Podczas czwartkowym głosowań na Wiejskiej Dorn niewyraźnie rozmawiał z dziennikarzami.
- Powiem tak, yyy.... jeśli chodzi o 2011 rok.... yyy.... to mam wątpliwości. Wstrzymam się od głosu. To chodzi o dystrybucję władzy w Polsce - mówił Dorn.
[srodtytul]Dorn: winię kabel[/srodtytul]
Gdy dociekliwi dziennikarze próbowali porozmawiać z Dornem, zostali wyproszeni z kuluarów Sejmu. Udało im się złapać posła, gdy ten wychodził z budynku.
- Panie pośle, panie marszałku, czuć od pana alkohol. Dlaczego nie chce Pan z nami rozmawiać? - wołali dziennikarze. Według ich relacji, wychodząc, zdążył jeszcze wyrwać kabel z kamery telewizyjnej.
Dorn pojawił się w Sejmie ponownie w piątek rano. Zapytany o wczorajsze wydarzenia, odpowiedział: - Winię, moi drodzy, kabel.
Dodał, że nie lubi, "gdy dziennikarze zachowują się nałaźliwie". Fakt wyrwania kabla wytłumaczył, że "musiał jakoś przejść i podniósł kabel nad głowę".
- Czegóż to dziennikarze nie wymyślą - zakończył.
[srodtytul]Schetyna: zapytam[/srodtytul]
- Rzeczywiście wczoraj było dużo emocji, głosowanie emocjonujące i może to wpłynęło także na posła Dorna - skomentował sprawę Schetyna w radiu RMF. Na pytanie, w jakiej formie był w czwartek Dorn, marszałek odpowiedział: - Siedział w ostatnim rzędzie, najdalej jak mógł od stołu prezydialnego. Ale dzisiaj tę kwestię będę wyjaśniał i mam nadzieję, że skutecznie - mówił, dodając, że jeśli poseł przyzna się do spożywania alkoholu, poinformuje o tym opinię publiczną.
Schetyna stwierdził też, że najsurowszą karą dla posła jest samo nagłośnienie sprawy przez media.
O godz. 15 ma się stawić w biurze marszałka Sejmu, gdzie zostanie zapytany o czwartkowe zachowanie.