Choć w swym exposé pani premier składała obietnice sięgające roku 2020, to trudno zakładać, że będzie miała szanse je realizować. Perspektywą Kopacz i jej rządu są jesienne wybory parlamentarne.
Od Kopacz należy oczekiwać – i skrupulatnie ją z tego rozliczać – by przed tymi kluczowymi dla jej przyszłości politycznej wyborami nie zaczęła rozdawać pieniędzy, tak jak to robił jej poprzednik i mentor Donald Tusk. Niestety, pierwsze wybory Kopacz – głosowanie do samorządów jesienią minionego roku – pokazały, że sięganie do naszej wspólnej sakiewki to jeden ze sposobów pani premier na kupowanie politycznego poparcia. Jednym z elementów planu odsunięcia PiS od władzy w jej rodzinnym Radomiu było skierowanie strumienia pieniędzy do tamtejszej zbrojeniówki.
Ponieważ rząd ma do wydania dziesiątki miliardów w ramach dozbrajania polskiej armii, realna jest obawa, że te pieniądze nie będą służyć modernizacji wojska, tylko kupowaniu głosów na terenach, gdzie zbrojeniówka jest ważnym pracodawcą – choćby na Śląsku czy Podkarpaciu.
Tyle że – i to konkretne zadanie dla rządu – wobec sytuacji na Ukrainie unowocześnienie polskiej armii to realna potrzeba, nie zaś pretekst do szastania pieniędzmi.
Trwa kilka dużych przetargów, choćby na systemy rakietowe i śmigłowce. Wszystko wskazuje na to, że rząd chce podzielić przetargi tak, aby nasi sojusznicy zarówno z USA, jak i z Europy byli zadowoleni. Na razie jednak ekipa Kopacz nie ma sukcesów – przetarg na śmigłowce jest opóźniony, a jedyny konkret to zakup pocisków do F-16, który trudno uznać za sukces (kupiliśmy ich mało i zapłaciliśmy drogo).
W obecnej sytuacji międzynarodowej rząd musi jednak robić tak wiele, jak to możliwe, aby przetargi nie były opóźniane, a kupiony sprzęt rzeczywiście wzmacniał armię.
Rząd powinien się zmierzyć z uporządkowaniem polityki energetycznej. Ze względu na marazm w Ministerstwie Środowiska zapowiadane przez Tuska plany wydobycia gazu łupkowego już w 2014 r. okazały się mrzonką. Do tego opóźnia się budowa gazoportu, a PGNiG musiało wykonać wiele akrobacji, aby w związku z tym przesunąć dostawy skroplonego gazu z Kataru. Tuż przed świętami w zadziwiających okolicznościach państwowy gigant PGE wypowiedział zawarty w 2013 r. kontrakt z australijską firmą WorleyParsons na doradztwo przy budowie elektrowni atomowej, co w praktyce oznacza, że siłownia nuklearna w Polsce prawdopodobnie nigdy nie powstanie.
Niestety, na razie w kwestiach energetyki premier Ewa Kopacz skupia się na spotkaniach z żonami górników. Uporządkowanie zaniedbanej przez lata – także przez Platformę – sytuacji w górnictwie jest ważne i gospodarczo, i politycznie. Ale musi być elementem szerszego myślenia o miejscu węgla w polskiej energetyce.
Nie ma co oczekiwać, że napięcie polityczne między rządem a główną partią opozycyjną zostanie złagodzone. Obie strony interes mają w roku wyborczym dokładnie odwrotny. Jako że jesienne wybory parlamentarne mogą doprowadzić do zmiany rządu i ustalić nowy porządek polityczny na kilka lat, czeka nas wyjątkowo brutalna kampania. Jedno jednak władza zrobić może – zapewnić Państwowej Komisji Wyborczej takie prawne, organizacyjne i finansowe instrumenty, aby nie było zastrzeżeń dotyczących jakości i uczciwości wyborów.
Drugi polityczny postulat to wyjaśnienie skandali z ostatnich miesięcy, takich jak afera taśmowa. Co prawda w tej sprawie pierwsze skrzypce gra prokuratura, ale rząd winien jest opinii publicznej informację, czy rzeczywiście największy polityczny skandal ostatnich lat był – jak chciał Tusk – pisany obcym, czyli rosyjskim alfabetem. Ponieważ jednak wszystko wskazuje na to, że afera taśmowa była przygotowana w obszarze posługiwania się alfabetem łacińskim z polskimi znakami diakrytycznymi, takiej informacji rządu nie ma się co spodziewać.
Ostatnia kwestia polityczna – premier Ewa Kopacz powinna przestać się umawiać na idiotyczne sesje i słodziutkie wywiady w przychylnych telewizjach i kolorowych magazynach. Gra wizerunkiem dobrej matki i babci nie zastąpi realnej polityki. A z konkretnymi działaniami pani premier ma kłopoty – ostatnio dostała po głowie od Pałacu Prezydenckiego za opóźnienia w repatriacji Polaków z Donbasu.
W przyszłym tygodniu premier wystąpi na konferencji prasowej, by podsumować 100 dni swych rządów i zrelacjonować stan prac nad realizacją dziesiątków obietnic, które złożyła w exposé. To dobry czas na zrewidowanie nierealnych zapowiedzi i zajęcie się realną polityką.