„Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł. Naszym zadaniem jest uwolnienie gospodarki i obywateli od nadmiernych regulacji i biurokracji. Znajdziemy lepsze sposoby ochrony pracowników” – napisał w czwartek na X premier Donald Tusk. Skąd więc wziął się ten „zły pomysł”? Paulina Szewioła, dziennikarka działu prawnego „Rzeczpospolitej” mówi wprost: rząd krytykuje dziś rozwiązanie, które sam zaproponował: – Kuriozum tej całej sytuacji jest takie, że ten pomysł reformowania Państwowej Inspekcji Pracy zaproponował ten rząd jako rewizję kamienia milowego z KPO.
Czytaj więcej
Potężna kłótnia, wściekły premier i zablokowanie kluczowej reformy Państwowej Inspekcji Pracy – t...
Czy reforma PIP to był dobry pomysł?
Jednym z głównych wątków krytyki zaproponowanej przez rząd reformy PIP są obawy biznesu przed nowymi uprawnieniami inspektorów pracy, w tym możliwością wydawania tzw. decyzji przekształceniowych. Zdaniem Pauliny Szewioły kluczowy problem nie dotyczy tylko prawa, ale praktyki kontroli: – Myślę, że to jest chyba największy mankament tej reformy, czyli ta wybiórczość kontroli, która faktycznie mogłaby wpływać na konkurencyjność biznesu. Jedne firmy mogłyby być kontrolowane i ponosić duże koszty, a ich konkurencja nie.
Michał Płociński dopytuje, czy inspektorzy mogliby stać się narzędziem w lokalnych układach, a Szewioła zwraca uwagę, że nawet przy najlepszej woli urzędników skala wyzwań jest ogromna. – Nawet wzmocniona kadrowo inspekcja, w mojej ocenie, nie jest w stanie skontrolować dużej części rynku pracy – podkreśla, wskazując na systemowe ograniczenia PIP.
Czytaj więcej
Awantura wokół reformy Państwowej Inspekcji Pracy, która miała miejsce na ostatnim posiedzeniu rz...