- W ostatnich tygodniach wielu pacjentów zadaje sobie pytanie: czy w polskim systemie ochrony zdrowia wciąż najważniejsze miejsce zajmuje pacjent – mówiła na konferencji minister.

Reklama
Reklama

- Chcę dziś wysłać jasny sygnał do wszystkich Polaków (...) Polską ochronę zdrowia tworzą ludzie, którzy są na co dzień zaangażowani, odpowiedzialni (...), każdego dnia wykonują prace z poczuciem misji i odpowiedzialności za pacjentów. Nie możemy jednak udawać, że system jest wolny od wad, bo tak nie jest - dodała.

- Przez lata narastały niedoskonałości, które stworzyły przestrzeń do nadużyć. Dla tych, którzy potrafią wykorzystywać luki, omijać zasady i stawiać własny interes nad interesem pacjenta - kontynuowała. 

- Bulwersują nas doniesienia o skali wynagrodzeń, nieprzejrzystych mechanizmach rozliczeń, niepełnym raportowaniu danych – wyliczała Sobierańska-Grenda. - Przez wiele lat brakowało politycznej zgody na odważne i konkretne decyzje – zaznaczyła. 

- Przez ostatnie miesiące ekspercki zespół Ministerstwa Zdrowia (...) intensywnie pracował nad reformami, które dziś przekładają się na gotowe rozwiązania legislacyjne. Część z tych reform zostało już wdrożonych, część jest na etapie wdrażania – mówiła. Wymieniła w tym kontekście projekty dotyczące e-zdrowia, świadczeń opieki zdrowotnej, polityki lekowej, czy akty dotyczące zawodów medycznych, a także m.in. ustawa lex szarlatan. Minister zapewniła, że jej resort jest otwarty na „konstruktywną dyskusję”.

Minister zdrowia zapowiada wprowadzenie maksymalnych poziomów wynagrodzeń w ochronie zdrowia

Następnie minister przedstawiła propozycje zmian. Zapowiedziała m.in. wprowadzenie maksymalnych poziomów wynagrodzeń - zarówno indywidualnych, jak i „maksymalnych wydatków, których spodziewają się w ramach budżetów szpitali ze środków, które są przekazywane z NFZ”. - Dziś maksymalny udział kosztów wynagrodzeń w budżetach szpitali, ze środków, które przekazuje NFZ, to średnio 81,3 proc. Rekomendacje AOTMiT-u, których oczekuje do końca sierpnia powinny uwzględniać siedem poziomów szpitali, które dzisiaj mamy ze względu na ich specyfikę (...). Takie rekomendacje będą gotowe do końca sierpnia – zapowiedziała. 

Donald Tusk postawił minister zdrowia ultimatum. Dał jej cztery dni

Tusk zapowiedział wystąpienie minister zdrowia otwierając posiedzenie rządu 7 lipca. Wcześniej postawił szefowej resortu zdrowia i prezesowi NFZ ultimatum. 3 lipca premier poinformował, że daje minister i prezesowi NFZ czas do 6 lipca na przygotowanie rekomendacji dotyczących rozwiązania problemów tzw. saloników VIP, omijania kolejek do lekarzy i lekarzy milionerów.

– Przed panią minister (zdrowia) i szefostwem NFZ stoi bardzo pilny obowiązek przygotowania konkretnych rozwiązań, także systemowych, dotyczących i nieprawidłowości w systemie płac, wyceny świadczeń, organizacji prac szpitali. Nad tym siedzieliśmy kilkadziesiąt godzin, jeszcze dzisiaj będziemy te rozmowy kontynuować i mam nadzieję, że jutro pani minister i jej współpracownicy będą gotowi do prezentacji naszych ustaleń – mówił premier rozpoczynając wtorkowe posiedzenie rządu. – Będziemy dalej działać na rzecz, nomen omen, uzdrowienia sytuacji w ochronie zdrowia wszędzie tam, gdzie to w trybie pilnym jest możliwe – zaznaczył.

Tusk mówił też, że rząd jest przygotowany na zmiany ustawowe, ale te – jak zaznaczył – wymagają więcej czasu. - Wszystko to, co jest możliwe do zrobienia mocą decyzji pani minister, rządu, NFZ, przeprowadzimy w trybie pilnym. Nie będą to łatwe zadania i nie wszystkim się spodobają (...), ale nie ma odwrotu od tej drogi – podkreślił.

– Nie mam tu żadnych wątpliwości, że wszyscy z dużym zainteresowaniem i narastającą niecierpliwością czekają na sprawiedliwe i uczciwe rozstrzygnięcia w tych najbardziej bulwersujących kwestiach – podsumował premier.

Dymisje w Warszawie, afera w Szpitalu Południowym

Ultimatum Tuska zostało postawione w dniu, w którym prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował, że przyjął rezygnację wiceprezydentek Warszawy: Renaty Kaznowskiej i Aldony Machnowskiej-Góry.

Dymisje w Warszawie były konsekwencją nieprawidłowości w Szpitalu Południowym, które zostały ujawnione przez portal Zero.pl. W publikacji z 15 czerwca portal ujawnił, że 28-letni Dawid Kacprzyk, który mimo braku specjalizacji był koordynatorem SOR w warszawskim Szpitalu Południowym, zarobił w 2025 roku 1,6 mln zł. W kolejnej publikacji ujawniono, że na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki. Kacprzyk, kierując SOR, był jednocześnie radnym KO.

Po publikacjach portalu Zero.pl Dawid Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w KO, a potem także z mandatu radnego dzielnicy Ursus; zwrócił też szpitalowi część wypłaconych mu pieniędzy – pół miliona złotych, które szpital musiał mu oddać ze względu na brak możliwości zaksięgowania. Prezydent Warszawy odwołał zarząd i radę nadzorczą szpitala. Nową prezeską zarządu placówki zostanie Aneta Gomółka-Siembora.

Czytaj więcej

Restrukturyzacja szpitali zeszła na drugi plan? Zespół Trójstronny zerwał obrady

W sprawie Szpitala Południowego 22 czerwca wszczęto dwa śledztwa. Pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych. Drugie dotyczy nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Prokurator generalny Waldemar Żurek zapowiedział, że prokuratura zbada, czy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski wiedział o nieprawidłowościach w szpitalu. Oprócz miejskich urzędników, prokuratorów i urzędników NFZ placówkę prześwietli także PIP.

Tymczasem dr Emil Jędrzejewski, były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym w wywiadzie udzielonym Kanałowi Zero powiedział m.in., że na SOR Szpitala Południowego procedury medyczne były wykonywane w sposób wadliwy, a w wyniku błędów lekarskich dochodziło do powikłań, które w niektórych przypadkach kończyły się śmiercią pacjentów. Z relacji lekarza wynika również, że w placówce miało dochodzić do fałszowania dokumentacji medycznej.

Po emisji wywiadu oświadczenie wydał Kacprzyk, który zarzucił dr Jędrzejewskiemu, że ten mija się z prawdą i zapowiedział wystąpienie przeciwko niemu na ścieżkę prawną.

Do dziś nie ujawniono, którzy politycy KO byli traktowani w sposób szczególny w Szpitalu Południowym. Donald Tusk zapowiedział pociągnięcie do odpowiedzialności politycznej tych, którzy w sprawie szpitala zachowali się nieetycznie. Jak dotąd jednak, do żadnych zmian w rządzie, ani do żadnych dymisji w strukturach KO nie doszło. Rada Warszawy po długiej debacie, skupionej przede wszystkim na kwestii Szpitala Południowego, udzieliła też absolutorium prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu.

Z kolei 30 czerwca portal Zero.pl napisał o nieprawidłowościach w prosektorium Szpitala Południowego. Kierujący nim miał promować firmę pogrzebową swojej wspólniczki; koordynator publikował zdjęcia ciał i szczątków ludzkich na profilach w mediach społecznościowych; prosektorium miało być wynajmowane jako plan filmowy – podał serwis.

1 lipca tekst o nieprawidłowościach w prosektorium Szpitala Południowego opublikował też Onet. Onet opublikował nieformalny „cennik”, jaki miał obowiązywać w prosektorium za usługi, które nie powinny być płatne. Za wydanie ciała pobierana miała być opłata w wysokości 100 zł. Ubranie ciała i zabiegi kosmetyczne kosztować miały od 500 zł wzwyż, balsamacja około 1000 zł, a polecenie rodzinie konkretnego zakładu pogrzebowego nawet 1500 zł. Pieniądze miały być pobierane bez pokwitowań i bez jakiejkolwiek ewidencji.

Czytaj więcej

Reforma ochrony zdrowia. Kancelaria Prezydenta szykuje własne projekty zmian

Po tych publikacjach Szpital Południowy poinformował o rozwiązaniu umowy o pracę z pracownikiem pełniącym funkcję koordynatora prosektorium, bez wypowiedzenia, z winy pracownika, ze skutkiem natychmiastowym. Podstawą decyzji jest – jak czytamy w oświadczeniu – ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych, w szczególności obowiązku dbałości o dobre imię szpitala, lojalności wobec pracodawcy oraz – co najważniejsze – poszanowania kultu osoby zmarłej i bólu jej najbliższych.

W ostatnich dniach głośno jest z kolei o spółdzielni neurochirurgów, którzy działając na terenie kilku województw mieli wystawiać wysokie rachunki szpitalom, uzyskując nawet 26 tys. zł za godzinę pracy, a 300 tys. zł za dzień pracy. Spółdzielnia miała działać m.in. w szpitalu w Mogilnie, gdzie realizowali wyceniony niżej zabieg neurochirurgiczny, ale NFZ przekazywała sprawozdania sugerujące, że wykonywana była znacznie droższa procedura.