Trwa konflikt między radą nadzorczą TVP a Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, która miała zatwierdzić nowy zarząd publicznej telewizji. Ostatecznie KRRiT zaakceptowała tylko prezesa Janusza Daszczyńskiego. Jego zastępcami nie zostaną więc kojarzony z lewicą Wiesław Rola i wiązany z Polskim Stronnictwem Ludowym Marian Zalewski (pełnił tę funkcję w poprzedniej kadencji).

Oficjalnym powodem jest brak przejrzystości konkursu. Członkowie KRRiT w uzasadnieniu swojej decyzji podkreślają, że nie mieli dostępu do protokołów z obrad rady nadzorczej TVP i dokumentacji złożonej przez kandydatów dopuszczonych do drugiego oraz trzeciego etapu konkursu.

Z naszych informacji wynika, że chodzi głównie o Agnieszkę Odorowicz, która odpadła z konkursu już na drugim etapie.

– Miała być nowym prezesem, a skończyło się niewypałem. Teraz przewodniczący KRRiT Jan Dworak robi wszystko, żeby ją przywrócić – twierdzi jeden z naszych rozmówców.

Zgodnie z przepisami rady nadzorcza TVP ma do wyboru kilka scenariuszy. Może rozpisać konkurs uzupełniający, delegować do zarządu TVP kogoś ze swojego grona lub podjąć decyzję o jednoosobowym zarządzie.

Jak wynika z naszych informacji, jeśli byłby realizowany ten ostatni scenariusz, Odorowicz mogłaby liczyć na funkcję dyrektor generalnej TVP.

– Tego stanowiska jeszcze nie ma, ale miałoby zostać specjalnie utworzone – mówi nam osoba znająca kulisy sprawy. – Dworakowi bardzo na tym zależy.

W przypadku konkursu uzupełniającego znów faworytką miałaby być Odorowicz, którą popierają środowisko Bronisława Komorowskiego i Dworak, a swojej przychylności nie wyklucza też lewica.

Ale swojego przedstawiciela w zarządzie chciałoby mieć także PSL. Kto mógłby nim zostać? Wśród pracowników TVP panuje przekonanie, że faworytem jest Jakub Stefaniak, obecny rzecznik Klubu Parlamentarnego PSL, a wcześniej dziennikarz TVP Info.

– Ma poparcie Daszczyńskiego i opinię niewchodzącego w układy – tłumaczy jeden z pracowników telewizji.

Głównym problemem jest czas. – Prawdopodobnie zamieszanie z zarządem nie zakończy się przed wyborami – przewiduje jeden z naszych rozmówców. A to oznacza, że przynajmniej przez kilka miesięcy Daszczyński będzie musiał samodzielnie prowadzić TVP. Jednym z największych wyzwań, które przed nim stoją, będzie rozwiązanie kwestii pracowniczych. Po przeniesieniu części pracowników do outsourcingowej firmy Leasing Team w stacji panuje atmosfera strachu.

– Ciągle mówi się o kolejnych transferach – słyszymy od pracowników TVP.

Ale jak zapewnia nas jeden z bliskich współpracowników Daszczyńskiego, chce on ten proces zatrzymać.