- Chcę, aby posłowie byli w czasie debat na sali plenarnej - mówi lider Ruchu Janusz Palikot.
- Janusz każe nam tam siedzieć cały czas. A przecież w tym samym czasie są posiedzenia komisji albo jesteśmy zapraszani przez media - skarży się "Rz" jeden z posłów Ruchu.
Ale rzecznik partii Andrzej Rozenek odpowiada: - Niektórzy nasi posłowie nie wiedzą jeszcze, co jest ważniejsze. Powinni być na najważniejszych debatach, mimo że mają wtedy swoje komisje.
Rozmówcy z Klubu RP twierdzą, że Palikotowi zależy przede wszystkim na efekcie wizerunkowym. Telewizje nie pokazują posiedzeń komisji, lecz salę plenarną. Często pustą. - Nas wtedy będzie widać jako zwartą i zdyscyplinowaną grupę. Szczególnie na tle sąsiadów, gdzie bywa pusto - mówi poseł RP.
- Pomysł Janusza może ma sens, ale my też nie możemy opuszczać posiedzeń naszych komisji. Posłowie się buntują, bo w innych partiach nikt nie wprowadza takich zwyczajów - dodaje inny polityk Ruchu.
Kierownictwo partii ma pomysł, jak pogodzić uczestnictwo w pracach komisji z obecnością na sali plenarnej. - Chcemy zmienić regulamin Sejmu, tak aby komisje nie kolidowały z debatami na sali plenarnej - mówi wiceszef RP Artur Dębski.
Ale pomysł ma małe szanse na realizację. Jak tłumaczy wicemarszałek Sejmu Cezary Grabarczyk z PO, byłoby to możliwe, gdyby Sejm obradował co tydzień. - A przecież każdy z posłów ma dużo pracy w swoim okręgu - zwraca uwagę.
Palikot kazał też swym posłom wykazać się większą aktywnością w czasie debat. Wzorem mają być posłowie PiS, którzy zadają dziesiątki pytań przedstawicielom rządu oraz wygłaszają wiele oświadczeń. - Z tym będzie kłopot, bo mamy tylko kilka rozgarniętych osób - mówi poseł RP.