Według władz regionalnych protest zgromadził od 45 do 50 tysięcy osób, organizatorzy mówili nawet o 100 tysiącach uczestników. Na manifestacji pojawiły się transparenty z hasłami „Sánchez zdrajca” i „rząd do dymisji”. Lider PP, Alberto Núñez Feijóo, wezwał do „rewolucji przyzwoitości i wolności” oraz apelował o rozpisanie nowych wyborów.

W ostatnich miesiącach rządząca Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) i bliscy współpracownicy premiera byli wielokrotnie oskarżani o korupcję. Ostatnio media ujawniły, że była członkini PSOE, Leire Díaz, miała oferować wpływ na postępowania sądowe w zamian za kompromitujące informacje na temat funkcjonariuszy Guardia Civil prowadzących śledztwo wobec żony premiera, Begoñi Gómez, jego brata Davida Sáncheza oraz byłego ministra transportu José Ábalosa.

Czytaj więcej

Kandydat na prezydenta postrzelony na wiecu. Zamach w Kolumbii

Díaz zaprzecza, jakoby działała na zlecenie partii. Z kolei premier Sánchez określił zarzuty wobec żony jako bezpodstawne. David Sánchez również zaprzecza zarzutom o nadużywanie wpływów.

Rząd mierzy się także z krytyką po aresztowaniu w lutym 2024 roku byłego asystenta ministra Ábalosa w związku z podejrzeniem przyjmowania łapówek za kontrakty na maseczki w czasie pandemii Covid-19.

Przedstawiciele rządu Sáncheza bagatelizują protest, przekonując, że był on próbą odwrócenia uwagi od problemów opozycji. Hiszpańskie media podkreślają bowiem, że sama Partia Ludowa również nie jest wolna od kontrowersji – np. władze w Walencji krytykowano za reakcję na powódź z 2023 roku. Z kolei Isabel Díaz Ayuso, prezydent Wspólnoty Madrytu, mierzy się z zarzutami w sprawie działań jej rządu wobec domów opieki podczas pandemii oraz z działalności biznesowej swojego partnera, oskarżonego o oszustwa podatkowe i fałszowanie dokumentów.