Tuż po wybuchu w połowie czerwca afery taśmowej premier Donald Tusk wypowiedział zdanie, które zmroziło wielu posłów.
– Cenę za te wydarzenia zapłaci rząd i zapłacę ją ja. (...) A ceną może być ostra ocena w najbliższych wyborach, które mogą się odbyć nawet za kilka czy kilkanaście tygodni – stwierdził wtedy szef rządu.
Platforma wybrała jednak inny scenariusz. Najpierw premier zaskoczył opozycję wnioskiem o wotum zaufania dla swojego gabinetu, a potem koalicja z łatwością odrzuciła wniosek Prawa i Sprawiedliwości o powołanie rządu technicznego i z trudem wniosek o wotum nieufności dla szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza.
Wtedy wydawało się, że rządzącym udało się zamknąć polityczny etap afery. Kryzys związany z niepewną przyszłością koalicji został bowiem zażegnany.
Jednak pod głosowanie nie trafił wniosek o skrócenie kadencji Sejmu, który złożyli posłowie Twojego Ruchu.
Początkowo był on krytykowany przez PiS. Spośród pomysłów opozycji na odsunięcie Platformy od władzy był najtrudniejszy do przeprowadzenia. Musiałoby go poprzeć 2/3 posłów, czyli 307 spośród 460 zasiadających w Sejmie. W praktyce oznacza to, że takiej procedury nie da się przeprowadzić bez głosów Platformy.
Jednak w PiS zaniepokojenie wywołały dalsze losy projektu. Marszałek Sejmu Ewa Kopacz przyznała mu numer druku, ale nie nadała dalszego biegu. W praktyce oznacza to, że projekt może dotrwać w sejmowej zamrażarce do końca kadencji lub zostać z niej wyciągnięty w dogodnym dla PO momencie.
– Skoro chcieli zamknąć temat afery w Sejmie, to dziwne, że nie zdecydowali się nad tym głosować przed wakacjami – wskazuje nam jeden z członków władz PiS.
Wszystkie sejmowe partie biorą pod uwagę różne scenariusze rozwoju wydarzeń po powrocie posłów z urlopów. PSL zażądało od koalicjanta wyjaśnienia afery do końca wakacji, a głosowanie nad losem Sienkiewicza ujawniło poważne tarcia w koalicji.
– Jeśli w Platformie doszliby do wniosku, że korzystne będą dla nich przedterminowe wybory, to najłatwiej będzie zrobić je z zaskoczenia, wykorzystując wniosek opozycji – wskazuje nasz rozmówca z PiS. Od dnia głosowania w tej sprawie do wyborów zostałoby wtedy 45 dni.
Widmo takiego scenariusza miałoby być też straszakiem na mniejsze partie, które teraz wyborów nie chcą. W Twoim Ruchu boją się jednak czego innego.
– Leszek Miller, by ocalić przywództwo w SLD, gotów jest dla stanowisk zastąpić w koalicji PSL. Musi tylko wyciągnąć kilku naszych posłów – mówi jeden ze współpracowników Janusza Palikota.
– To absurd – ucina rzecznik SLD Dariusz Joński. – Platforma liczyła, że przeczeka aferę, ale teraz nie ma już żadnych scenariuszy oprócz straszenia Polaków wojną – przekonuje.
Projekt może wyciągnąć z zamrażarki tylko wnioskodawca. Jeśli Twój Ruch złożyłby wniosek o włączenie go do porządku obrad, to w ciągu czterech miesięcy musiałby zagłosować nad tym Sejm. Do tej pory tego jednak nie zrobił. – Złożymy ten wniosek na kolejnym posiedzeniu – deklaruje poseł Andrzej Rozenek.