Reklama

Covid pcha Europę w ramiona Chin

Kilka dni temu sekretarz stanu Mike Pompeo objeżdżał kraje Unii, aby wymóc ograniczenie współpracy z Pekinem. Szef chińskiej dyplomacji Wang Yi jedzie jego śladem w celu udaremnienia tej ofensywy.

Publikacja: 31.08.2020 21:00

Ministrowie spraw zagranicznych Włoch i Chin, Luigi di Maio i Wang Yi

Ministrowie spraw zagranicznych Włoch i Chin, Luigi di Maio i Wang Yi

Foto: AFP

Włochy, Holandia, Francja i Niemcy – te cztery kraje Chińczycy traktują priorytetowo nie tylko z uwagi na duże znaczenie gospodarcze, ale także gotowość do coraz większego zdystansowania się do Waszyngtonu.

Największy sukces Wang na razie odniósł w Rzymie. Tu Luigi di Maio, szef MSZ, otwarcie przyznał, że oba kraje łączy „strategiczne partnerstwo". Włochy były pierwszym państwem na naszym kontynencie, które przystąpiło do kluczowego projektu Xi Jinpinga Jednego Pasa i Jednej Drogi. Chodzi o sieć projektów transportowych, które mają ułatwić zacieśnienie współpracy gospodarczej. Co jeszcze bardziej znaczące, włoski lewicowy rząd odmówił wprowadzenia ograniczeń dla budowy przez Huawei sieci internetowej piątej generacji 5G.

Czytaj także: Ameryka ma prawo być zawiedziona umową z Chinami

– Nie pozwolimy, aby inne kraje niszczyły współpracę, jaką zawiązały suwerenne państwa – oświadczył Wang Yi.

Włochy były obok Hiszpanii i Francji tym krajem Unii, którego gospodarka najbardziej ucierpiała z powodu pandemii. Państwo desperacko szuka więc źródeł pobudzenia koniunktury. Na tym bardzo mocno grają Chińczycy.

Reklama
Reklama

Ale to jest argument, który jest także skuteczny w kontaktach z Niemcami. W czerwcu niemiecki eksport do Chin wzrósł o 14,9 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca, bo Państwo Środka zdołało relatywnie szybko opanować zarazę. W tym samym czasie sprzedaż towarów z Niemiec do USA spadła jednak o 20,7 proc. Ameryka z przeszło 6 mln przypadków zakażeń i 183 tys. zgonów została dotknięta jak żaden inny kraj pandemią.

– Musimy utrzymywać z Chinami otwarty dialog – zapowiedziała pojednawczo kanclerz przed przyjazdem w poniedziałek Wang Yi do Berlina.

Jednym z sygnałów, że Niemcy nie zamierzają przyjmować zbyt ostrej linii wobec Pekinu, jest deklaracja Deutsche Telekom, że nadal będzie korzystał ze sprzętu Huawei przy budowie sieci 5G, choć w ograniczonym stopniu. Koncern zaopatruje się przy tej okazji w 30 proc. u chińskich dostawców, ale w 25 proc. u europejskich i w 25 proc. u amerykańskich.

Decydującym testem dla postawy Berlina będzie zawarcie lub nie porozumienia między UE i ChRL o ochronie inwestycji. Chińczycy chcą, aby dokument sankcjonował wszystkie punkty, które są przedmiotem ostrej krytyki Amerykanów, w szczególności transfer wrażliwych technologii, pobłażliwe podejście do ochrony własności intelektualnej oraz przyzwolenie na publiczną pomoc w wielkiej skali dla chińskich firm. Wang zapowiedział, że chciałby, aby taka umowa została zawarta do końcu roku. Czy tak się stanie – nie wiadomo. Niemcom, którzy przewodzą obecnie Unii, nie udało się utrzymać planu organizacji w Lipsku szczytu unijnych przywódców z Xi. W Niemczech narasta także bunt opinii publicznej z powodu działań autorytarnego, chińskiego reżimu. Posłowie Bundestagu przyjęli w piątek uchwałę, w której apelują do szefa MSZ Heiko Maasa o „twarde postawienie" w rozmowie z Wangiem Yi sprawy represji przeciw Ujgurom i działaczom demokratycznym w Hongkongu.

– Chiński wąż staje się coraz bardziej groźny. Europa nie może zachowywać się jak królik, którego widok takiego węża paraliżuje. Europa musi z Chinami mówić jednym głosem i twardo bronić swoich wartości – uznał przed przyjazdem szefa chińskiej dyplomacji minister ds. europejskich Michael Roth.

W przeszłości za takimi deklaracjami nie szło jednak zbyt wiele. Dwa dni temu Wang Yi usłyszał zresztą od Emmanuela Macrona wyrazy podobnej „troski" z powodu sytuacji w Hongkongu i losu, jaki został zgotowany Ujgurom. Ale jednocześnie francuski prezydent uznał, że trzeba zacieśnić współpracę m.in. w handlu rolno-spożywczym i przemyśle transportowym.

Reklama
Reklama

Wang Yi poza Unią poświęcił także kilka godzin na przyjazd do Oslo. Relacje z Norwegią zostały zamrożone na sześć lat po tym, gdy Nagrodę Nobla otrzymał w 2010 r. nieżyjący już dziś, a wówczas uwięziony, działacz demokratyczny Liu Xiaobo. W czasie konferencji prasowej szef chińskiej dyplomacji ostrzegł Norwegów, że jeśli Nobel zostanie „upolityczniony" i przyznany obrońcom praw człowieka w Hongkongu, reakcja Pekinu będzie jeszcze ostrzejsza. Czy Komitet Noblowski to uwzględni, okaże się 10 grudnia.

Polityka
Viktor Orbán nasila antyukraińską kampanię. Ambasador wezwany do MSZ
Polityka
Trump zmienia podejście wobec gubernatora Minnesoty. „Nadajemy na tych samych falach”
Polityka
Szef NATO: Europa nie obroni się bez USA. Marzcie dalej
Polityka
Iran: Bunt utopiony we krwi. Gdzie jest najwyższy przywódca Ali Chamenei?
Polityka
Xi Jinping umacnia kontrolę nad armią. Najważniejszy generał odsunięty
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama