Dymitr Książek, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Międzylesiu, przyznaje w rozmowie z Onetem, że informacje o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym nie były dla części środowiska medycznego zaskoczeniem. Jak podkreśla, ratownicy, pielęgniarki i lekarze pracujący na różnych SOR-ach wymieniają się doświadczeniami z dyżurów, dlatego sygnały o problemach miały krążyć od dłuższego czasu.

– W środowisku medyków pracujących na SOR-ach mówiło się o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym – mówi lekarz. Dodaje, że jako osoba z ponad 20-letnim doświadczeniem, ale także jako potencjalny pacjent, „zaczyna się zwyczajnie bać”.

Szpital Południowy. „SOR-em musi kierować specjalista medycyny ratunkowej”

Ordynator przekonuje, że oddziałem ratunkowym powinien kierować wyłącznie lekarz posiadający specjalizację z medycyny ratunkowej i wieloletnie doświadczenie. Jego zdaniem powierzanie zarządzania osobom bez odpowiednich kwalifikacji może prowadzić do błędów zagrażających życiu pacjentów.

Komentując doniesienia dotyczące funkcji pełnionej przez 28-letniego Dawida Kacprzyka w Szpitalu Południowym, Książek przyznaje, że sytuacja budzi jego zdziwienie. – W normalnych warunkach jest ordynator SOR-u i koniec. Wygląda na to, jakby koordynator Dawid Kacprzyk był samodzielnym bytem w Szpitalu Południowym, rozliczanym przez samego siebie, dla którego zostało stworzone stanowisko koordynatora   – podkreśla.

Czytaj więcej

Ministerstwo Zdrowia chce limitów wydatków na wynagrodzenia w szpitalach. Reforma gotowa

„Nie ma miejsca na solidarność zawodową wobec patologii”

Lekarz nie ukrywa, że wiarygodne wydają mu się relacje byłego ordynatora SOR-u Emila Jędrzejewskiego dotyczące nieprawidłowości w Szpitalu Południowym. W jego ocenie środowisko medyczne nie może tolerować przypadków łamania procedur ani przymykać oka na osoby, które nie posiadają odpowiednich kompetencji.

Patologię trzeba tępić, wypalać – mówi. Dodaje, że wszelkie podejrzenia powinny zostać wyjaśnione przez odpowiednie organy.

Milionowe wynagrodzenie i „VIP room”. Lekarz nie ma wątpliwości

Książek krytycznie odnosi się także do informacji o wynagrodzeniu przekraczającym milion złotych miesięcznie, jakie miał otrzymywać młody lekarz związany ze Szpitalem Południowym. Zarobki 28-letniego lekarza, ponad milion zł za miesiąc pracy – to też patologia – ocenia.

Odnosi się również do medialnych doniesień o tzw. VIP roomach. Wyjaśnia, że w kierowanym przez niego SOR-ze podobnie określa się salę przeznaczoną dla osób w kryzysie bezdomności lub alkoholowym, służącą ich obserwacji i zapewnieniu godnych warunków, a nie uprzywilejowanemu traktowaniu polityków czy osób publicznych.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy jednoznacznie o zarobkach lekarzy. Są za wysokie

Kryzys kadrowy na SOR-ach pozostaje nierozwiązany

Ordynator zwraca uwagę, że problemy kadrowe są zjawiskiem ogólnopolskim. W Polsce działa około 250 szpitalnych oddziałów ratunkowych, jednak niewielu lekarzy chce obejmować funkcje kierownicze ze względu na ogromną odpowiedzialność i obciążenie psychiczne. Jak podkreśla, praca na SOR-ze wymaga nie tylko wiedzy medycznej, ale również umiejętności zarządzania personelem i funkcjonowania pod stałą presją.

Zdaniem Książka konsekwencje afery w Szpitalu Południowym mogą wykraczać daleko poza jedną placówkę. Największym zagrożeniem jest utrata zaufania do wszystkich szpitalnych oddziałów ratunkowych. Ordynator podkreśla, że w kierowanym przez niego oddziale średni czas pobytu pacjenta wynosi obecnie 77 minut, a personel pracuje zgodnie z obowiązującymi standardami segregacji medycznej. To, co się wydarzyło w Południowym, sprawi, że ludzie będą mieli mniejsze zaufanie do SOR-ów. Proszę, żeby go nie tracili – apeluje.