustąpił z urzędu prezydenta w kwietniu, ale pozostaje na czele Partii Komunistycznej do 2021 roku, było częścią ceremonii na cmentarzu, na którym pochowani są zarówno Fidel Castro jak i bohater niepodległości Jose Marti.

- Coraz częściej wysocy rangą urzędnicy USA próbują obwiniać Kubę za wszystkie bolączki regionu - dodał.

Doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego, John Bolton, powiedział w listopadzie, że Waszyngton zajmie bardziej zdecydowane stanowisko w sprawie Kuby, Wenezueli i Nikaragui, nazywając te państwa "trojką tyranii".