Grzegorz Schetyna, szef MSWiA, podjął decyzję o zdjęciu ochrony BOR dwóch prezydenckich ministrów: Anny Fotygi i Macieja Łopińskiego.
Według danych resortu minister Schetyna ograniczył już o połowę liczbę osób chronionych w porównaniu z rządem PiS. – Liczba jest jednak tajna– zastrzega rzecznik MSWiA Wioletta Paprocka.
Takiej informacji nie ujawnia też BOR. – Wszystkie dane dotyczące Biura, w tym liczba funkcjonariuszy, są informacjami niejawnymi – mówi Patrycja Kozub z biura prasowego BOR.
Informując o zdjęciu ochrony ministrów z Kancelarii Prezydenta, Schetyna ujawnił informacje objęte klauzulą tajności, czyli nazwiska osób chronionych niestandardowo.
Zgodnie z ustawą o BOR z 2001 r. wiadomo, że funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu ochraniają: prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej (wraz z małżonką oraz ich małoletnimi dziećmi), marszałków Sejmu i Senatu, premiera i wicepremierów, ministrów spraw wewnętrznych i zagranicznych, byłych prezydentów RP (bez rodzin i dzieci), ambasadorów. Ale także mogą ochraniać “inne osoby ważne ze względu na dobro i interes państwa”, a ich danych się nie ujawnia.
Funkcjonariusze dbają również o bezpieczeństwo posłów, ochraniając budynki Sejmu i Senatu.
Standardowo VIP-a chroni dwóch funkcjonariuszy, ma też do dyspozycji samochód z kierowcą. Ale od reguły są wyjątki. Jarosław Kaczyński jako premier miał dwukrotnie wzmocnioną ochronę. – Szef MSWiA podjął decyzję o ograniczeniu liczby funkcjonariuszy w tym przypadku o połowę, czyli o jeden samochód z kierowcą i dwóch funkcjonariuszy – mówi Paprocka.
Szef MSWiA również o połowę zmniejszył ochronę byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego
Minister spraw wewnętrznych, któremu podlega BOR, może sam przydzielić czasową ochronę osobie “ważnej dla bezpieczeństwa państwa”, która czuje się zagrożona, a podejrzenie, że grozi jej niebezpieczeństwo, jest uzasadnione. Z takiej decyzji nie musi się nikomu tłumaczyć. Generał Mirosław Gawor, wieloletni szef BOR, przyznaje, że to rodzi pole do nadużyć. – Bojących się w tym kraju jest dużo, jeśli mają władzę, to ją wykorzystują. W historii BOR najgorzej wypadły pod tym względem rządy PiS – ocenia.
Według byłego szefa BOR politycy, którzy żądają ochrony z racji wykonywanych obowiązków, powinni zafundować sobie prywatną ochronę. – Na rynku są firmy, często prowadzone przez naszych byłych funkcjonariuszy, które podejmą się takiego zadania za odpowiednie pieniądze – podkreśla generał. Cena jest zaporowa. Polityk musi się liczyć z wydatkiem rzędu 20 tys. zł na miesiąc.
BOR również nie jest tani. Praca jednego funkcjonariusza to ok. 3 tys. zł. Koszty ochrony jednego VIP-a mogą wynieść nawet 40 – 50 tys. zł (w zależności od tego, ilu funkcjonariuszy go chroni i jak jest on aktywny).Dyskusyjna jest sprawa tego, co tak naprawdę zalicza się do “ochrony BOR”. Ani ustawa, ani rozporządzenie nie precyzowały tej kwestii.
– Pewnie ustawodawca liczył na takt ochranianej osoby, ale się przeliczył – stwierdza Gawor. Według byłego szefa BOR wyprowadzanie psów polityków (wytykano to marszałkowi Ludwikowi Dornowi) czy noszenie zakupów (Anna Fotyga) to nadużycie.