Konfederacja organizuje konwencję programową dzień po kongresie PiS. To celowa zbieżność terminów?

Tak. 4 lipca prezentujemy program „Polska na nowo”. To odpowiedź na „Nowy ład” PiS-u, nasza wizja, którą chcemy postawić w kontrze do pisowskiej - bo ona nie jest adekwatna wobec wyzwań, z jakimi Polska się mierzy. Zwłaszcza w obszarach gospodarki, podatków, ochrony zdrowia i polityki mieszkaniowej.

Prezentowane będą głównie rozwiązania dotyczące gospodarki?

Tak, ale nie tylko. To będzie pierwsza konkretna, realna odpowiedź na „Nowy ład PiS”. Żadna inna partia takiej odpowiedzi nie przedstawiła. Konfederacja, ideowa prawica, przygotowała prawdziwą alternatywę wobec propozycji rządu. Skupiliśmy się na pięciu filarach - każdy dotyczy spraw, które w ciągu ostatniego roku w sposób bezpośredni lub ucierpiały przez działania władzy: podatki, ochrona zdrowia, edukacja, wysokie ceny i państwo prawa.

Jakie rozwiązania podatkowe znajdą się w „Polsce na nowo”?

W podatkach zaproponujemy pierwszą ustawę, która w sposób kompleksowy jednokrotnie znosi 15 danin, w tym podatek cukrowy, podatek od czynności cywilnoprawnych i opłatę reprograficzną.

Czy wzięte pod uwagę zostały skutki finansowe tej propozycji?

Projekt zakłada przede wszystkim rozruszanie gospodarki, to jest cel. Obniżanie podatków to nie czynność sama dla siebie. Wybieramy podatki, które nie uderzają w fundamenty budżetu - one nie przynoszą gigantycznych zysków. Likwidacja przede wszystkim uprości cały system. Nie tylko wysokość podatków jest problemem w Polsce, większym jest ich struktura, czyli skomplikowanie i niestabilność systemu podatkowego, niepewność przedsiębiorców związana z planowaniem jest tutaj pierwszym zagadnieniem. Stąd 15 podatków, można powiedzieć, o mniejszej skali, które nie wywracają budżetu.

Co z ochroną zdrowia?

Autopromocja
Od 29.10 w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie"

Wszystko o zrównoważonym rozwoju i pozafinansowym raportowaniu spółek

Sprawdź szczegóły

W ochronie zdrowia zaproponujemy bon zdrowotny - rozwiązanie, którego boi się każda partia systemu – dlatego, że dostrzegamy potrzebę realnej reformy systemu opieki zdrowotnej.

Na czym to rozwiązanie miałoby polegać?

To rozwiązanie oparte na mechanizmie rynkowej konkurencji, która rozbije monopol NFZ i dopuści innych ubezpieczycieli.

Innymi słowy, moja składka będzie imiennie do mnie przypisana i ja będę wybierał, gdzie w jej ramach się leczyć?

Bon będzie finansowany z budżetu, dokąd trafią składki, ale o tym, kto będzie go realizował zdecyduje pacjent mający wybór między ubezpieczycielami. Ciągłe dosypywanie pieniędzy do worka bez dna, jakim jest NFZ, nie ma sensu, dopóki te pieniądze nie będą wydawane efektywnie. Wszyscy mówią: dosypywanie do NFZ; my mówimy o tym, że przede wszystkim trzeba zmienić system. To realna różnica między Konfederacją a właściwie wszystkimi innymi partiami.

Deklarowanym celem demograficznym rządu jest podniesienie dzietności do poziomu zbliżonego do zastępowalności pokoleń w perspektywie najbliższych 20 lat. Czy w niedzielę Konfederacja zaprezentuje swoje rozwiązania w kwestii demografii i mieszkalnictwa?

Proponujemy przede wszystkim rozwiązania właśnie jeśli chodzi o problem rosnących cen mieszkań. To uważamy za jedną z głównych blokad – oprócz oczywiście kwestii kulturowych, bo nie oszukujmy się, spadek dzietności jest związany z przemianami obyczajowymi; natomiast to, co możemy naprawić to m.in. kwestia rosnących cen mieszkań. Ten temat stał się w ostatnim czasie bardzo dostrzegalny. PiS jedyne, co potrafi zrobić, to obiecywać co jakiś czas socjalne projekty, które nie przynoszą rezultatu.

A Konfederacja?

Proponujemy wprowadzenie mieszkaniowych kont oszczędnościowych, które będą zwolnione z jakiegokolwiek opodatkowania; środki na nie wpłacone będą mogły być odpisane od podstawy opodatkowania w PIT. Takie rozwiązanie zachęci Polaków do zakładania mieszkaniowych kont oszczędnościowych dla swoich dzieci.

To dosyć długofalowe rozwiązanie.

Tak, ale ono musi pójść równolegle z innymi. Generalnie dzisiaj problem mieszkań jest związany z kilkoma czynnikami. Po pierwsze, inflacja – to jest związane z gospodarczą polityką rządu związane, z drukowaniem pieniędzy.

Drastycznie wzrosły ceny materiałów budowlanych, np. drewna, stali.

Wzrastają ceny wszystkiego nie tylko z powodu druku pieniędzy, ale też z powodu drastycznych wzrostów cen energii elektrycznej, które są z kolei skutkiem unijnej polityki klimatyczno-energetycznej. Wreszcie kwestia skoku cen wynajmu mieszkań, na który składa się również czynnik masowej imigracji do Polski, na którą PiS pozwolił. Problem jest dużo bardziej złożony, natomiast my w „Polsce na nowo” skupiamy się na rozwiązaniach długofalowych, które mają pomóc w stabilizacji mieszkaniowej rodzin w perspektywie wielu lat i dekad, nie tylko tu i teraz.

Po konwencji w ramach „Wakacji z Konfederacją” liderzy partii ruszają w ogólnopolską trasę. Czy jest wybrana grupa wiekowa lub społeczna, do której planują państwo dotrzeć? Od wyborów prezydenckich – o ile wierzyć sondażom – niewiele się zmieniło w kwestii wysokości poparcia dla Konfederacji.

Zmieniło się tyle, że Konfederacja jest jedyną partią, która weszła do Sejmu w 2019 r. i której od wyborów parlamentarnych urosło, a nie spadło. Wchodziliśmy z 6 procentami poparcia, a w tej chwili nasze notowania zbliżają się do 9-10. Średnia sondażowa za czerwiec to ok. 9 proc., co w przypadku wyborów oznacza skok z 11 posłów do 40-50.

Ale dopiero wtedy, gdy sondaże potwierdzą się w następnych wyborach, czyli za ponad dwa lata.

Oczywiście, ale trendy są istotne w życiu politycznym. My – z racji również tego, że większość naszych liderów to politycy do 50. roku życia, a znaczna część - do 40. - czujemy kontakt, poparcie najmłodszego pokolenia, ale chcemy też zawalczyć o wyborców w wieku 50+, spodziewamy się spotykać takich na trasie naszego przejazdu. Internet jest naszym naturalnym żywiołem, ale staramy się tam dotrzeć również do ludzi w starszym wieku, niż pewna bariera, którą dzisiaj mamy, czyli ludzie powyżej pięćdziesiątki. Oni już często też bardzo intensywnie korzystają z internetu. Chcemy przebijać szklany sufit docierania głównie do młodego wyborcy. Będziemy rozmawiać i spotykać się z wyborcami nie tylko z większych miejscowości, ale również z tymi, który może tak intensywnie nie interesuje się polityką, mieszkają w mniejszych ośrodkach. Chcemy pokazać inną twarz polityki - bliską, uśmiechniętą, bez dystansu i nadęcia.

Czy rozwiązania, które Konfederacja zaprezentuje 4 lipca mają jakiś związek ze „stoma ustawami Mentzena”? Tamten projekt chyba zginął.

Nie zginął, tylko w danym momencie odpowiadamy na bezpośrednie zapotrzebowanie. „Sto ustaw Mentzena” było przed lockdownem, przed kryzysem gospodarczym, przed totalną dewastacją systemu ochrony zdrowia – to aspekty, na których się obecnie koncentrujemy. Podniesienie gospodarki i ochrona zdrowia to jedne z głównych tematów z pięciu obszarów, a ceny mieszkań też wystrzeliły szczególnie po 2019 r. Na tych sprawach w tym momencie szczególnie się koncentrujemy. Zmieniająca się sytuacja niesie wyzwania, na które trzeba odpowiadać.

Wspomniał pan o „państwie prawa”, to bardzo szerokie pojęcia. Co w tej dziedzinie można zrobić nie posiadając większości w parlamencie i bez zmiany konstytucji?

Zmiana konstytucji jest oczywiście możliwa przy szerokim porozumieniu politycznym, ale pierwsza rzecz to egzekwowanie poszanowania prawa istniejącego.

Jak to można w obecnej sytuacji wymusić?

Naciskiem politycznym przede wszystkim. To walka, żeby procedury były przestrzegane, żeby rządzący nie łamali praw przedsiębiorców czy praw osób, które z jakiś powodów np. nie chcą się szczepić (a rzekomo jest w tym zakresie dobrowolność), czy żeby państwo nie niszczyło bez odszkodowania działalności gospodarczej, chociażby poprzez likwidację jakichś sfer hodowli zwierzęcej.

Konfederacja o tym wszystkim mówiła, a na działania rządu w poruszonych przez pana kwestiach to nie wpłynęło.

Wpłynęło. Rząd cofa się pod naporem opinii publicznej. W moim przekonaniu w wielu obszarach nadal żylibyśmy w rzeczywistości lockdownowej, gdyby nie stały nacisk jedynej siły politycznej, która o to walczyła, czyli Konfederacji, w Sejmie. Rząd miałby tu o wiele bardziej „rozwiązane ręce”, gdyby Konfederacja nie prowadziła stałego, regularnego nacisku i gdyby w związku z tym PiS nie obawiał się odpływu wyborców.