Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie tendencje w postrzeganiu polityki Stanów Zjednoczonych przez Polaków ujawniły ostatnie sondaże opinii?
  • W jaki sposób działania USA wpłynęły na przebieg i wynik wyborów parlamentarnych na Węgrzech?
  • Jakie czynniki demograficzne i społeczne kształtują postawy Polaków wobec polityki amerykańskiego prezydenta?
  • Jakie wyzwania wiążą się z oceną skuteczności i spadku tzw. soft power państwa?
  • Jakie rozróżnienia i zależności w opiniach Polaków na temat polityki USA wskazują przeprowadzone analizy?
  • Jakie kluczowe zmiany w polityce wewnętrznej i zagranicznej Węgier zapowiada nowe kierownictwo po wyborach?

Soft power danego kraju niełatwo jest zmierzyć. Tym trudniej jest oszacować jego spadek. Najwyraźniej nie zdołał tego w każdym razie prawidłowo ocenić w przypadku Stanów Zjednoczonych lider Fideszu. Przez wiele miesięcy poprzedzających wybory parlamentarne 12 kwietnia starał się przekonać Donalda Trumpa do przyjazdu do Budapesztu. Uważał, że to będzie jego „wunderwaffe”, która przechyli szalę zwycięstwa w starciu z opozycyjną Tiszą. Ostatecznie Orbán musiał się zadowolić pojawieniem się na ostatniej prostej kampanii wyborczej najpierw sekretarza stanu Marco Rubio, a potem wiceprezydenta J. D. Vance’a. Jednak tego ostatniego witały puste ulice Budapesztu, a instytuty badania opinii publicznej zanotowały, że po wizycie Amerykanina poparcie dla reżimowego Fideszu nie tylko się nie umocniło, ale wręcz spadło o trzy punkty procentowe.

– To niczego nie zmieniło dla wyniku wyborów – potwierdza w rozmowie z „Rzeczpospolitą” czołowy węgierski dziennikarz śledczy Szabolcs Panyi. 

Czytaj więcej

Szabolcs Panyi, węgierski dziennikarz śledczy: Najsłabsza kampania Orbána od 2002 roku

Ta zmiana podejścia do Ameryki w Europie Środkowej być może nie ogranicza się jednak tylko do Węgier. Podobną tendencję zdaje się pokazywać w Polsce sondaż IBRiS przeprowadzony na zlecenie „Rzeczpospolitej”. Aż 62,6 proc. pytanych uznaje w nim za „niedopuszczalne” słowa amerykańskiego prezydenta odnoszące się do Iranu, że „dziś w nocy zginie cała cywilizacja”. Donald Trump wypowiedział je 7 kwietnia, na kilkanaście godzin przed upływem ultimatum postawionego przez Waszyngton Teheranowi. Biały Dom groził zniszczeniem celów cywilnych w Iranie, w szczególności mostów i elektrowni, jeśli irańscy przywódcy nie otworzą cieśniny Ormuz. 

Foto: Tomasz Sitarski

We wspomnianej ankiecie 19,1 proc. uważa, że taka groźba „to przesada, ale rozumiem, że to element negocjacji”. Jedynie 13,7 proc. zadeklarowało, że chodzi o „wyraz twardej postawy prezydenta USA wobec Iranu”. 

USA: Najmłodsi bardziej przychylni Donaldowi Trumpowi

Za tymi deklaracjami kryją się co prawda różnice wynikające z poglądów politycznych ankietowanych, ale być może nie aż tak wielkie, jak można by sądzić. Podczas gdy 92 proc. zwolenników koalicji u władzy ostro krytykuje deklarację Trumpa, to jednak równie krytycznych jest aż 44 proc. elektoratu opozycji. 

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Ledwie rok temu Karol Nawrocki na finale polskiej kampanii wyborczej zrobił sobie zdjęcie z Trumpem w Gabinecie Owalnym Białego Domu w przekonaniu, że okaże się to asem w jego starciu z Rafałem Trzaskowskim. W tym samym celu do Polski przyjechała (zdymisjonowana na początku marca) sekretarz ds. bezpieczeństwa Kristi Noem. Wzięła ona udział w kongresie alt-prawicy CPAC w Rzeszowie. Na tamtym etapie poparcie amerykańskiego przywódcy uchodziło więc za pewny atut, przynajmniej w najbardziej konserwatywnej części polskiego społeczeństwa. Dziś najwyraźniej nie byłoby to już tak oczywiste.

Sondaż IBRiS wskazuje natomiast, że sceptycyzm wobec Trumpa mocno zależy od wykształcenia pytanych. Ci, którzy edukację zakończyli na szkole podstawowej, deklarują znacznie większe przywiązanie do Ameryki. 44 proc. z nich uznaje za „niedopuszczalne” groźby Trumpa pod adresem Iranu, podczas gdy taką ocenę podziela aż 84 proc. tych, którzy mają wykształcenie wyższe. 

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Wielka skala porażki Viktora Orbána. Péter Magyar może być inspiracją dla polityków w Europie i USA

Wciąż znacząca jest też w tym względzie różnica między kobietami, spośród których aż 73 proc. odnosi się bardzo krytycznie do wspomnianej wypowiedzi Trumpa, a mężczyznami, gdzie taka opinia (52 proc.) jest wyraźnie mniej rozpowszechniona. 

Bardzo ciekawa jest także w tym względzie różnica między poszczególnymi grupami wiekowymi. Podczas gdy wśród osób mających od 18 do 29 lat tylko 31 proc. zdecydowanie krytykuje Trumpa za groźby pod adresem Iranu, już wśród mających od 30 do 39 lat ten współczynnik skacze aż do 78 proc. Wśród osób jeszcze starszych utrzymuje się on lekko poniżej 70 proc. Tylko dla grupy wiekowej powyżej 70 lat spada on do 54 proc. 

Sondaż został przeprowadzony miesiąc po rozpoczęciu wojny na Bliskim Wschodzie, której efektem jest znaczny skok cen, w szczególności nośników energii. Trudno jednak powiedzieć, w jakim stopniu ankietowani w Polsce kojarzą coraz trudniejszą sytuację gospodarczą i spadek własnych dochodów z działaniami Białego Domu. 

Péter Magyar z większym dystansem do Ameryki

Wynik wyborów na Węgrzech najwyraźniej okazał się zaskoczeniem dla amerykańskiej administracji. Przez pierwsze kilkadziesiąt godzin po ich ogłoszeniu, Waszyngton wstrzymywał się z wysłaniem depeszy gratulacyjnej do przyszłego premiera, Pétera Magyara. Dopiero w poniedziałek wieczorem na falach Fox News J. D. Vance oświadczył, że „jest zasmucony” porażką Viktora Orbána. Inaczej niż to było jeszcze kilka dni wcześniej w Budapeszcie, tłumaczył, że pojechał na Węgry „nie dlatego, że spodziewał się, iż Orbán uzyska łatwe zwycięstwo”. Jego zdaniem „to należało zrobić, skoro Orbán tak długo jako jedyny bronił interesów amerykańskich firm przed biurokratami w Brukseli”. 

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: PiS stawiał na Viktora Orbána, bo liczy, że Rosja nam nie zagrozi

Na konferencji prasowej zorganizowanej tego samego dnia dla międzynarodowych mediów, Magyar powstrzymał się przed krytykowaniem Ameryki za oczywistą ingerencję w wyborach na rzecz lidera Fideszu. – Sytuacja jest teraz odmienna, kiedy wybory mamy już za sobą. Stany Zjednoczone są ważnym partnerem i musimy zrobić wszystko, aby zachować bliskie relacje z nimi – mówił pojednawczo lider Tiszy.

Jednak nawet jeśli nie powiedział tego otwarcie, Magyar szykuje tektoniczną zmianę w polityce Węgier wobec Unii Europejskiej. Można się spodziewać, że Budapeszt przestanie być główną stolicą rozsadzającą integrację europejską, na czym Trumpowi, w przeszłości zwolennikowi brexitu, bardzo zależało. Na wspomnianej konferencji Magyar dał do zrozumienia, że jego kraj przestanie blokować megapakiet pomocy UE dla Kijowa o wartości 90 mld euro, w którego finansowaniu Węgrzy nawet nie biorą zresztą udziału. Jest to kluczowy element niezależnej od Amerykanów polityki wschodniej Unii, a więc de facto także budowy autonomii strategicznej Wspólnoty. 

Mimo wszystko lider Tiszy zapowiedział, że Węgry nadal nie będą przekazywać broni Ukraińcom oraz nie zgodzą się na przyspieszony proces przystąpienia Ukrainy do Unii. Jednak Magyar dał do zrozumienia, że jego kraj przestanie blokować otwarcie negocjacji akcesyjnych z Kijowem w normalnym trybie. Przyszły premier przyznał także, że Węgrzy nadal będą kupowali ropę od Rosji. Proces ograniczenia zależności od rosyjskich nośników energii ma być więc stopniowy.

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Rosja po klęsce Viktora Orbána pilnie poszukuje konia trojańskiego

Ta ostrożność po części wynika ze sceptycznego nastawienia węgierskiej opinii publicznej wobec Ukraińców po 16 latach prania mózgów przez orbanowską propagandę. Nowy rząd chce jednak na razie skoncentrować się na sprawach wewnętrznych, w szczególności odbudowy niezawisłego sądownictwa i szerzej państwa prawa. Tu decyzje Magyara są o wiele bardziej jasne, w tym zapowiedź ograniczenia czasu urzędowania premiera do dwóch kadencji (ośmiu lat), co miałoby wykluczyć powrót do władzy Orbána. Lider Tiszy zapowiedział także przystąpienie kraju do Prokuratury Europejskiej. I wezwał do ustąpienia prezydenta Tamása Sulyoka, lojalisty Fideszu.