Günter Verheugen krytycznie odniósł się do ustalonego na niedawnym szczycie Rady Europejskiej tzw. mechanizmu praworządności.

- "Mechanizm praworządności"... Cóż to za absurdalny termin... Mam nadzieję, że kolejne powiązanie budżetu z tym kuriozalnym mechanizmem nie będzie już miało miejsca - powiedział Onetowi.

Czytaj także:
Szczerski: Przywróciliśmy właściwy porządek polityczny w Unii Europejskiej

- Jaki jest bowiem faktyczny stan rzeczy? Unijny traktat zawiera odpowiednie przepisy pozwalające stwierdzić, czy nastąpiło naruszenie podstawowych wartości, czy nie. Nawet jeśli w opinii niektórych polityków są one dziś niewystarczające, nie zmienia to faktu, że zarówno państwa członkowskie jak i Parlament Europejski pod nimi się podpisały - podkreślił.

Zdaniem Verheugena, zanim wynikająca z obecnych przepisów procedura nie zostanie prawnie zakończona, jakiekolwiek sankcje byłyby jednoznacznie sprzeczne z traktatem. - Innymi słowy, to, co pierwotnie planowane było w Brukseli dla ochrony państwa prawa, byłoby naruszeniem praworządności - stwierdził polityk dodając, że obowiązujących reguł nie wolno dowolnie dopasowywać jak się komu podoba. - Uważam też za całkowicie niesolidarne działanie, jeśli chce się ukarać ludność jakiegoś kraju członkowskiego skoro nie zgadzamy się z polityką jego rządu - powiedział Verheugen.

Mechanizmowi warunkowości sprzeciwiały się Polska i Węgry. Pytany o to stanowisko Verheugen ocenił, że "narodowo-konserwatywna" polityka rządów tych państw "nie jest żadnym wypadkiem przy pracy, tylko efektem wyników wyborów w tych krajach". - I tylko wyborcy w Polsce i na Węgrzech są w stanie wymusić zmiany, jeśli uznają je za konieczne - zaznaczył.

- Uważam, że ideologiczny podkład polityki rządu tak w Polsce jak i na Węgrzech ma swoje zasadnicze źródło w doświadczeniach wyniesionych z dekad transformacji, i że sięga ono znacznie głębiej i dalej niż głośny hałas wyborczy - dodał Günter Verheugen.