Reklama

29 min. 2 sek.

„Rzecz w tym”: Donald Tusk wściekły na własną reformę. Kto wysadził PIP w powietrze?

Rząd znów sam sobie zgotował kryzys. W najnowszym odcinku podcastu Michał Płociński wraz z Pauliną Szewiołą szczegółowo analizują aferę wokół reformy Państwowej Inspekcji Pracy, reakcję premiera Donalda Tuska oraz polityczne i gospodarcze konsekwencje tej decyzji.

Publikacja: 08.01.2026 17:00

„Możliwość zmiany formy zatrudnienia przez urzędnika bez pytania o zdanie pracodawcy, zatrudnionego i bez wyroku sądu to zły pomysł. Naszym zadaniem jest uwolnienie gospodarki i obywateli od nadmiernych regulacji i biurokracji. Znajdziemy lepsze sposoby ochrony pracowników” – napisał w czwartek na X premier Donald Tusk. Skąd więc wziął się ten „zły pomysł”? Paulina Szewioła, dziennikarka działu prawnego „Rzeczpospolitej” mówi wprost: rząd krytykuje dziś rozwiązanie, które sam zaproponował: – Kuriozum tej całej sytuacji jest takie, że ten pomysł reformowania Państwowej Inspekcji Pracy zaproponował ten rząd jako rewizję kamienia milowego z KPO.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Co wywołało awanturę o reformę PIP? Znamy kulisy wydarzeń na obradach rządu

Czy reforma PIP to był dobry pomysł?

Jednym z głównych wątków krytyki zaproponowanej przez rząd reformy PIP są obawy biznesu przed nowymi uprawnieniami inspektorów pracy, w tym możliwością wydawania tzw. decyzji przekształceniowych. Zdaniem Pauliny Szewioły kluczowy problem nie dotyczy tylko prawa, ale praktyki kontroli: – Myślę, że to jest chyba największy mankament tej reformy, czyli ta wybiórczość kontroli, która faktycznie mogłaby wpływać na konkurencyjność biznesu. Jedne firmy mogłyby być kontrolowane i ponosić duże koszty, a ich konkurencja nie.

Michał Płociński dopytuje, czy inspektorzy mogliby stać się narzędziem w lokalnych układach, a Szewioła zwraca uwagę, że nawet przy najlepszej woli urzędników skala wyzwań jest ogromna. – Nawet wzmocniona kadrowo inspekcja, w mojej ocenie, nie jest w stanie skontrolować dużej części rynku pracy – podkreśla, wskazując na systemowe ograniczenia PIP.

Czytaj więcej

Paulina Szewioła: Czy leci z nami pilot?
Reklama
Reklama

Kto w rządzie odpowiada za katastrofę wizerunkową z reformą PIP?

W rozmowie pada też kluczowe pytanie o odpowiedzialność polityczną. Czy premier Donald Tusk naprawdę nie wiedział, na co zgadza się rząd w sprawie kamienia milowego? – Sama chciałabym znać odpowiedź na to pytanie – przyznaje Szewioła, przypominając, że cały proces ciągnie się od lat i obejmuje także decyzje poprzednich rządów.

Dziennikarka tłumaczy, że obecna reforma PIP była alternatywą dla pierwotnego pomysłu pełnego oskładkowania umów zlecenia. – Z tego kamienia milowego zrezygnował właśnie rząd Donalda Tuska – zauważa, wskazując, że zmiana miała być bardziej „probiznesowa”, a dziś budzi sprzeciw tej właśnie strony.

Istotnym wątkiem rozmowy jest presja czasu i pieniędzy z KPO. – Czy my mamy jeszcze czas na szukanie „lepszego pomysłu” w kontekście finansów z KPO? – pyta Szewioła, przypominając, że niewypełnienie zobowiązań oznacza realne straty finansowe dla Polski. W jej ocenie samo „tupnięcie nogą” przez premiera to zdecydowanie za mało.

Czytaj więcej

Hubert Salik: Afera PIP, czyli w Polsce nigdy nie ma dobrego momentu na reformy

Rynek pracy potrzebuje poważnej reformy, a nie odkładania problemu na później

Rozmówcy szeroko omawiają także społeczne poparcie dla zmian. Z sondażu „Rzeczpospolitej” wynika, że większość Polaków popiera możliwość automatycznego przekształcania umów. – Zdecydowana większość powiedziała, że tak, że to jest dobre rozwiązanie – podkreśla Płociński, dodając, że najmocniej są za tym właśnie wyborcy koalicji rządzącej. Szewioła odpowiada jednak, że diabeł tkwi w szczegółach – szczególnie kosztów podatkowo-składkowych.

Na koniec rozmowa schodzi na szerszy problem segmentacji rynku pracy i nierównych obciążeń różnych form zatrudnienia. – Obciążenia składkowo-podatkowe powinny być równe bez względu na to, jaką ktoś wybiera formę zatrudnienia – podsumowuje Szewioła. W jej ocenie bez systemowej reformy Polska będzie wciąż odkładać problem na później, ryzykując poważne konflikty społeczne.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama