W październiku ma się odbyć w Warszawie kongres stowarzyszenia Ruch Poparcia Janusza Palikota. Wcześniej jednak posła czeka sąd w Platformie za jego wypowiedzi na temat zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Dlatego – zdaniem naszych rozmówców – lider lubelskiej PO uaktywnił się w poważnej polityce. Kilka dni temu zaapelował w blogu do marszałka Sejmu o skrócenie wakacji części posłom z komisji, w których "zalegają" – jak twierdzi Palikot – projekty przygotowane przez jego komisję "Przyjazne państwo". Spis tych projektów Palikot wysłał marszałkowi Grzegorzowi Schetynie.

Apel nie jest przypadkowy, bo jesienią PO chce wystąpić w Sejmie z ofensywą legislacyjną.

– Palikot przypomina o swoim dorobku uszczypliwie wobec Schetyny, by pilnował prac komisji – ocenia jeden z posłów Platformy i przypomina, że to właśnie Palikot należy do rekordzistów pod względem nieobecności w Sejmie.

– Palikot stara się poprawić swoją pozycję – uważa jeden z lubelskich polityków PO. – To jest mu potrzebne nie tylko przed posiedzeniem sądu partyjnego, ale też dlatego, że sam chce budować formację.

Lubelski lider zabiega też o jak najlepszy wynik swego regionu w wyborach samorządowych. Zwłaszcza że Lublin był jedyną w kraju stolicą województwa, gdzie w wyborach prezydenckich Bronisław Komorowski przegrał z prezesem PiS.

Szansą na sukces ma być wystawienie jako kandydata na prezydenta miasta Krzysztofa Żuka, byłego wiceministra skarbu. Jego kandydaturę forsują skonfliktowani z Palikotem parlamentarzyści PO. Za faworyta Palikota uchodził Paweł Bryłowski, były prezydent Lublina. Jednak w czwartek Żuka poparł też obecny prezydent Lublina Adam Wasilewski. Palikot, choć zarzeka się, że decyzja jeszcze nie zapadła, przyznał, że "głos Wasilewskiego" w tej sprawie jest "bardzo ważny".

Współpracownicy posła przyznają, że postawienie na Żuka to wynik kalkulacji. – Bo to fachowiec, który cieszy się dobrą opinią. Zawsze miał wysokie notowania na prawicy, więc liczymy, że odbierzemy trochę głosów PiS – mówi członek zarządu lubelskiej PO.