Konserwatywny rząd Chile porozumiał się z centrolewicową opozycją ws. rozpisania referendum, po tym jak w kraju doszło do gwałtownych demonstracji ulicznych, których uczestnicy protestowali przeciwko nierównościom w systemie emerytalnym, a także w dostępie do edukacji i ochrony zdrowia.

Chilijska Komisja Wyborcza w niedzielę w nocy podała - po zliczeniu niemal wszystkich głosów - że za nadaniem państwu nowej konstytucji opowiedziało się 78 proc. głosujących. 79 proc. chce, aby nową konstytucję stworzyła specjalna instytucja składająca się ze 155 pochodzących z wyborów obywateli kraju, a nie instytucja składająca się w połowie z pochodzących z wyborów obywateli, a w połowie z członków parlamentu.

W orędziu po zakończeniu referendum prezydent Sebastian Pinera stwierdził, że uznaje zwycięstwo zwolenników nowej konstytucji. Dodał jednak, że jest to dopiero "początek długiego procesu".

- To początek drogi, przez którą razem przejdziemy, by osiągnąć zgodę co do nowej konstytucji Chile - powiedział prezydent, który był zwolennikiem utrzymania obecnej konstytucji.

Nowa konstytucja ma być poddana pod referendum w połowie 2022 roku.

Po zakończeniu głosowania w referendum zwolennicy zmian w konstytucji świętowali m.in. na ulicach Santiago.

Obecna konstytucja została przyjęta po plebiscycie w 1980 roku - poparło ją wówczas 66 proc. głosujących. W czasie jej nadawania w kraju nie działały partie opozycyjne.

Do referendum ws. nowej konstytucji początkowo miało dojść w kwietniu - ale głosowanie zostało przełożone w związku z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2.



Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ