Po ujawnieniu przez media patologii na SOR Szpitala Południowego, gdzie koordynatorem był 28-letni lekarz Dawid Kacprzyk, prokuratura wszczęła śledztwa. Ale już teraz w przestrzeni publicznej pojawiają się sugestie, że łatwo napisać, trudniej o dowody.
Sprawa dotycząca tego, co działo się w Szpitalu Południowym jest dramatyczna w swojej wymowie, bulwersuje i społeczeństwo ma prawo od razu niektóre rzeczy wiedzieć. Trzeba wdrożyć gruntowne, rzetelne śledztwo. Prokuratura powinna zabezpieczyć materiał dowodowy w postaci dokumentów – sygnalista wskazuje i przybliża niektóre zdarzenia – a następnie przystąpić do ustalania faktów i ich weryfikacji. Bo już teraz widać, że są rozbieżne wersje sygnalisty oraz doktora Kacprzyka. Po ustaleniu faktów trzeba później ocenić, kto mówi prawdę, a kto się mija z prawdą.
Czytaj więcej
Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów prowadzi śledztwo w sprawie podrobienia w prosektorium Warszawskiego Szpitala Południowego kart zgonu 20 osób...
Kazimierz Olenik: Prokuratura powinna w ciągu dwóch dni określić, czy Dawid Kacprzyk ma być świadkiem, czy podejrzanym
Dr Kacprzyk jako koordynator na SOR zarobił w ubiegłym roku 1,6 mln zł. Portal Zero ustalił, że brał wynagrodzenie za pracę, której w tym czasie nie wykonywał. Po nagłośnieniu sprawy lekarz zwrócił pół miliona złotych. Jak długo powinno zająć prokuraturze sprawdzenie tego wątku?
Nikt swoich pieniędzy nie oddaje niepotrzebnie, ale podstawą do postawienia zarzutów musi być ustalenie nie tego, że ktoś zwrócił pieniądze, lecz udowodnienie, że je ukradł. Ale sprawdzenie wątku finansowego – tego, czy doktor pracując na SOR i innym szpitalu wyłudził pieniądze, wbrew pozorom nie jest skomplikowane. Żeby określić status pana doktora trzeba ustalić fakty – wyliczyć, ile godzin pracował, czy praca na SOR i w innym szpitalu się nakładała, czy w czasie kiedy miał pracować, prowadził na przykład działalność publiczną. Z tej analizy będzie wynikało bardzo dużo – bo jeżeli któregoś razu zdarzyło mu się pracować w tym samym czasie w różnych placówkach naraz, to sprawa jest jasna. To by oznaczało wyłudzenie pieniędzy.
Czyli ustalenia, co do tzw. wątku finansowego, powinny być znane szybko?
Tak, ponieważ do ustalenia, czy doszło do wyłudzenia pieniędzy, wystarczy analiza dokumentów. Jest taka instytucja jak PIT i każdy pracodawca, który kogoś zatrudnia i wypłaci mu nawet pięć złotych, ma obowiązek wypełnić PIT i wysłać go do urzędu skarbowego. Czyli łatwo sprawdzić wszystkie miejsca pracy doktora, zażądać dokumentacji, ile pracował, w jakim zakresie, w jakim charakterze i w jakim obciążeniu. A wtedy wystarczy nałożyć na pracę ewentualną działalność publiczną doktora i zobaczyć, co z tego wynika. Jeżeli według dokumentów godziny się nakładają – był na dyżurze i wziął za to wynagrodzenie, a w tym czasie pokazywał się w telewizorze czy udzielał politycznie, to niestety są to pieniądze wyłudzone. Ustalenie tego i analiza dokumentów jest możliwa w krótkim czasie. Jeżeli lekarz oddał pół miliona, to być może sam doszedł do wniosku, że te pieniądze mu się nie należały.
A tak konkretnie, ile czasu prokuraturze powinna więc zająć analiza tych dokumentów? I co dalej?
Przy dzisiejszym stylu działania prokuratury stawianie prognoz czasowych jest pewną abstrakcją. Mogę powiedzieć, że gdybym ja się taką sprawą zajmował, to nie mam cienia wątpliwości, że w ciągu dwóch dni mielibyśmy ustalony status pana doktora – czy ma być świadkiem czy podejrzanym. Jeżeli jest materiał dowodowy, to stawia się zarzuty, nie czeka na zbadanie wszystkich wątków śledztwa.
Czytaj więcej
Od momentu uruchomienia szpitala, nie odnotowaliśmy znaczącej liczby skarg, a treść zgłoszeń nie miała nadzwyczajnego charakteru, który mógłby wska...
Najtrudniejszy etap śledztwa dotyczy ewentualnych błędów w sztuce lekarskiej
Sygnalista, dr Emil Jędrzejewski w kanale Zero, wypowiedział szokujące słowa o tym, że na SOR „giną ludzie, bo ktoś się uczy”, czyli że przez zaniedbania w leczeniu mogli umierać pacjenci. Z weryfikacją tych informacji, już tak łatwo nie będzie?
Rzeczywiście, „schody” zaczną się tam, gdzie ewentualnie w grę mogą wchodzić błędy w sztuce lekarskiej. Ale i tu mamy sytuację o tyle dobrą, że sygnalista i – jak słyszymy – także inne osoby zaczynają mówić o tym, o jakie przypadki ewentualnych błędów w leczeniu chodzi. Jeżeli określimy te przypadki, to potem trzeba wdrożyć wszystkie działania właściwie dla postępowań karnych o błąd w sztuce lekarskiej. Czyli przesłuchać świadków, innych lekarzy, personel oraz wykonać wszystkie czynności, które pozwolą na udokumentowanie przebiegu leczenia danego pacjenta – w tym oczywiście zabezpieczyć dokumenty. A na końcu zapytać biegłych, czy wdrożone działania medyczne były prawidłowe, czy też nie. Ten wątek, nazwijmy go medycznym, jest najbardziej wstrząsający. Na SOR człowiek udaje się zazwyczaj wtedy, kiedy jego sytuacja jest bardzo trudna i nie ma innego wyboru. I tam ma dostać pomoc, a nie zostać potraktowany w sposób, o jakim mówi sygnalista.
Czytaj więcej
Były ordynator oddziału chirurgii Szpitala Południowego dr Emil Jędrzejewski powiedział w wywiadzie dla Kanału Zero, że w placówce dochodziło do bł...
Doktor Kacprzyk nie działał w próżni, ktoś zdecydował, że 28-latek zostanie szefem SOR, ktoś go wybrał, zawarł z nim umowę, podpisywał faktury, wypłacał pieniądze…
Sprawa ma kilka poziomów, w ślad za początkowymi ustaleniami, szereg innych rzeczy się wyłoni, bo jeżeli rzeczywiście pan doktor robił coś nieprawidłowo i niewłaściwie, to trzeba się również zastanowić, czy ten, kto go powołał na stanowisko koordynatora SOR, nie dopuścił się złamania prawa.
Już teraz z samorządu lekarskiego płyną sugestie, że doktor Kacprzyk nie miał kwalifikacji do tego, żeby zostać koordynatorem na SOR. Czy tu weryfikacja może nastręczać śledczym jakieś problemy?
Różni lekarze pracę na SOR przyrównują do działań na froncie. W tym miejscu muszą być najlepsi, ponieważ tam są nagłe przypadki i trzeba szybko decydować, jak ratować pacjenta. Na SOR nie można się uczyć, nie można robić eksperymentów, tutaj trzeba lekarza, który „beczkę soli zjadł” i wie jak reagować w nagłych przypadkach. Zapewne są przepisy wewnętrzne, które stawiają określone wymagania potencjalnemu szefowi SOR. Zakładam, że kierowanie tym oddziałem wymaga odpowiednich kwalifikacji – praktycznych oraz umiejętności potwierdzonych od strony formalnej. To musi być specjalizacja, doświadczenie i jeżeli on tego nie miał, to znaczy, że się dopiero uczył na żywym organizmie, co jest niedopuszczalne. Jeżeli ktoś to przeoczył lub zbagatelizował, to znaczy, że przyczynił się do konsekwencji związanych z zatrudnieniem osoby na stanowisko szefa SOR bez odpowiednich kwalifikacji.
Podobno do konkursu na koordynatora SOR miał się zgłosić tylko jeden kandydat...
I to kolejna kwestia do wyjaśnienia: jak to się stało, że tryb przyjęcia został tak ustalony, że 28-letni lekarz bez doświadczenia, niespełniający wymogów mógł zostać koordynatorem tak newralgicznego oddziału. A zatem ktoś stworzył taką sytuację, ktoś zaakceptował wyniki konkursu, ktoś podpisał z nim kontrakt. Tłumaczenia, że tylko on się zgłosił – o ile to prawda – są nie do przyjęcia. Setki konkursów jest unieważnianych, jeśli kandydaci nie spełniają wymagań. Skoro ten lekarz nie spełniał wymagań merytorycznych i formalnych, trzeba było konkurs unieważnić i ogłosić nowy. Warszawa to nie Komańcza, tu lekarzy nie brakuje. Należy zbadać także odpowiedzialność osób, które przymknęły oko, nie wypełniły obowiązków i które do tego bajzlu doprowadziły.
Czytaj więcej
Lekarz-sygnalista to rzadkość. Panuje zmowa milczenia. Nikt nie chce wychylać się poza własne obowiązki, ani recenzować pracy kolegów – mówi radca...
Kazimierz Olejnik o aferze Szpitala Południowego: Sprawa o dramatycznej wymowie
Jaka, po wątku finansowym, powinna być kolejność weryfikacji wszystkich pozostałych kwestii?
Każde śledztwo wymaga koncepcji, wizji jego rozwoju. Jeżeli jest jakikolwiek element, który wskazuje na to, że w pewnym zakresie jest materiał na zarzuty, to się te zarzuty stawia. Bo jeżeli się przesłucha człowieka w charakterze świadka, a za jakiś czas postawi mu się zarzut, to cała ta dotychczasowa robota jest na marne. Ponieważ protokołów zeznań świadka nie można zaliczyć do materiału dowodowego, jeżeli postawi się mu później zarzut. Po zmianie statusu, wszystko, o co się go pytało wcześniej przesłuchując w charakterze świadka, idzie „do kosza”. I trzeba przesłuchać taką osobę jeszcze raz, ale w charakterze podejrzanego.
Prokurator musi mieć więc wyobraźnię procesową na każdym etapie śledztwa. I oczywiście nie można być ani zbyt wyrywnym ze stawianiem zarzutów, ale też nie można być opieszałym – bo to zawsze powoduje szkodę procesową. Sprawność postępowania jest tylko wtedy zabezpieczona, jeżeli dokonuje się prawidłowych wyborów procesowych. Jak jest materiał nawet w jednym wątku, to trzeba postawić zarzuty. Nie kombinować, nie czekać na zbadanie innych wątków.
Prowadził pan setki śledztw, w tym o nadużycia medyczne, jak w głośnej sprawie tzw. „łowców skór”. Jak pan ocenia obecną aferę dotyczącą Szpitala Południowego?
Sprawa jest nietuzinkowa, o dramatycznej wymowie. Dlatego prokuratura powinna zrobić wszystko, co się da w maksymalnie krótkim czasie, aby wszyscy zainteresowani i zwłaszcza społeczeństwo mogli poznać prawdę. Nie przesądzam niczego, bo już dzisiaj widać pewną rozbieżność w opowieści sygnalisty oraz pana doktora, ale pewne fakty są oczywiste – jak ten, że doktor Kacprzyk nie spełniał wymagań do kierowania SOR. A więc jeżeli nie miał uprawnień i przystępował do wykonywania obowiązków na tym odcinku, to co najmniej narażał każdego pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Każde miejsce w medycynie wymaga określonego poziomu kwalifikacji. A SOR, jak już mówiłem, jest szczególny. Na innym oddziale można przeprowadzić konsultacje, naradzić się. Na SOR czasem sekundy decydują o czyimś życiu, o zdrowiu. I każda błędna decyzja może wywołać negatywne skutki.
Sygnalista, dr Jędrzejewski, poinformował prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego o 28-latku kierującym SOR i zaobserwowanych nadużyciach w Szpitalu Południowym, wysyłając mu obszerny SMS. Teraz pojawiają się głosy krytyki, że sygnalista nie zawiadomił prokuratury i czekał na reakcję prezydenta stolicy. Czy to pretensje pod właściwym adresem?
Sygnalista nie jest od przynoszenia dowodów na tacy ani od tego, żeby prowadzić własne śledztwo. Ma coś zasygnalizować, a powinnością urzędników, prokuratury, organów ścigania jest zbadanie, czy doszło do nadużyć. Tylko w jednej sytuacji sygnalista miałby obowiązek pod odpowiedzialnością karną, zawiadomić prokuraturę: gdyby miał wiedzę odnośnie zabójstwa. Ale w tej sprawie taka sytuacja nie zachodzi, we wszystkich przypadkach, jakie sygnalizował dr Jędrzejewski chodziło o działanie na szkodę pacjentów. Ponadto, sygnalista zgłosił nieprawidłowości organowi bezpośrednio odpowiedzialnemu za szpital. Ratusz nadzoruje szpitale, ma profesjonalne służby, ma też obowiązki, by zareagować i nadać sprawie bieg. To Ratusz, jeżeli widział potrzebę, powinien zawiadomić prokuraturę. Sygnalista zrobił więcej niż minimum, przekazał zgłoszenie organowi bezpośrednio odpowiedzialnemu za placówkę.
Czytaj więcej
Jeżeli w ciągu najbliższych godzin dr Emil Jędrzejowski nie odwoła „zniesławiających, oszczerczych i nieprawdziwych informacji” wówczas czeka go pr...
Najważniejsze jest ustalenie, czy Szpitalu Południowym nie było zmowy milczenia
Kto powinien odpowiedzieć za to, że patologia na SOR mogła trwać, i to długo?
Warto zapytać o tych, którzy powinni, a nie reagowali. Jeszcze coś innego jest ważne i porażające. Czy w tym szpitalu nie było zmowy milczenia. Jeżeli więcej osób wiedziało, co tam się dzieje, jeśli się okaże, że to, o czym mówi dr Jędrzejewski było wiedzą publiczną, to powinno również pociągnąć za sobą konsekwencje. Pretensje można mieć do innych osób, do urzędników, którzy milczeli i nie reagowali.
Podczas pierwszego przesłuchania dr Jędrzejewski na część pytań nie odpowiedział, mówił, że chce złożyć zeznania w obecności swojego pełnomocnika – w poniedziałek ma się z nim stawić. Czy prokurator musi czy może dopuścić pełnomocnika sygnalisty?
Każdy świadek ma święte, niezbywalne prawo przyjść na przesłuchanie z pełnomocnikiem. Jeżeli dr Jędrzejewski na „dzień dobry” powiedział, że chce złożyć zeznania w obecności pełnomocnika, to prokuratorowi to powinno wystarczyć. Przesłuchanie należało przerwać, wskazać inny termin i mu to umożliwić. A nie później opowiadać, że 60 razy go zapytano, a on milczał.
Zdarzały się jednak odmowy ze strony prokuratora, uzasadniane tym, że to on wie lepiej, czy świadkowi jest potrzebny pełnomocnik, czy nie…
Podkreślam, świadek ma prawo do posiadania pełnomocnika. Przepis, który o tym mówi, jest gwarancyjny, a nie uznaniowy. I nie jest tak, że to prokurator decyduje, czy pełnomocnik jest świadkowi potrzebny, czy też nie. To sam zainteresowany wie, jaki ma interes w zaangażowaniu pełnomocnika, a nie prokurator. Jeżeli powiemy, że to prokurator decyduje, to umówmy się, prokuratury były różne pod różnymi rządami i mogę sobie wyobrazić taką sytuację, że prokurator nigdy by takiej zgody nie wyraził i każdemu by tłumaczył, że on sam jest najlepszym reprezentantem interesu świadka, a nie pełnomocnik. Chęć posiadania pełnomocnika przy przesłuchaniu jest zrozumiała zwłaszcza, że niektórzy już straszą sygnalistę, że wytoczą mu różne sprawy. Sygnalista jest lekarzem, nie prawnikiem i różne hipotetyczne uwagi pod jego adresem padają w przestrzeni publicznej. To naturalne, że chce mieć pełnomocnika na przesłuchaniu.
Jaką sugestię dotyczącą rozliczenia afery dałby pan śledczym, samorządowi zawodowemu?
Sytuacja wygląda dramatycznie i nie wolno na nią patrzeć politycznie, rozliczeniowo. Bo to, co się działo w Szpitalu Południowym, a o czym opowiadał sygnalista, jest kwestią bezpieczeństwa każdego człowieka, każdego obywatela. Tu nikt żadnej polityki nie powinien uprawiać, tu trzeba wyjaśnić patologię, bo jeżeli prawdziwe są doniesienia mediów oraz informacje sygnalisty, to mamy do czynienia z daleko idącą patologią w służbie zdrowia.