Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie mechanizmy prawne i strategiczne zagrania pozwoliły Marine Le Pen przekuć wyrok skazujący w atut w walce o prezydenturę.
  • Na czym polega program polityczny Zjednoczenia Narodowego i jakie zagrożenia dla francuskiej gospodarki może nieść jego realizacja.
  • Dlaczego rozdrobnienie i wewnętrzne konflikty opozycji otwierają skrajnej prawicy drogę do przejęcia władzy we Francji.
  • Jaki scenariusz dla francuskiej sceny politycznej może rozegrać się w przypadku starcia dwóch skrajnych kandydatów w drugiej turze.

Liderka skrajnej prawicy z rękoma podniesionymi do góry w geście zwycięstwa. I słowo Renaissance (Odrodzenie) napisane wielkimi literami pod imieniem i nazwiskiem Marine Le Pen. Takie plakaty pojawiły się w ten weekend na ulicach francuskich miast. W ten sposób polityczka zaczęła budować narrację, którą trudno będzie zbić jej oponentom. Opowieść o nieustępliwej kobiecie, którą chciały pogrzebać elity, ale która w końcu postawiła na swoim. I która zdoła w taki sam sposób doprowadzić do odrodzenia Francji.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Paraliż Francji służy Marine Le Pen

Prawda jest oczywiście inna. 8 lipca sędzia paryskiego sądu wyższej instancji Michèle Agi jasno powiedziała, że Le Pen dopuściła się defraudacji środków publicznych (Parlamentu Europejskiego) na wielką skalę (około 3 mln euro). Mowa zaś o polityczce, która przez lata domagała się dożywotniego zakazu sprawowania funkcji publicznych dla polityków złapanych na kradzieży pieniędzy podatników i która powtarzała, że ona sama ma „czyste ręce” i może chodzić „z podniesioną głową”. 

Le Pen liczy na kampanię bez nadzoru elektronicznego

Jednak w minioną środę Le Pen zagrała va banque. Dostrzegła szansę na „spełnienie swojego przeznaczenia” i wystartowanie po raz czwarty w walce o Pałac Elizejski, tym razem skutecznie. Choć Agi uznała, że wina polityczki jest „ciężka”, to jednocześnie przyznała, że władza sądownicza nie powinna odbierać prawa Francuzom do demokratycznego wyboru. Stąd radykalne (do 15 miesięcy, reszta w zawieszeniu) ograniczenie czasu zakazu pełnienia funkcji publicznych w stosunku do pierwotnego orzeczenia. A ponieważ Le Pen tę część wyroku wypełnia od daty pierwszego wyroku w marcu ubiegłego roku, jest w tym obszarze wolna. 

Czytaj więcej

Marine Le Pen popełniła przestępstwo. Mimo to wystartuje w wyborach prezydenckich

Pozostaje skazanie na trzy lata w więzieniu, w tym dwa w zawieszeniu. Reszta miałaby zostać odsłużona w drodze nadzoru elektronicznego. A to jest trudne do pogodzenia z wymogami kampanii wyborczej. Ale i na to Le Pen znalazła sposób: to postępowanie kasacyjne, które zawiesza przynajmniej na rok wyrok Agi. Polityczka ma nadzieję, że to ostatnie orzeczenie zapadnie na tyle późno przed pierwszą turą wyborów w kwietniu przyszłego roku, że władze nie odważą się nałożyć obrączki elektronicznej faworytce tych wyborów. W razie wygranej liderkę Zjednoczenia Narodowego będzie zaś chronił immunitet. 

Strategia Marine Le Pen zdaje się przynajmniej na razie działać. Frustracja jest we Francji tak duża, że wyrok za defraudację środków publicznych nie robi większego wrażenia na wyborcach. Sondaż dla „Le Figaro” nie tylko pokazał, że liderka nacjonalistycznych populistów błyskawicznie odrobiła stracone ostatnio punkty i może liczyć aż na 36 proc. poparcia już w pierwszej turze, ale dość swobodnie (56 do 46 proc.) wygrywa z byłym premierem u Emmanuela Macrona Edouardem Philippem, na razie najskuteczniejszym jej rywalem.

Nie ma dziś „zbawcy”, który uratuje kraje przed skrajną prawicą

Francuska klasa polityczna takim obrotem sprawy zdaje się być zaskoczona. Na razie w tych wyborach startuje około trzydziestu kandydatów (nie wszyscy formalnie zadeklarowali swój udział). To jest rekord w historii kraju. Nie widać więc na horyzoncie „zbawcy”, który mógłby uratować kraj przed brunatną falą skrajnej prawicy, jak to było choćby w 1956 r., gdy u kresu IV Republiki i wobec konwulsji wojny w Algierii sprawy kraju przejął generał De Gaulle. 

Powrót do wyborczego wyścigu Le Pen jest szczególnym wyzwaniem dla umiarkowanej prawicy. Jej protegowany, 30-letni Jordan Bardella, który miał reprezentować partię w wyborach prezydenckich, gdyby wyrok sądu uniemożliwił to jego patronce, opowiadał się za sojuszem z Republikanami, formacją gaullistowską. Lansował znacznie bardziej liberalny program gospodarczy, po części uzgodniony z wielkim biznesem. 

Czytaj więcej

Francja ma już wszystkiego dość. Macron ma rekordowo niskie poparcie

Jednak w trakcie długiej rozmowy w cztery oczy po wyroku 8 lipca, Le Pen sprowadziła Bardellę do porządku. Znów zaczął obowiązywać jej własny program. Zakłada on, że żadnego sojuszu Zjednoczenie Narodowe (ZN) nie planuje: chce przejąć całość władzy. W tej wizji francuska scena polityczna jest podzielona nie na prawicę i lewicę, ale na „patriotów” i „globalistów”. Powrócono też do dawnych założeń programu gospodarczego, w tym cofnięcia wieku emerytalnego do 60. roku życia czy masowego wzrostu subwencji państwowych. W kraju, którego dług sięga już blisko 120 proc. to wszystko może prowadzić do finansowej katastrofy. 

Takiego problemu jak gaulliści lewica i liberalne centrum nie mają. Tu nikt nigdy nie rozważał aliansu z ZN. Jednak mnogość i wrogość kandydatów „postępowych” jest tak wielka, że narasta ryzyko, iż do drugiej tury przejdzie lider radykalnej lewicy trockistowskiej Jean-Luc Mélenchon, dla wielu jeszcze groźniejszy dla przyszłości Francji i Unii, niż Le Pen. Wówczas skrajna prawica byłaby już całkowicie pewna zwycięstwa. 

Z kolei w obozie liberalnym, sierotach po Macronie, wciąż trwa zaciekła rywalizacja jego dwóch byłych premierów, Edouarda Philippa i Gabriela Attala. Jeśli w nadchodzących miesiącach nie uda się ją rozwiązać, żaden z nich może nie przejść do drugiej tury wyborów.